dziennikwschodni.pl/Rynek Zdrowia | 09-04-2019 16:21

SOR-y przepełnione. Zamiast ratować życie, zastępują lekarza rodzinnego

Po dramatycznych wydarzeniach na Śląsku (m.in. śmierć pacjenta, który czekał na pomoc lekarską) MZ obiecuje zmiany. Na największych SOR-ach od października ma obowiązkowo działać triaż, czyli system podziału pacjentów według stanu ich zdrowia; mają być też szkolenia dla personelu i lepsze finansowanie.

Fot. archiwum/mat. prasowe/Szpital Miejski w Rudzie Śląskiej Sp. z o.o.

Teraz na SOR-ach jest tak, jak opowiada w Dzienniku Wschodnim Leszek Stawiarz, szef SOR w Szpitalu Wojewódzkim w Lublinie. Mówi, że w ciągu doby przyjeżdża średnio 35-40 karetek. Co czwarty przywieziony pacjent nie wymaga pilnej interwencji. Tłumaczy: - Jesteśmy tylko ludźmi i nasza czujność w momencie takiego przeładowania też może zawieść. Zawieść może też system triażu - dodaje.

Piotr Piotrowski, założyciel Fundacji 1 czerwca reprezentującej pacjentów i portalu Pacjent w sieci, na jeszcze jedno zwraca uwagę. Przypomina, że z założenia przy każdym szpitalu w sieci, z wyjątkiem szpitali klinicznych i instytutów, ma działać nocna opieka lekarska m.in. po to, żeby odciążyć SOR. Niestety system nie działa tak, jak powinien. Personel medyczny np. pielęgniarka czy ratownik medyczny już na etapie rejestracji powinien zdecydować czy przekierować pacjenta do nocnej opieki czy zostawić go na szpitalnym oddziale ratunkowym.

Jak tłumaczy Piotrowski, nikt nie chce brać na siebie takiej odpowiedzialności. - Przerzuca ją na pacjenta, który sam musi zdecydować. A pacjent jest zagubiony.

Na konieczność reorganizacji SOR-ów wskazuje prof. Piotr Książek z Katedry Zdrowia Publicznego Uniwersytetu Medycznego w Lublinie. Zauważa, że nie zawsze pacjenci wymagają transportu do specjalistycznych jednostek, a niestety najczęściej trafiają właśnie tam. To jeden z powodów ich przepełnienia i problemów finansowych.

Czytaj: dziennikwschodni.pl