Marzena Sygut/Rynek Zdrowia | 05-04-2015 16:49

Specjaliści: rośnie wybór leków w SM, terapie stają się bardziej przyjazne pacjentom

W terapii SM w ciągu ostatnich dwudziestu lat doszło do kolosalnych zmian w zakresie możliwości leczenia. Do wyboru jest aż 10 leków. Dążymy już do tego, żeby pacjenci nie mieli cech nawrotu choroby, a także zmierzamy do indukowania remisji - podkreślają specjaliści.

- Postęp, który związany jest z pojawieniem się nowych leków doprowadził do tego, że cele i ambicje lekarzy też się rozwinęły i poprzeczka została znacznie wyżej zawieszona. Dziś nie mówimy jedynie o łagodzeniu objawów, ale o indukowaniu remisji choroby - mówił prof. Hans Peters Hartung przewodniczący Wydziału Neurologii i Neuropsychiatrii Uniwersytetu Heinricha Heinego w Düsseldorfie podczas konferencji "Stwardnienie Rozsiane" (Łódź, 13-14 marca br.).

Prof. Hartung, założyciel Europejskiego Komitetu Leczenia i Badań Stwardnienia Rozsianego - ECTRIMS (European Committee for Treatment and Research in Multiple Sclerosis - ang.) podkreśla, że w roku 2006 pojawił się pierwszy lek II generacji, modyfikujący przebieg choroby - natalizumab. Pięć lat później na rynek trafił pierwszy lek doustny - fingolimod.

Jest w czym wybierać
- W kolejnych latach bardzo dobrze rozwijała się ta dziedzina, co zaowocowało pojawieniem się następnych leków - teriflunomidu oraz fumaranu dimetylu. Jest też nadal w badaniach parę innych leków, które w niedalekiej przyszłości powinny trafić do terapii. Wprowadza się również bardziej komfortową do użytku postać interferonu beta 1A - wyjaśnia prof. Hartung.

Czyt.: Lekarze i pacjenci krytycznie o dostępie do terapii w SM: zależy od województwa

Jak zaznacza, kiedyś medycyna tylko leczyła objawy SM, zwalniając jego postęp. Chociaż wciąż nie możemy wyleczyć tej choroby, to jednak teraz dążymy już do tego, żeby pacjenci nie mieli cech nawrotu choroby, a także zmierzamy do indukowania remisji. Mamy leki, które potrafią to zrobić. Natalizumab czy alemtuzumab jak wykazano w wielu badaniach nie tylko hamują przebieg choroby, ale także mogą zmniejszać stopień niepełnosprawności.

Prof. Hartung podkreśla również, że na horyzoncie już pojawiają się pierwsze leki, które być może mogą sprzyjać naprawie neurologicznej, a w niedalekiej przyszłości można nawet rozważać sposoby integrowania leków reperujących i napraw struktur nerwowych już u nienarodzonych dzieci.

Wczesna terapia - większa skuteczność
Obecny na konferencji prof. Xavier Montalban, przewodniczący Oddziału Neurologii i Neuroimmunologii, dyrektor centrum CMC w Katalonii oraz przewodniczący ECTRIMS zwraca uwagę na fakt, iż SM jest najczęstszą przyczyną niepełnosprawności neurologicznej u młodych dorosłych.

Schorzenie to dotyka 2,5 mln osób na całym świecie, prowadzi do niepełnosprawności, zwiększenia śmiertelności, wpływa na relacje między ludźmi, na poziom zatrudnienia oraz na poziom kosztów opieki zdrowotne - zaznacza prof. Montalban.

Dlatego, jak wyjaśnia, mówiąc o leczeniu chorych nie można zapominać o trzech kluczowych aspektach w odniesieniu do prowadzenia pacjentów chorych na SM. Pierwszy to wczesna i dokładna diagnoza. Drugi - szybka identyfikacja osób, które nie reagują na leczenie. I trzeci - szybkie przejście na skuteczną terapię, ponieważ wczesna eskalacja terapii jest bardziej efektywna niż późna.

- Trzeba pamiętać, że wczesne leczenie jest istotne, ale równie ważne jest wczesne rozpoznanie tych pacjentów, którzy na leczenie interferonem, czyli lekiem pierwszego rzutu, nie reagują. U nas, w Barcelonie, bierzemy pod uwagę ponowne rzuty, co najmniej jeden w ciągu ostatnich dwóch miesięcy, zwiększenie niepełnosprawności o 1 punkt potwierdzony w ciągu 6 miesięcy na skali EDSS oraz trzy aktywne zmiany w obrazie MRI - tłumaczy prof. Montalban.

Objaśnia: - Uznawaliśmy za reagujących na lek pierwszego rzutu pacjentów, którzy mieli jedną pozytywną zmienną i jedną negatywną. Z naszych obserwacji wynika jednak, że pacjenci którzy mieli tylko negatywną zmienność w obrazie MRI, mieli złą prognozę co do efektów leczenia lekiem pierwszego rzutu po 3-4 latach. Dlatego uważamy, że tak ważne jest rozpoznanie chorych, którzy nie reagują dobrze na leki pierwszoliniowe i przesunięcie ich do terapii drugoliniowej - podkreśla prof. Montalban.

Ku nowym standardom
W ocenie prof. Hartunga duża różnorodność leków przeznaczonych do terapii SM sprawiła, że mamy do czynienia ze złożoną sytuacją jeżeli chodzi o wybór terapii dla chorego.

Jak wyjaśnia prof. Krzysztof Selmaj, kierownik Katedry i Kliniki Neurologii Uniwersytetu Medycznego w Łodzi terapie doustne w leczeniu SM wprowadzają nową jakość dla pacjenta.

Szczególnie dotyczy to leczenia pierwszoliniowego, zwłaszcza lekiem fumaran dimetylu, który gwarantuje pacjentom wysoką skuteczność, przy jednoczesnym zachowaniu wysokiego profilu bezpieczeństwa. Dlatego też niewątpliwie te leki w niedługim czasie staną się standardem w terapii pierwszego rzutu w SM.

Jednak, jak zaznacza, wybór terapii doustnej nie jest równoznaczny ze zniknięciem terapii iniekcyjnej. Nowe skuteczne terapie parenteralne, które już pojawiają się na rynku będą wymagały rzadszego podawania leku niż obecnie, nadal pozostaną opcją leczenia SM. - Mam tu na myśli chociażby pegylowaną formę interferonu beta-1a, pod nazwą handlową Plegridy i octan glatirameru stosowany 3 razy w tygodniu - mówi prof. Selmaj.

- To są najnowsze rejestracje z lipca 2014 i grudnia 2014 rok. Pegylowany interferon to lek, który umożliwia zmniejszenie dawki, w związku z czym tolerancja jego się zwiększa. Dodatkowo wpływ tego leku na aktywność rzutową jest wyraźny, nieco wyższy niż przy formie niepegylowanej interferonu beta 1a. po roku leczenia - wyjaśnia.

Indywidualizacja leczenia
- Wyniki z dwóch lat leczenia są jeszcze lepsze - dodaje. - Pacjenci, którzy otrzymywali lek raz na dwa tygodnie, mieli mniejszą aktywność rzutową.

- Dodatkowo interferon podawany w tej formie miał bardzo znaczący wpływ na progresję niepełnosprawności, sięgający w okresie 24-tygodni stosowania 54 proc. w stosunku do placebo, czyli prawie taką samą jak w przypadku natalizumabu - podkreśla prof. Selmaj.

W zakresie działań niepożądanych pegylowany interferon nie przyniósł żadnych niespodzianek. Ten lek nadal pozostaje interferonem, dlatego profil bezpieczeństwa jest podobny.

Oczywiście, jak zaznacza prof. Selmaj, wybór terapii będzie w dużym stopniu zależał od preferencji pacjenta, jednak jak wynika z praktyki lekarskiej jest dość prawdopodobne, że będą pacjenci, którzy wybiorą jeden zastrzyk raz na dwa tygodnie zamiast codziennego łykania 1 - 2 tabletek.

- Wybierając lek dla pacjenta będziemy musieli mu przedstawić wszystkie terapie, a pacjent będzie je musiał dostosować do swojej aktywności życiowej i zawodowej. Zarówno lekarze, jak i pacjenci powinni być zadowoleni z tego, że leczenie w SM przesuwa się w kierunku terapii bardziej przyjaznych, takich które mogą być z większą łatwością akceptowane przez chorych - podsumowuje prof. Selmaj.

Wygoda i bezpieczeństwo
Z kolei prof. Hartung zwraca uwagę na wybór terapii poprzez profil bezpieczeństwa danego preparatu leczniczego. Jak wyjaśnia, takim preparatem jest lek doustny Tecfidera (fumaran dimetylu), który w tej chwili w Niemczech stosuje 15 tys. pacjentów, a w USA aż 45 tys.

- Stosując ten lek zachowujemy ostrożność z uwagi na to, iż może on zmniejszać liczbę limfocytów, jednak jest to lek o takim sposobie działania, który wpływa na odpowiedź zapalną, immunologiczną i na neurodegenerację. Zapobiega procesom zwyrodnieniowym, a zatem i objawom klinicznym, zmniejsza progresję inwalidztwa i mocno wspiera parametry MRI.

- Osobiście przewiduję, że z uwagi na łatwość stosowania leku i na rzadsze podawanie, w Niemczech tylko niewielu pacjentów po przedstawieniu opcji podawania leków wybierze terapię w iniekcji. Chorzy po prostu nie lubią "się kłuć" - stwierdza prof. Hartung.

Leczymy dokąd można
Jednocześnie obecni na konferencji naukowej eksperci podkreślali, że w terapii SM-owej trzeba leczyć chorego, tak długo, jak terapia jest skuteczna.

- Przy założeniu że terapia pomaga, powinniśmy ją kontynuować. Z naszych obserwacji wynika, że pacjenci, u których od wielu lat nie widać objawów choroby, i którzy decydują się tą terapię przerwać, choroba nawraca. W szczególności ten nawrót następuje dość szybko, gdy pacjent przyjmuje leki bardziej skuteczne. Stąd stoimy na stanowisku, że przerwanie leczenia jest ryzykowne - podkreśla prof. Selmaj.

A prof. Montalban dodaje, że w sytuacji, w której jesteśmy obecnie, czyli braku leków, które wyleczą chorobę całkowicie, nie powinniśmy ryzykować odstawienia leków.

- Nigdy nie wiemy kiedy choroba powróci, w jakimś miejscu, gdzie pozostawi trwałe ślady. Dlatego powstrzymałbym się od odstawiania leku w przypadku terapii, która byłaby skuteczna - podsumowuje prof. Montalban.