Psychiatria: niedofinansowanie i zły system powodem fatalnej sytuacji w szpitalach psychiatrycznych

Brud, ciasnota, wielomiesięczne kolejki oczekujących na przyjęcie i braki w dokumentacji medycznej chorych - taki obraz polskiej psychiatrii wyłania się z raportu Najwyższej Izby Kontroli. NIK 3 lipca ogłosił wyniki kontroli dotyczącej sytuacji szpitali psychiatrycznych w Polsce.

Zdaniem krajowego konsultanta ds. psychiatrii prof. Marka Jaremy taka sytuacja szpitali psychiatrycznych to efekt źle działającego systemu, który nie daje pacjentowi alternatywnych rozwiązań i fatalnego sposobu finansowania psychiatrii w Polsce.

W drugiej połowie 2011 r., NIK przeprowadził kontrolę w 17 spośród 52 specjalistycznych szpitali psychiatrycznych w Polsce (dane na 2009 r.). Kontrolą objęto lata 2009 - 2011.

Z przeprowadzonych inspekcji wynika, że połowa skontrolowanych oddziałów psychiatrycznych była zaniedbana i przepełniona, 70 proc. szpitalnych sal nie spełniało wymogów leczenia psychiatrycznego. Rażące zaniedbania w dokumentowaniu przyjęć pacjentów bez ich zgody stwierdzono niemal we wszystkich kontrolowanych szpitalach.

Zaniedbania w dokumentacji
NIK zwraca uwagę na powszechne lekceważenie przez szpitale obowiązku rzetelnego prowadzenia dokumentacji dotyczącej przyjęć pacjentów bez ich zgody. Braki te stwierdzono w 15 kontrolowanych jednostkach (83,3 proc.).

W dokumentacji najczęściej brakowało: zatwierdzenia przez ordynatora bądź kierownika oddziału przyjęcia pacjenta, wpisów o poinformowaniu pacjenta o przyczynach zatrzymania i przysługujących mu prawach oraz wpisów o zapoznaniu chorego z planem leczenia.

W żadnej z 64 historii chorób pacjentów przyjętych do szpitala psychiatrycznego na podstawie orzeczenia sądu nie odnotowano faktu poinformowania zatrzymanych o przyczynach hospitalizacji i planowanym leczeniu.

Zdaniem prof. Jaremy zaniedbania w prowadzonej dokumentacji medycznej są trudne do wytłumaczenia. W jego ocenie może to być efekt zbyt dużego obciążenia zadaniami zatrudnionej kadry.

Z kolei dyrektor Marian Sołtysiewicz z Wojewódzkiego Szpitala Psychiatrycznego w Andrychowie twierdzi, że problem jest o wiele bardziej złożony niż się wydaje.

- Szpitale psychiatryczne od lat cierpią z powodu małej ilości kadry psychiatrów i specjalistów od terapii zajęciowych. Lekarzy jest tylko tylu ilu wymaga kontrakt z NFZ, ponieważ brakuje tego typu specjalistów. Trzeba spełnić warunki narzucone przez płatnika, żeby w ogóle kontrakt otrzymać, a to zdecydowanie za mało. Psychiatria jest bowiem od lat poważnie niedoszacowana i z tego też powodu młodzi lekarze nie garną się do zawodu - przyznaje Sołtysiewicz.

Dr Paweł Daszkiewicz, dyrektor Szpitala Klinicznego im. Karola Jonschera UM w Poznaniu zwraca uwagę na przyzwyczajenia lekarzy.

- Braki w dokumentacji, niedociągnięcia wynikają raczej z niechęci lekarzy do biurokratyzacji zawodu, do wypełniania kolejnych dokumentów. Tu potrzebne są dwutorowe działania. Z jednej strony konieczna jest komputeryzacji, która ułatwi pracę. Z drugiej uświadomienie lekarzom, że jednak dokumentacja jest istotna i ważna - dodaje.

Tłok, ciasnota i wielomiesięczne kolejki
Jak podkreśla prof. Jarema o wiele poważniejszym problemem są fatalne warunki lokalowe w jakich funkcjonują szpitale psychiatryczne w Polsce.

Raport NIK podaje, że aż 70 proc. sal jest nieprzystosowanych lub niewystarczająco przystosowanych do specyfiki leczenia psychiatrycznego. Często nie przestrzegano nawet podstawowych wymogów: łóżka nie były dostępne z trzech stron (w tym dwóch dłuższych), a odstępy pomiędzy łóżkami nie zapewniały swobodnego dostępu do pacjentów.

Połowa oddziałów była zaniedbana: ściany były brudne, okna nieszczelne, a w toaletach brakowało papieru toaletowego. W połowie oddziałów warunki pogarszały dostawki.

Prof. Jarema przyznaje, że zjawisko to jest środowisku bardzo dobrze znane.

 - Od dłuższego czasu usiłujemy ten problem naświetlić i przebić się z nim do decydentów. Uczestniczyliśmy w wielu spotkaniach w resorcie, ale poza deklaracją zrozumienia naszej sytuacji, nic konkretnego nie udało nam się uzyskać. Liczyliśmy na to, że sytuację zmieni Narodowy Program Ochrony Zdrowia Psychicznego. Niestety on jest teoretycznie piękny ale jest realizowany w bardzo minimalnym stopniu - tłumaczy prof. Jarema.

Jak tłumaczy profesor, w Ministerstwie Zdrowia zostały wprawdzie przewidziane środki na realizację narodowego programu, na pięć lat od 2009 do 2014 roku. Jednak de facto pieniędzy tych nie ma. Resort tłumaczy to mniejszym budżetem, jednak bez tych pieniędzy nic się nie zmieni.

Po pierwsze opieka ambulatoryjna
Narodowy Program Ochrony Zdrowia Psychicznego mógłby też w ocenie specjalistów rozwiązać kwestie wielomiesięcznych kolejek. Z raportu NIK wynika bowiem, że listy oczekujących bywają niepokojąco długie.

Na planową hospitalizację, np. na oddziale leczenia uzależnień, trzeba w skrajnych wypadkach czekać nawet blisko dwa lata (659 dni w Szpitalu Specjalistycznym im. J. Babińskiego w Krakowie), a na oddziale psychiatrii sądowej - od 15 (Szpital Psychiatryczny w Toszku) do aż 726 dni (w Szpitalu Neuropsychiatrycznym w Lublinie).

Zdaniem konsultanta krajowego w dziedzinie psychiatrii winien jest system, który nie wprowadza alternatywy dla tych chorych.

- Szpitale psychiatryczne funkcjonują w fatalnych warunkach, ale są. Natomiast opieka ambulatoryjna realizowana jest w minimalnej ilości. Gdyby zaczął wreszcie działać narodowy program i została wdrożona psychiatra środowiskowa to udałoby się uniknąć tych gigantycznych kolejek - twierdzi prof. Jarema.  

Psychiatrię trzeba doinwestować
Jak wynika z danych przedstawionych w raporcie NIK, w 2009 roku NFZ zapłacił za leczenie psychiatryczne i leczenie uzależnień 1,92 mld zł, co stanowiło 3,5 proc. kosztów świadczeń zdrowotnych ogółem, w 2010 r. - 1,95 mld zł (3,47 proc.), a w 2011 r. - nieco ponad 2 mld zł (3,5 proc.).

W ocenie polskich psychiatrów to stanowczo za mało. - Świadczenia szpitalne w psychiatrii są opłacane na zasadzie osobodnia. Ta kwota to ok 170 zł, a potrzeba blisko drugie tyle - przyznaje dr Daszkiewicz.

Jego zdaniem, głównym problemem w psychiatrii są bardzo długie pobyty, których nie można skrócić, bo byłoby to ze szkodą dla pacjenta.

Jak przyznaje dr Sołtysiewicz problem niedoszacowania był zgłaszany zaraz po pierwszym raporcie pokontrolnym NIK dotyczącym psychiatrii z 2007 roku.

 - W tym raporcie NIK zwrócił uwagę, że finansowanie psychiatrii w Polsce jest na poziomie 60-80 proc. rzeczywistych kosztów. Mimo, że wówczas apelowaliśmy do MZ i NFZ, nic nie zmieniło się - podkreśla.

Zdaniem Sołtysiewicza sytuacja jest tym trudniejsza, że szpitale psychiatryczne, nie mają takich możliwości jak szpitale wieloprofilowe, które mogą sobie kompensować niedochodowe oddziały dochodami z tych opłacalnych:

- W tych szpitalach, jak jakiś odcinek przynosi straty to inne produkty pomagają wyjść na prostą. Nasze szpitale są jednoprofilowe i nie mamy szansy na tego typu manewry. Dlatego od lat postulujemy, żeby NFZ przeznaczał zawsze 5 proc. wydatków na leczenie właśnie na psychiatrię. Tymczasem dostajemy różnie od 3,4 proc. do 3,7 proc. maksymalnie.

Dr Daszkiewicz tłumaczy, że dopóki nie będzie zmiany nastawienia płatnika i prawidłowego oszacowania świadczeń psychiatrycznych, psychiatra będzie w trudnej sytuacji.

Czytaj też. Poznań bez psychiatrycznej izby przyjęć. Teraz remont, potem straty?

- U mnie w szpitalu na oddziały psychiatryczne zarabiają niektóre oddziały pediatryczne, dlatego wychodzimy na prostą, ale szpitale typowo psychiatryczne w większości mają ujemny wynik finansowy - tłumaczy Daszkiewicz.

- Procedury, które są dobrze finansowane rozwijają się. Proszę zwrócić uwagę ile w ostatnich latach powstało oddziałów kardiologii interwencyjnej, a ile oddziałów psychiatrii. To samo mówi za siebie - podsumowuje.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH