Śmigłowiec ratunkowy potrzebny w Beskidach

Do ciężkich wypadków w Beskidach przylatuje śmigłowiec z Krakowa albo z Gliwic. W wielu przypadkach byłoby łatwiej gdyby stacjonował na miejscu - czytamy w "Gazecie Wyborczej".

W obecnym sezonie Beskidzka Grupa GOPR interweniowała już ponad 1,6 tys. razy. A to jeszcze nie koniec. Zwłaszcza teraz, gdy w dolnej części stoków zaczyna brakować śniegu, bezpieczny transport ciężko rannego narciarza do czekającej na dole karetki pogotowia jest utrudniony.

W razie konieczności trzeba wzywać śmigłowiec z Gliwic albo z Krakowa. Przylatuje, jeśli nie jest zajęty gdzie indziej i pozwala na to pogoda. Beskidzcy ratownicy od dawna zabiegają o to, żeby jedna maszyna stacjonowała choć tylko zimą w Beskidach. Miałaby gdzie, bo w okolicy są dwa lotniska - w Bielsku-Białej i w Kaniowie.

Zdaniem Jerzego Siodłaka, naczelnika Beskidzkiej Grupy GOPR, obecność śmigłowca na miejscu byłaby bardzo korzystna. Zabiega o to także m.in. Stowarzyszenie Lotnictwa Ratunkowego w Beskidach.

Więcej: www.gazeta.pl

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH