Katarzyna Gubała/Rynek Zdrowia | 01-07-2019 05:23

Przemoc wobec dzieci - często zareagować mogą jedynie lekarz czy ratownik medyczny

Lekarze specjalności pediatrycznych i SOR, pielęgniarki i ratownicy medyczni mogą zetknąć się w swojej pracy z małymi pacjentami ofiarami przemocy. Często są jedynymi osobami, które widzą podejrzane uszkodzenia ciała. Studenci kierunku lekarskiego WUM uczą się, co powinno ich zaniepokoić i jak reagować w takiej sytuacji. Te zajęcia powinny być obowiązkowe - uważają eksperci.

Ochrona zdrowia raportuje niewiele przypadków przemocy wobec dzieci; FOT. Archiwum

Krzysztof Wiśniewski, ratownik medyczny, kierownik Działu Usług Medycznych i Szkoleń Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Bydgoszczy wskazuje, że zespoły ratownictwa medycznego w swojej codziennej pracy często spotykają się z przemocą w rodzinie - również w stosunku do dzieci.

- Ratownicy medyczni są w tej wyjątkowej sytuacji, że często interweniują w miejscu wezwania, w mieszkaniach, gdzie te tragedie się odbywają. Dzięki wnikliwemu wywiadowi i badaniu przeprowadzonym na miejscu wezwania, kierownik ambulansu ratunkowego może wywnioskować, podejrzewać lub być wręcz pewnym, że w danym domu dziecko jest ofiarą przemocy. W rękach ratowników medycznych, pielęgniarzy czy lekarzy z ambulansów leży nadzieja, że przemoc i horror wreszcie się skończą - mówi Wiśniewski.

Dodaje, że obserwacja, dobrze przeprowadzony wywiad i badanie często obnażają to, że dzieci są zaniedbywane, często głodne, w złym stanie psychicznym i fizycznym.

- Często przemocy fizycznej doświadczają dzieci przewlekle chore, upośledzone umysłowo, czyli te najsłabsze i niechciane przez rodziców. Przy badaniu fizykalnym można zaobserwować na ciele dziecka siniaki, obrzęki, ślady po przypalaniu papierosami, oparzeniach i złamaniach. Mogą być to świeże obrażenia, ale i ''stare'' świadczące o długim czasie trwania przemocy domowej - wymienia ratownik medyczny.

Podkreśla, że członkowie ZRM mając nawet podejrzenie przemocy w rodzinie mają obowiązek zgłaszania tego faktu do dyspozytora medycznego, organów i opisania dokładnie wyników badania w karcie medycznych czynności ratunkowych.

- Jest to wymóg zgodny z Ustawą o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie. Po przewiezieniu dziecka do SOR powinien być bezzwłocznie wypełniony przez pracowników szpitala odpowiedni formularz „Niebieskiej karty” i zgłoszenie lub potwierdzenie zgłoszenia przez zespół ratownictwa medycznego – podaje Krzysztof Wiśniewski. 

Zgłoszeń jest za mało
Maria Keller-Hamela, psycholog, wiceprezeska zarządu Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę wskazuje, że niestety lekarze i inni pracownicy ochrony zdrowia stanowią niewielką grupę wśród zgłaszających przemoc wobec dzieci do Niebieskiej Karty, prokuratury czy sądu rodzinnego.

- To, że tak mało przypadków przemocy wobec dzieci jest raportowane z ochrony zdrowia jest bardzo niepokojące. W każdym szpitalu powinna być przejrzysta ścieżka interwencji i powinien działać interdyscyplinarny zespół, który zajmie się takimi przypadkami - rozpatruje, diagnozuje i zgłasza. Działanie nie należy wtedy do jednej osoby, łatwiej je przeprowadzić. Takie zespoły działają w szpitalach w krajach zachodnich, u nas tego brakuje – mówi Rynkowi Zdrowia Maria Keller-Hamela.

Wskazuje, że bardzo często gabinet lekarski jest jedynym miejscem, gdzie można stwierdzić symptomy przemocy wobec dziecka i zareagować.

- Światło na problem krzywdzenia dzieci skierował właśnie lekarz. W 1962 r. Henry Kempe opublikował artykuł ‘’The Battered Child Syndrome’’, w którym sformułował pojęcie ‘’zespołu dziecka maltretowanego’’. Opisał złamania kości długi u dzieci, które były złamaniami skrętowymi i wskazywały jasno, że dziecko nie mogło samo doznać takiego urazu, musiały być efektem zadawania mu krzywdy przez osoby dorosłe. Dlatego nie wystarczy, żeby lekarz jedynie zdiagnozował złamanie nogi, ale zastanowił się, dlaczego ta noga jest złamana. Są przypadki dzieci, które mają wielokrotne złamania, kości same się zrosły, a potem trafiają do szpitala i lekarze nie dociekają, dlaczego tak jest - podkreśla Keller-Hamela.

Dodaje, że niepokoić powinny nie tylko urazy - siniaki, przypalenia papierosami, oparzenia, złamania żeber, ale też opóźnione przyjścia do lekarza - kilka dni, tygodni od urazu. Bowiem normalną reakcją opiekunów jest chęć uzyskania dla dziecka jak najszybszej pomocy.

W latach 90. Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę przeprowadziła anonimowe badania wśród pediatrów w Warszawie na temat interwencji i doświadczeń z krzywdzonym dzieckiem.

- Okazało się, że 27 procent nie miało żadnej wątpliwości, że miało do czynienia z dzieckiem krzywdzonym, ale oprócz tego, że wyleczyło rany, nie zainterweniowało, nie skonfrontowało się z rodzicem, iż ma podejrzenia stosowania przemocy wobec dziecka. ‘’Zespół dziecka maltretowanego’’ bardzo rzadko pojawia się w lekarskich diagnozach, a z naszej codziennej pracy wiemy, że tych dzieci jest bardzo dużo - wskazuje wiceprezeska zarządu Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę.

Odpowiedzialność lekarza nie kończy się tylko na leczeniu
- Znamy przypadki, w których przez to, że lekarze nie zainterweniowali w ewidentnych przypadkach, dzieci cierpiały przez wiele lat. U lekarzy specjalności pediatrycznych powinno dominować myślenie ''to może jednak być przemoc, sprawdźmy to'' zamiast ''a może mi się wydaje, może się mylę, może kogoś niesłusznie oskarżę''. To musi być pediatria społeczna, czyli ważne jest nie tylko to, ile dziecko waży i mierzy, tylko jakie ma warunki życia. Tym bardziej, że od 13 lipca 2017 roku każdy człowiek, który posiada informacje  o przypadku maltretowania, czy wykorzystywania seksualnego dziecka, ma prawny obowiązek to zgłosić na policję lub do prokuratury - podsumowuje Maria Keller-Hamela.

Podkreśla, że zaniechanie zawiadomienia grozi karą pozbawienia  wolności do lat 3.

Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę idzie dalej niż pomoc dzieciom. Od wielu lat współpracuje z Warszawskim Uniwersytetem Medycznym przekazując swoją wiedzę i doświadczenie przyszłym lekarzom.

Dr Agnieszka Topczewska-Cabanek z Katedry i Zakładu Medycyny Rodzinnej Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego wyjaśnia, że studenci IV i VI roku kierunku lekarskiego na WUM od ponad 10 lat w ramach zajęć z medycyny rodzinnej poznają problematykę związaną z przemocą wobec małoletnich.

- W ramach współpracy z Fundacją Dajemy Dzieciom Siłę przyszli lekarze mogą zobaczyć, jak wygląda funkcjonuje placówka udzielająca pomocy dzieciom będącym ofiarami przemocy, dowiedzieć się, jakie objawy i zachowania powinny zwrócić ich uwagę, jak reagować w sytuacjach podejrzenia przemocy wobec dziecka - mówi Rynkowi Zdrowia pediatra dr Agnieszka Topczewska-Cabanek.

Lekarza może zaniepokoić wiele objawów...
Na przykład złamania nadgarstków czy podudzi u dzieci, które jeszcze nie chodzą, siniaki i zranienia w nietypowych miejscach, a także stare złamania czy mikrourazy, które ujawniają się przy diagnostyce obrazowej. Ważne jest też samo zachowanie dziecka w trakcie wizyty lekarskiej.

- Pediatrzy w gabinetach POZ mają niewiele czasu dla każdego pacjenta, ale konieczne jest wnikliwe obserwowanie, jak dziecko zachowuje się w obecności rodzica czy innego opiekuna. Czy dziecko jest zlęknione, płaczliwe, wycofane. Ważne jest też jak reaguje sam opiekun. Czy potrafi odpowiedzieć na pytania lekarza, w jaki sposób na nie odpowiada, czy przejawia agresję - wskazuje dr Topczewska-Cabanek.

W zależności od sytuacji lekarz ma do dyspozycji różne środki. Gdy sytuacja jest bardzo czytelna, dziecko ma obrażenia ciała czy np. opiekun dziecka jest w stanie nietrzeźwym, pod wpływem innych środków odurzających - należy działać pilnie i wezwać policję.

- Jeśli są to jedynie przypuszczenia, pojawiają się pewne zachowania czy objawy, które wzbudziły niepokój lekarza - można sprawę zgłosić do pomocy społecznej ze wskazaniem o wgląd w sytuację dziecka. Ważne jest, by reagować. Tu nie ma miejsce na strach, czy martwienie się tym, że ‘’będziemy ciągani po sądach’’. To dotyczy nie tylko lekarzy, bo w życiu codziennym wiele osób jest świadkami przemocy i ma problem czy i jak zareagować. Poprzez zajęcia w Fundacji staramy się pokazać przyszłym lekarzom, że owszem zgłoszenie będzie musiało być zweryfikowane, że być może będą musieli wystąpić jako świadkowie w sprawie - niekoniecznie osobiście, za to ich reakcja może uratować dziecku życie - podkreśla dr Topczewska-Cabanek.

W jej opinii takie zajęcia powinny być prowadzone na wszystkich uczelniach medycznych.

- Lekarz rodzinny, pediatra może mieć wyjątkowe znaczenie w udzieleniu pomocy krzywdzonemu dziecku. Szczególnie dotyczy to grupy dzieci najmłodszych, które nie mówią. Pierwsze miesiące i lata życia dziecka jest okresem szczepień i badań kontrolnych. Lekarz jest w tym czasie jedyną osobą spoza opiekunów, która może się wnikliwie przyjrzeć dziecku. Widzi je z bliska, bez ubrania, może go dotknąć, może wyłapać nieprawidłowości. Dlatego jego rola jest bezcenna - podkreśla dr Agnieszka Topczewska-Cabanek.