Roboty medyczne naprawdę nie są już bajką, dlatego trzeba z nich korzystać

Potrafimy w Polsce konstruować roboty medyczne, łącznie z niezbędnym oprogramowaniem, które steruje całym urządzeniem. Niestety, nie możemy ich produkować seryjnie, ponieważ brakuje możliwości inwestycyjnych. Na razie jest to bariera trudna do pokonania, bo jak przekonać inwestora do włożenia pieniędzy w takie przedsięwzięcie, jeśli mając jedynego w Polsce robota da Vinci we Wrocławiu, nie potrafimy go w pełni wykorzystać?

Tymczasem dzięki zastosowaniu robotów medycznych, możliwe jest wykonywanie zabiegów, o których kilkanaście lat temu chirurdzy nawet nie marzyli. I choć nie są i nie będą stanie zastąpić rąk chirurga, to bez wątpienia przyszłość należy właśnie do takich urządzeń.

Jak podkreśla prof. Wojciech Witkiewicz, prezes Polskiego Towarzystwa Chirurgii Robotowej, dyrektor Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego we Wrocławiu, przed postępem i coraz powszechniejszym stosowaniem robotów w chirurgii nie ma ucieczki.

Marzenia się spełniają
- Roboty nie są w stanie zastąpić chirurga, ale stają się coraz bardziej doskonałymi narzędziami w jego ręku - precyzyjnymi, mniej inwazyjnymi, a także, co jest niezwykle istotne, efektywnymi ekonomicznie - stwierdza prof. Wojciech Witkiewicz, mając na uwadze już ponad czternastomiesięczne własne doświadczenia z jedynym w Polsce na sali operacyjnej robotem serii da Vinci w Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym we Wrocławiu.

- Postęp, jaki następuje w robotyce medycznej jest nieprawdopodobny. Nie sądziłem kiedyś, że moje marzenia o robotach, ukształtowane m.in. przez „Bajki robotów” Stanisława Lema, spełnią się za mojego życia. To już nie jest bajka. Dzisiaj dzięki robotowi da Vinci mogę operować niezwykle precyzyjnie, małoinwazyjnie, mając jednocześnie obraz dziesięciokrotnie powiększony w 3D HD, obserwując go i siedząc na ergonomicznym krześle - stwierdza prof. Wojciech Witkiewicz.

Robot da Vinci umożliwia precyzyjne operacje szczególnie w trudno dostępnych miejscach ciała pacjenta. Może być stosowany w operacjach z zakresu chirurgii ogólnej, naczyniowej, onkologicznej, urologii, ginekologii, kardiochirurgii i transplantologii. Operacje te charakteryzują się minimalnym urazem operacyjnym, małą utratą krwi i bardzo szybką rekonwalescencją.

Rodem z gwiezdnych wojen
Stosowane obecnie roboty chirurgiczne wywodzą się z zarzuconego programu wojen gwiezdnych prowadzonego w latach 70. 80. ubiegłego wieku przez NASA oraz Pentagon.

- Dzisiaj w wielu ośrodkach prowadzone są prace w zakresie robotyki medycznej, jednak tylko jeden robot - da Vinci - jest stosowany klinicznie w chirurgii tkanek miękkich. Wcześniej funkcjonowały także roboty Zeus i EZOP, ale ostatecznie zrezygnowano z ich produkcji - przypomina dr Zbigniew Nawrat, dyrektor Instytutu Protez Serca Fundacji Rozwoju Kardiochirurgii w Zabrzu.

- Nie oznacza to oczywiście, że da Vinci jest jedynym robotem medycznym. Jest wiele innych, wykorzystywanych np. w neurochirurgii, okulistyce, ortopedii czy rehabilitacji - zaznacza dr Nawrat.

Ostatnie 20 lat to ogromny postęp w zakresie robotyki chirurgicznej. Za pomocą robotów wykonuje się dzisiaj kilkadziesiąt tysięcy operacji rocznie, a rynek urządzeń najwyższej technologii dla medycyny prężnie się rozwija.

Po raz pierwszy zrobotyzowany system chirurgiczny da Vinci - który został skonstruowany przez firmę Intuitive Surgical na zamówienie Pentagonu - zaprezentowano w 1999 roku.

Bariery finansowe
Obecnie na świecie pracuje ponad 2,5 tysiąca robotów da Vinci, z czego w Europie ponad 350. Na razie w Polsce, od grudnia 2010 roku, jest tylko jeden - w Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym we Wrocławiu. Do dzisiaj wykonano z jego użyciem zaledwie 68 operacji. Problemem nie są umiejętności lekarzy czy kwestie techniczne.

Za zdecydowanie większym wykorzystaniem tego robota przemawiają także względy medyczne. Nie ma jednak możliwości finansowania operacji za pomocą tego supernowoczesnego narzędzia w obecnym systemie rodzimej ochrony zdrowia.

Czy zatem Polski nie stać na więcej operacji z użyciem tego urządzenia? Jak stwierdza prof. Witkiewicz, Belgowie obliczyli np., że operacja robotowa jest o ok. 1400 euro tańsza od operacji otwartej i laparoskopowej. Uwzględnili w tym kontekście: skrócony czas pobytu chorego w szpitalu, minimalne zużycie krwi, mniejszą liczbę powikłań septycznych, zakażeń, szybszy powrót do pracy, a więc krótsze okresy zwolnień lekarskich i okresowych rent.

W Belgii i innych krajach liczy się więc nie tylko koszty samej procedury medycznej, ale też oszczędności wynikające z wyleczenia chorego.

- Takie myślenie ekonomiczne, kompleksowe, nie może się u nas przebić - ubolewa prof. Witkiewicz. - Poza tym sporadyczne wykorzystywanie robota podnosi koszty operacji, nie mówiąc już o amortyzacji urządzenia. Taki robot powinien wykonywać około tysiąca operacji rocznie - wtedy zdecydowanie zmniejszyłby się ich koszt, nie mówiąc o oszczędnościach dla całego systemu

Jednym z głównych celów I Międzynarodowego Kongresu Polskiego Towarzystwa Chirurgii Robotowej (Wrocław, 1-3 marca 2012 r.) - jak podkreśla jego organizator, prof. Wojciech Witkiewicz - jest określenie rodzaju operacji, w których powinien być używany robot chirurgiczny oraz kwestii refundacji tych zabiegów przez NFZ. W kongresie bierze udział ponad pięciuset chirurgów, naukowców, konstruktorów i studentów.

Polski rozdział
Historia robotyki medycznej w Polsce rozpoczyna się w 2000 r. w zabrzańskiej Fundacji Rozwoju Kardiochirurgii, która podjęła się realizacji projektu robota chirurgicznego Robin Heart, a zespół z Kliniki Kardiochirurgii Śląskiej Akademii Medycznej (obecnie Śląskiego Uniwersytetu Medycznego) rozpoczął stosowanie robota EZOP (AESOP 3000).

Pierwszym polskim robotem, który ma szanse trafić na sale operacyjne, będzie robot toru endoskopowego; chodzi o powstały w latach 2007-2008 Robin Heart Vision, przeznaczony do pozycjonowania endoskopu w trakcie zabiegów chirurgicznych.

- Robin Heart Vision przeszedł już wszelkie testy kwalifikacji i generalnie mógłby się w najbliższej perspektywie znaleźć jako prototyp na sali operacyjnej. Niestety, nie mamy pieniędzy, aby tak wreszcie się stało - przyznaje dr Zbigniew Nawrat.

W zabrzańskiej Fundacji wykonano już kilka modeli robotów, które testowano w różny sposób. Część była użyta w eksperymentach na zwierzętach. Ciekawym i nowatorskim modelem jest Robin Heart mc2 - pierwszy robot na świecie, który może pracować „za trzy osoby” (dwóch chirurgów i asystenta kierującego torem wizyjnym), ponieważ ma tyle ramion i narzędzi.

Moglibyśmy być potęgą?

- Możemy w Polsce produkować roboty medyczne. Potrafimy je zrobić od podstaw aż do tzw. końcówki narzędziowej, a także po „głowę” - czyli program komputerowy, który wszystkim steruje - zapewnia Zbigniew Nawrat. - Niestety, nie możemy ich produkować seryjnie, ponieważ nie mamy takich możliwości inwestycyjnych. Na razie jest to bariera trudna do pokonania.

Jak podkreśla współtwórca polskich robotów, trudno jest przekonać polskiego inwestora do włożenia pieniędzy w produkcję rodzimych robotów, jeśli mając jedynego w Polsce robota da Vinci we Wrocławiu, nie potrafimy go w pełni wykorzystać...

- Jest to też przykład tego, że Intuitive Surgical, jako firma globalna, produkująca robota da Vinci, która zmonopolizowała cały rynek, dąży do maksymalizacji swoich zysków i utrzymania status quo. Paradoksalnie jednak, stwarza to szansę dla nas, bo możemy spowodować, aby koszty zakupu robota nie były aż tak wysokie, podobnie jak koszty serwisu i jego użytkowania - dodaje dr Nawrat.

Jego zdaniem Polska może naprawdę odegrać ogromną rolę w dziedzinie robotyki medycznej: - Mamy kilka ośrodków naukowych, między innymi w Zabrzu, Gliwicach, Rzeszowie, Poznaniu, Wrocławiu, Warszawie, gdzie pracuje się nad nowatorskimi pomysłami i projektami. Wiele z nich mogłoby trafić na sale operacyjne i być bardzo pomocne dla lekarzy.



comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH