Śmigłowcowa Służba Ratownictwa Medycznego: zaczęliśmy liczyć się w Europie

Zasadnicza różnica pomiędzy zachodnioeuropejskimi a polską Śmigłowcową Służbą Ratownictwa Medycznego HEMS (ang. - Helicopter Emergency Medical Service), to sposób finansowania ich działalności. W Polsce - jak dotąd - pieniędzy z budżetu na ratunek z powietrza nie brakuje. Tymczasem większość takich jednostek w Europie działa na bazie fundacji lub organizacji non profit.

Tak jest m.in. w Niemczech, Norwegii, Szwajcarii i Anglii. W Niemczech, które mają obecnie najlepiej rozwiniętą sieć ratownictwa, funkcjonują dwie organizacje: ADAC i DRF. W sumie dysponują flotą ok. 100 śmigłowców ratowniczych.

- ADAC to organizacja z dużymi tradycjami, która zrzesza gigantyczną liczbę osób w Niemczech, które prowadzą samochody. To dzięki ich składkom i darowiznom działa służba ratownicza. ADAC Luftrettung od lat 70. posiada własną flotę śmigłowców, służących do ratowania osób, które uległy wypadkom na autostradach - wyjaśnia dr Maciej Chruścikowski, lekarz Oddziału HEMS Warszawa.

Dumą Szwajcarów jest REGA, która korzysta ze śmigłowców ratowniczych oraz odrzutowych samolotów w wersji przystosowanej do długodystansowego przewozu chorych.

- To jeden z najlepszych europejskich przewoźników, który transportuje pacjentów w obrębie całej kuli ziemskiej. REGA pracuje na zlecenie wielu firm ubezpieczeniowych. To jej główne źródło dochodów - mówi lekarz.

Państwo nie finansuje

W Anglii system ratownictwa medycznego jest świetnie rozwinięty, ale... nie w przypadku śmigłowcowej służby ratownictwa medycznego.

- Państwo jej nie finansuje. Jednak jeśli powstanie fundacja i będzie mieć pieniądze, można dla danego obszaru zorganizować śmigłowiec, który zostanie włączony do systemu ratownictwa - wyjaśnia dr Chruścikowski.

Pod górkę mają również Irlandczycy.

- Próbują zorganizować śmigłowcową służbę ratownictwa medycznego, ale od kilku lat potykają się o problem zebrania odpowiedniej ilości pieniędzy. Nie wystarczy, że kupią śmigłowiec, muszą jeszcze opłacać jego codzienne dyżurowanie, bo państwo do tego nie dołoży - opowiada.

Jak wskazuje, wiele z tych organizacji  zmaga się z większymi i mniejszymi problemami finansowymi. Przede wszystkim zaś musi zabiegać o kontrakty z podmiotami, które zakupują tego typu usługi, najczęściej z ministerstwem zdrowia.

- To rodzi przeróżne komplikacje. W Austrii do niedawna działały zespoły finansowane przez austriacki automobilklub. W 2010 r. ministerstwo spraw wewnętrznych rozpisało przetargi na poszczególne bazy. Wygrały jednostki, które nigdy tak naprawdę nie brały udziału w tych działaniach i austriacka organizacja dosłownie wyprzedała swoją flotę. Z kolei w Czechach, dwie firmy realizujące śmigłowcową służbę ratowniczą: Delta System (DSA)  i Alfa Helicopters, borykają się z przetargami na obsadzenie baz - podaje dr Chruścikowski.

Zewnętrzny personel medyczny

W tym kontekście, finansowanie publiczne, z którego korzystają polski oraz węgierski HEMS daje gwarancję, że system nie upadnie.

- Dziesięć lat istnienia SP ZOZ LPR pokazało, że to był dobry wybór. Szczególnie było to widoczne przy operacji wymiany śmigłowców. Finansowanie publiczne jest ogromną zaletą, daje stabilność finansową. Jest wiele osób, które chciałyby wszystko puścić na żywioł rynku, ale w ratownictwie nie do końca da się to robić. Nie ma zagrożenia, że organizacje takie jak niemiecki ADAC czy szwajcarska REGA nagle przestaną istnieć, ale ich działanie jest w pewien sposób obciążone biznesowymi decyzjami - mówi dr Chruścikowski .

Z drugiej strony ciąży na nich mniejsza odpowiedzialność, bo do zadań jednostek HEMS w wielu państwach Europy Zachodniej należy jedynie zapewnienie pilota i śmigłowca. Personel medyczny we wszystkich europejskich organizacjach jest personelem zewnętrznym. Np. w Niemczech w ramach porozumienia ze szpitalem lekarze pełnią dyżur w śmigłowcu. Za ich pracę płacą władze landu.

- W Polsce mamy unikalną na tle Europy sytuację z dwóch powodów. Po pierwsze mamy własny personel medyczny. To jest szczególnie ważne w przypadku ratowników medycznych, ponieważ oni spełniają nie tylko rolę ratownika, ale i członka załogi, co na nich nakłada obowiązki znajomości pewnych elementów lotniczych. Są np. w stanie pomóc pilotowi w trakcie wykonywania misji. Po drugie, jesteśmy jedyną organizacją lotniczą, która posiada całkowicie jednolity sprzęt latający, medyczny oraz zabudowę medyczną. Ta kompatybilność ułatwia m.in. wymianę między bazami, udział we wspólnych akcjach, a w przypadku stałego personelu stwarza dobre warunki do ich szkolenia - wymienia dr Maciej Chruścikowski.

System – potrzebna koordynacja

W opinii eksperta, jeśli na jakimś elemencie europejskiego HEMS mogłaby wzorować się Polska to jest nim organizacja systemu ratownictwa.

- Priorytetem w działaniach ratowniczych jest jak najszybsze dostarczenie ratownika czy wykwalifikowanego zespołu do miejsca zdarzenia. I żeby to działało konieczny jest jednolity system dyspozytorski - mówi.

Jak wskazuje, w Polsce rozproszone dysponowanie dotyczy nawet zwykłego pogotowia. Jako przykład podaje Warszawę, gdzie obok SP ZOZ LPR funkcjonuje Wojewódzka Stacja Pogotowia Ratunkowego.

- Te dwa podmioty nie są - oprócz dobrej woli oraz zdrowego rozsądku dyspozytorów - w żaden sposób powiązane. W krajach europejskich dysponent śmigłowcowa oddaje go w ręce dyspozytorów. Oni korzystając z programów komputerowych ustalają, kto może być najszybciej na miejscu zdarzenia i który zespół wysłać. W Polsce dyspozytorni w każdym województwie jest bez liku, a często zdarza się tak, że jedna czeka na ruch drugiej lub myśli, że decyzja została już podjęta - mówi.

Wzywam śmigłowiec

Stąd też tak ważne są szkolenia dyspozytorów, które SP ZOZ LPR chce wspomagać.

- Zależy nam również, by dyspozytorzy przekonali się, iż śmigłowiec nie jest jakimś mitycznym tworem, z którego można korzystać tylko w wyjątkowych przypadkach - zaznacza dr Chruścikowski.

Wskazuje, że SP ZOZ LPR powstał po zmianach starych struktur pogotowia ratunkowego, z  których każda miała swój pogląd na działalność, ale przy budowaniu nowej służby i nowych zadaniach, łatwo było wykorzystać to co najlepsze w Europie.

- I tak się stało. Lotnicze Pogotowie Ratunkowe jest obecnie jedną z najnowocześniejszych formacji w Europie. Dzięki finansowaniu publicznemu naszym priorytetem nie jest ani zysk, ani utrzymanie się na powierzchni. Mamy być ważnym elementem sprawnego systemu ratownictwa medycznego i nad tym pracujemy - mówi.

Jak wskazuje, międzynarodowego rozgłosu LPR-owi nadała gigantyczna operacja wymiany floty.

- Po zakończeniu dostaw EC 135 wiele organizacji zdało sobie sprawę, że istniejemy. Jesteśmy członkiem europejskiej grupy zrzeszającej operatorów śmigłowców medycznych w Europie i wszyscy wiedzieli, że działamy, ale nikt nie wiedział co konkretnie robimy. Teraz patrzą na nas trochę z zazdrością - podsumowuje.

 

O organizacji i funkcjonowaniu Lotniczego Pogotowia Ratunkowego czytaj też w Raporcie dotyczącym HEMS w najnowszym (marcowym) wydaniu Rynku Zdrowia. Raport dostępny też wersji elektronicznej: http://www.rynekzdrowia.pl

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH