Przepraszam, czy tu biją? Kiedy ratownik medyczny staje się ofiarą Kurs samoobrony ratowników medycznych. Fot. Wojewódzkie Pogotowie Ratunkowe w Katowicach

Według najnowszego badania Kantar Public pogotowie ratunkowe darzy zaufaniem 72 proc. Polaków. To drugi, zaraz po straży pożarnej, wynik wśród instytucji publicznych. Coraz częściej jednak ratownicy medyczni - jadąc pomagać - sami stają się ofiarami.

Blisko ośmiu na dziesięciu Polaków (79 proc.) darzy zaufaniem straż pożarną, natomiast siedmiu na dziesięciu pogotowie ratunkowe - wynika z sondażu Kantar Public, który przeprowadził badanie w październiku 2016 r. Skoro jest tak dobrze, dlaczego jest tak źle i skąd się bierze agresja wobec ratowników medycznych?

Łamią ręce, grożą śmiercią
W maju 2016 r. w Gliwicach dwumetrowy, 40-letni mężczyzna podczas udzielania mu pomocy przez lekarkę groził jej śmiercią. Wybuch agresji nastąpił, gdy opaska ciśnieniomierza nie mogła objąć silnie rozbudowanego przedramienia badanego.

W styczniu br. transportowany pacjent uderzył ratownika Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Poznaniu. Cios wymierzył w głowę, potem dociskał go do podłogi i podduszał. Efekt: złamana ręka w nadgarstku.

W maju br. w Pile ratownicy weszli do mieszkania 26-latka i po wywiadzie poinformowali go, że zgłoszenie jest bezpodstawne. Wówczas mężczyzna pobiegł do kuchni po nóż i zaatakował. Ratownicy zdążyli uciec.

To tylko niektóre z ostatnich przejawów agresji wobec ratujących ludzkie życie i zdrowie. Wiele z nich - szczególnie w formie wulgaryzmów i zastraszania - w ogóle nie jest sygnalizowanych.

- To, co się dzieje obecnie, przybiera niepokojącą skalę. Pracuję już w pogotowiu ratunkowym przeszło 30 lat i owszem, zdarzały się kiedyś jakieś przepychanki słowne czy szarpaniny, ale nie dochodziło do tak drastycznych scen, jak chociażby pobicia - mówi Rynkowi Zdrowia Ireneusz Szafraniec, wiceprzewodniczący Polskiej Rady Ratowników Medycznych i nauczyciel akademicki na kierunku ratownictwo medyczne w Państwowej Wyższej Szkole Zawodowej w Nysie.

Ryba psuje się od głowy?
Agresja wobec kogoś, kto z definicji ma pomagać, jest irracjonalna. Dlatego ratownicy zastanawiają się, dlaczego muszą kształcić się nie tylko z medycyny ratunkowej, ale również z psychologii i samoobrony.

- Uważam, że sytuacja spowodowana jest tym, iż jako społeczeństwo mamy coraz mniejszy szacunek do służb, które mają nam z definicji pomagać - mówi Ireneusz Szafraniec.

Zauważa, że w ostatnim czasie widzimy agresję także wobec przedstawicieli innych służb publicznych. Podkreśla, że takie zachowanie jest skandaliczne i powinno spotkać się ze zdecydowanym potępieniem przez decydentów. Tłumaczy, że skoro taki poziom agresji obserwujemy np. w stosunku do policji, to zwiększa się też przyzwolenie na agresję wobec ratowników z przysłowiową torbą leków.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH