PAP/Rynek Zdrowia | 26-03-2019 16:14

Śląskie: dziecko poparzyło się na zjeżdżalni oblanej kwasem, jest leczone ambulatoryjnie

2-letni chłopiec doznał poparzeń pośladków i ud na zjeżdżalni oblanej żrącą cieczą na placu zabaw w Bierach k. Bielska-Białej. Dziecko wymagało pomocy lekarza. Rzecznik bielskiej policji Elwira Jurasz podała, że trwa poszukiwanie sprawcy. Mogą mu grozić 3 lata więzienia.

Fot. archiwum (zdj. ilustracyjne)

Jurasz poinformowała, że dziecko zostało poparzone w minioną sobotę, gdy wraz z matką przyszło na plac zabaw. Po zjechaniu ze zjeżdżalni zaczęło uskarżać się na ból w okolicy ud. Kobieta natychmiast zawiozła chłopca do szpitala pediatrycznego w Bielsku-Białej.

- Dziecko ma poparzone pośladki i tylne powierzchnie ud, ale nie wymagało hospitalizacji. Chłopiec jest leczony w naszej poradni chirurgii dziecięcej. Przez to, że jest zimno na zewnątrz i dzieci są dobrze ubrane, wystąpiły poparzenia pierwszego na drugi stopień. Gdyby to stało się w lecie, to byłby problem - powiedział we wtorek (26 marca) PAP dyrektor szpitala Ryszard Odrzywołek.

Na plac zabaw natychmiast pojechali policyjni technicy kryminalistyki. Elwira Jurasz powiedziała, że znaleźli żrącą substancję na pięciu różnych urządzeniach. Był to najprawdopodobniej rozcieńczony elektrolit z akumulatora. - Została zabezpieczona próbka, którą przekazano do dalszych badań fizyko-chemicznych w laboratorium kryminalistycznym komendy wojewódzkiej w Katowicach - dodała.

Rzecznik bielskiej straży pożarnej Patrycja Pokrzywa poinformowała, że strażacy jeszcze w sobotę oczyścili wszystkie urządzenia na placu zabaw.

Sprawę badają policjanci z komisariatu w podbielskiej Jasienicy. To na terenie tej gminy leżą Biery. - Gromadzony jest materiał dowodowy, m.in. zeznania świadków. Postępowanie prowadzone jest pod kątem naruszenia art. 160 par. 1 Kodeksu Karnego, czyli narażenia dziecka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Grozi za to kara do 3 lat więzienia - powiedziała Jurasz.

Teren placu zabaw nie jest objęty monitoringiem. Policjantka powiedziała, że urządzenia nie były ostatnio czyszczone lub poddawane renowacji. Teren jest ogrodzony. W pobliżu znajdują się domy jednorodzinne.

Rzecznik policji podała, że funkcjonariusze "przyjmują różne wersje zdarzeń". - Weryfikujemy różne możliwości - powiedziała Jurasz.

Wójt Jasienicy Janusz Pierzyna powiedział, że po zdarzeniu służby gminne sprawdziły inne place zabaw. Nigdzie nie stwierdzono podobnych zagrożeń. - Ktoś to musiał zrobić w tym dniu, bo wcześniej nikt niczego nie zgłaszał - zaznaczył.

Samorządowiec na pytanie, czy ktoś się skarżył na istnienie placu zabaw, powiedział: - Nie docierały do urzędu żadne informacje o sytuacji konfliktowej.

Jego zdaniem w Bierach doszło do "tragicznej sytuacji". - Coś takiego trudno przewidzieć. Ktoś mógł to rozlać na ławce w kościele lub na przystanku autobusowym. To nie do przewidzenia. Nawet monitoring nie zmieni tu sytuacji, bo kamery musiałyby być z każdej ze stron. Wchodzimy tu w "terroryzm społeczny" - powiedział. 

PAP - Marek Szafrański