Protestują pracownicy Morskiej Służby Poszukiwania i Ratownictwa SAR (Search And Rescue). Powodem są niskie płace. Grupa 200 ratowników, która niesie pomoc na polskim wybrzeżu, będzie protestować do momentu rozpoczęcia rozmów z przedstawicielami Ministerstwa Infrastruktury.

We wtorek (9 czerwca) flagi oraz transparenty wywieszone zostały we wszystkich jednostkach SAR na Pomorzu. Na ulicach Gdyni odbyła się pikieta. Ratownicy są rozgoryczeni tym, że rząd, mimo wcześniejszych obietnic, nie podwyższył im wynagrodzeń.

Pracownicy SAR wyliczyli, że za godzinę swojej pracy dostają około 4 zł. - Ostatnich kilkanaście miesięcy upłynęło na miłych rozmowach w ministerstwie oraz obietnicach, jak się okazało, bez pokrycia - stwierdza kapitan Dariusz Konkol z SAR, wiceprzewodniczący Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Oficerów i Marynarzy.

- Do tej pory nie uzyskaliśmy konkretnej odpowiedzi, kiedy rząd przeznaczy dodatkowe środki na podwyżki. Dlatego zdecydowaliśmy się na protest. Odchodzą z naszej służby, właśnie ze względu na zbyt niskie wynagrodzenie, najlepsi pracownicy. W ubiegłym roku odeszło 27, w tym roku już 9, a wielu kolejnych złożyło wypowiedzenie lub czeka na dalszy rozwój wypadków. Głównie odchodzą ci z wyższymi dyplomami oficerskimi, które uznawane są na całym świecie we flocie handlowej. Dla przykładu, jeśli u nas starszy marynarz otrzymuje 1550 zł pensji zasadniczej, to gdziekolwiek indziej ma też 1500, tyle że euro  - mówi portalowi rynekzdrowia.pl Dariusz Konkol.

Przy pracy w trudnych warunkach, z narażeniem życia, stawki jakie obowiązują w SAR są zdecydowanie zbyt niskie - uważają protestujący. Dodatkowo nie mają przywilejów emerytalnych, jak funkcjonariusze mundurowi, bo w świetle prawa nie są służbą, taką jak np. straż pożarna. Nie bez znaczenia jest ich zdaniem fakt, że od blisko sześciu lat nie mieli podwyżek.

 - Część osób, zwłaszcza z obsługi statków ratowniczych, odchodzi do pracy w prywatnych spółkach, na przykład na holownikach w Skandynawii - mówi Dariusz Banach z Brzegowej Stacji Ratowniczej SAR w Sztutowie.

 - Kiedy się zatrudniałem 18 lat temu, sytuacja w firmie wyglądała zdecydowanie lepiej. Były dodatki, pakiet socjalny. Teraz nawet z własnych środków musimy opłacać wymagane szkolenia i kursy. Trzeba być mobilnym przez 24 godziny, zawsze możemy być wzywani do pracy. Bez względu na zagrożenia trzeba nieść pomoc. Narażamy własne życie, więc powinniśmy normalnie zarabiać - dodaje Banach

Ratownicy nie wykluczają, że zaostrzą protest. Jeśli rząd nie podniesie im pensji, to zrezygnują z pracy.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH