Ratownictwo medyczne: czego wojewodowie nauczą się na niepowodzeniach kolegów?

Małopolska nie ma najlepszych doświadczeń z tworzeniem systemu Państwowego Ratownictwa Medycznego. W ciągu półtora roku działania nowego systemu do wezwań spóźniło się aż 50 tysięcy karetek. Przypuszcza się, że głównym powodem mogło być zredukowanie liczby dyspozytorni medycznych. W innych województwach szukają podobnych rozwiązań.

Tymczasem Prokuratura Okręgowa w Krakowie do 20 lipca przedłużyła śledztwo w sprawie tragedii, które są powiązane z przekraczaniem maksymalnego czasu dojazdu do pacjenta. Każdy przypadek jest oddzielnie analizowany. Przesłuchiwani są kierownicy, informatycy, osoby decyzyjne.

- Bada się też funkcjonowanie całego systemu ratownictwa medycznego w województwie w okresie od 2011 do połowy 2013 roku - wyjaśniła prokurator Bogusława Marcinkowska, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Krakowie i dodała, że do śledczych nadal docierają kolejne informacje nt. przekroczenia czasu dojazdu do chorego.

Prokuraturę o możliwości popełnienia przestępstwa zawiadomił poseł Solidarnej Polski Arkadiusz Mularczyk. Jego zdaniem wojewoda Jerzy Miller likwidując dyspozytornie pogotowia mógł narazić mieszkańców na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia i zdrowia.

Karetka nie dojechała na czas

”Panie Wojewodo, co jeszcze musi się wydarzyć, ile istnień ludzkich musi znaleźć się w stanie bezpośredniego narażenia na niebezpieczeństwo utraty zdrowia lub nawet życia, aby zostały wdrożone zmiany w systemie!” - pytał 10 marca w emocjonalnym wystąpieniu skierowanym do wojewody małopolskiego.

Jednocześnie zaapelował, by nie czekać na ustalenia śledczych czy ewentualny proces karny (”gdyż może doprowadzić to do kolejnych nieszczęść i dramatów”), lecz od razu przystąpić do reorganizacji wojewódzkiego planu działania systemu Państwowego Ratownictwa Medycznego i przywrócić dyspozytornie ratownictwa medycznego na południu Małopolski, m.in. w Nowym Sączu i Nowym Targu.

Apel Mularczyka, choć adresowany do wojewody małopolskiego, dotyczył w istocie problemu optymalnej liczby dyspozytorni medycznych i ich lokalizacji w każdym z województw. Po wprowadzeniu reformy przez Jerzego Millera zlikwidowano regionalne dyspozytornie, pozostawiając jedynie dwie - tzw. skoncentrowane dyspozytornie (w Krakowie i Tarnowie), które przejęły odpowiedzialność za cały region.

Wojewoda chwalił dokonany podział, podkreślał, że ”jest to pierwszy w kraju system tak dojrzały technicznie i tak rozległy obszarowo”.

Zapewniał: - Mamy doskonały zespół ludzi, ale też bardzo dobrze przetestowane rozwiązania techniczne. Stąd nasza odwaga, aby to, co służyło dotąd milionowi stu tysiącom mieszkańców, głównie Krakowa, poszerzyć na obszar zamieszkały przez ponad 2 mln mieszkańców, bo tym dobrodziejstwem szybkiego reagowania trzeba się podzielić z następnymi - opowiadał 16 listopada 2012 r. dziennikarzowi PAP.

Małgorzata Popławska, dyrektor Krakowskiego Pogotowia Ratunkowego, w oparciu o doświadczenia ze stolicy Małopolski, podkreślała zalety systemu:

- Nie ma konieczności porozumiewania się telefonicznego pomiędzy poszczególnymi dyspozytorami w celu zgromadzenia większej liczby zespołów na miejscu zdarzenia. Dyspozytor widzi wszystkie wolne karetki, a system mu podpowiada, która z nich najszybciej w tym czasie dojedzie - mówiła.

Im mniej, tym lepiej?

Nic dziwnego, że po tak entuzjastycznych rekomendacjach głos krytyków integracji dyspozytorni był słabo słyszalny, a podobne rozwiązania zaczęły wprowadzać inne województwa.

Przeciwnicy pomysłu Jerzego Millera (wśród nich radni sejmiku wojewódzkiego) alarmowali, że lokalni dyspozytorzy znają każdą ulicę i każdy przysiółek w małych miejscowościach, zaś osoby pracujące w Krakowie lub Tarnowie niekoniecznie mają aż tak dobrą orientację, zwłaszcza że w regionie jest wiele miejscowości o takiej samej nazwie.

Wojewoda uspokajał, że w takim przypadku dyspozytorowi i zespołom karetek przyjdzie z pomocą system umożliwiający precyzyjną lokalizację miejsca, z którego wzywana jest pomoc.

Na ile był pomocny ów system? To sprawdza właśnie prokurator.

Pomysł ze zmniejszeniem liczby dyspozytorni medycznych nie jest zły, nie należy go przekreślać. Pozostaje jednak pytanie: jaka jest optymalna liczba dyspozytorni w danym województwie, jakie rejony mają obsługiwać i gdzie powinny być zlokalizowane?

Waldemar Paternoga, zastępca dyrektora Wydziału Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego Urzędu Wojewódzkiego w Poznaniu (w Wielkopolsce dobiegły właśnie końca konsultacje nt. aktualizacji wojewódzkiego planu działania systemu PRM), powiedział nam, że w województwie jest 31 dyspozytorni.

- W każdym powiecie jest jeden dyspozytor medyczny na zmianie. Jest on w stanie obsłużyć w określonym czasie tylko jedno zdarzenie, kilkoma jednocześnie się nie zajmie. Ludzie wzywający pomocy muszą więc czekać - przyznał.

Wyjaśnił, że analiza ruchu telefonicznego w kraju wykazała, że 20 proc. połączeń na 999 trafiało w próżnię - po prostu połącznie nie były odbierane przez dysponentów. Dlatego system rozproszony w powiatach jest niewydolny, a jednoosobowe stanowiska nie mają racji bytu.

Kierunek właściwy, ale droga wyboista

Ile powinno być dyspozytorni medycznych wyposażonych w odpowiednie systemy lokalizacji wezwań, identyfikacji i łączności? - zapytaliśmy dyrektora Paternogę.

- Nie zdecydowaliśmy się na dwie dyspozytornie. Chcemy się oprzeć na bazie dawnych województw tworzących obecne woj. wielkopolskie i zlokalizować je w Lesznie, Kaliszu, Koninie, Poznaniu, Pile. Kończymy budować system łączności radiowej, żeby dyspozytorzy mieli łączność z zespołami znajdującymi się nawet poza macierzystym terenem - dodał.

Zwrócił też uwagę, że w Wielkopolsce, w przeciwieństwie do Małopolski, nie mają terenów górzystych i TOPR-u, a także specyficznego nazewnictwa i języka. -  Powinni szkolić dyspozytorów w zakresie topografii - zauważył.

Niemniej jednak kierunek zmian polegający na redukcji liczby dyspozytorni uznał za słuszny: - My graniczymy na przykład z zachodniopomorskim, gdzie mają 2 dyspozytornie (w Szczecinie i Kołobrzegu). W tym samym kierunku idzie warmińsko-mazurskie, kujawsko-pomorskie, łódzkie, opolskie.

Karetką pod górę

Liczba i lokalizacja dyspozytorni medycznych ma szczególne znaczenie w województwach, gdzie występują  tereny górskie i tam, gdzie działają takie służby, jak TOPR czy WOPR.

Wojewoda podkarpacki Małgorzata Chomycz-Śmigielska zdaje sobie z tego sprawę. Niedawno (podczas wizyty w Krośnie, gdzie podpisane zostało porozumienie dotyczące utworzenia skoncentrowanej dyspozytorni medycznej) tłumaczyła, że Podkarpacie jest specyficzne pod względem położenia.

- Są tutaj obszary nizinne, ale też obszary górskie z różną infrastrukturą i dlatego uznałam, że najbezpieczniej dla wszystkich mieszkańców będzie, jeśli nie będziemy tworzyć jednej lub dwóch dużych dyspozytorni w województwie, ale pięć (centralna dyspozytornia zlokalizowana zostanie w Rzeszowie, a regionalne w Krośnie, Sanoku, Mielcu i Przemyślu).

Sądzić można, że z doświadczeń z Małopolski nie tylko prokuratorzy, ale także inni wojewodowie wyciągają wnioski.

Podobał się artykuł? Podziel się!
comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH