Program w rytmie serca. Tak pilotażowo leczą w Łodzi

W Łodzi, która ma świetne programy profilaktyczne i zdrowotne oraz fatalne wskaźniki zdrowotności mieszkańców, kardiolodzy wymyślili projekt, który ma szansę wyjść poza regionalne opłotki i objąć wszystkich chorych z zaburzeniami pracy serca. Ma nieco przerażającą, ale i optymistyczną nazwę: ”Nie pozwólmy choremu umrzeć po raz drugi”.

- Program adresowany jest do pacjentów, którzy przeżyli zatrzymanie pracy serca, czyli to, co nazywamy nagłą śmiercią sercową. Są to zwykle ludzie po reanimacji, odratowani po incydencie nagłego zgonu sercowego. Nazwa programu - ”Nie pozwólmy choremu umrzeć po raz drugi” - jest więc adekwatna do sytuacji tych pacjentów - wyjaśnia nam koordynator programu prof. Krzysztof Wranicz z Regionalnego Centrum Chorób Serca im. dr. Seweryna Sterlinga w Łodzi.

Ilu przeżyło nagły zgon sercowy?

Według profesora, incydenty nagłej śmierci sercowej, zatrzymania krążenia, dotykają łącznie tylu ludzi, ilu umiera w sumie z powodu raka piersi, raka płuc i AIDS.

- Tak wynika przynajmniej z szacunków amerykańskich - wyjaśnia i dodaje, że nie ma polskich, a nawet europejskich statystyk obrazujących problem nagłej śmierci sercowej; są tylko alarmujące dane amerykańskie.

Ale nie trzeba wcale odwoływać się do ogólnych, a przez to nie przemawiających do wyobraźni informacji.

- Nagły zgon sercowy jest jedną z najczęstszych przyczyn śmierci w województwie łódzkim. Co roku z tego powodu może umrzeć nawet ok. 2,5 tys. mieszkańców - tłumaczy portalowi rynekzdrowia.pl Wojciech Janczyk, rzecznik Urzędu Miasta Łodzi i podkreśla z dumą, że to pierwszy w Polsce program zapobiegania nagłym zgonom sercowym w ramach tzw. profilaktyki wtórnej.

Jak wskazuje rzecznik, ma on podobne znaczenie, jak funkcjonujący dotychczas program leczenia ostrych zespołów wieńcowych i zapewnia całościową wysokospecjalistyczną opiekę kardiologiczną dla mieszkańców województwa łódzkiego.

Kardiolodzy w urzędach

Urząd Miasta w Łodzi to tylko jedna z instytucji zaangażowanych w realizację programu. Po urzędowych labiryntach poprowadził kardiologów-pomysłodawców dyrektor Wydział Zdrowia Publicznego UM Maciej Prochowski, lekarz z zawodu. Przekonali kogo trzeba, choć sprawa nie była łatwa, bo wymagała akceptacji i zaangażowania wielu instytucji: Urzędu Marszałkowskiego i Urzędu Wojewódzkiego w Łodzi, władz rektorskich Uniwersytetu Medycznego, Łódzkiego Oddziału Wojewódzkiego NFZ. Także miejskich radnych, którzy kilka tygodni temu przyjęli kolejną uchwałę popierającą program.

- Przecierałem szlaki profesorom w urzędach - wspomina Prochowski i wyjaśnia, że miejskie szpitale, na które ma wpływ jako urzędnik, nie biorą udziału w programie, gdyż nie dysponują odpowiednim zapleczem kadrowym i sprzętowym.

Takie zaplecze mają natomiast: Regionalne Centrum Chorób Serca im. dr. Seweryna Sterlinga, Uniwersytecki Szpital Kliniczny nr 2 im. WAM - CSW, Wojewódzki Specjalistyczny Szpital im. Wł. Biegańskiego, Wojewódzki Szpital Specjalistyczny im. M. Kopernika oraz Szpital Miejski w Piotrkowie Trybunalskim. Lekarze z tych placówek pełnią na zmianę przez 7 dni w tygodniu całodobowe dyżury.

Jaki jest sens dyżurów elektroterapii, tłumaczy profesor Wranicz:

- Do czasu wdrożenia programu procedura dostępu do elektroterapii w pilnych przypadkach była skomplikowana. Pacjent trafiał do jakiegoś szpitala, w którym czekał na przeniesienie do wyspecjalizowanego ośrodka. Teraz omijamy ogniwo pośrednie - podkreśla profesor i dodaje, że od 1 października ubiegłego roku, kiedy ruszył program, do 30 kwietnia uratowano życie 214 chorym.

Po kardiowerter-defibrator bez pośredników

Chodzi o to, że ci ludzie natychmiast znaleźli się w specjalistycznym ośrodku, w którym wszczepiane są kardiowertery-defibrylatory lub rozruszniki serca. Ktoś obrazowo porównał ten przełom do sytuacji rodzącej kobiety, którą wozi po różnych szpitalach zamiast od razu skierować na oddział położniczy.

Na czym polega leczenie w wytypowanych ośrodkach?

- Leczenie przyczyn nagłego zatrzymania krążenia jest dwojakiego rodzaju: jeśli przyczyną jest mechanizm arytmii, czyli częstoskurcz komorowy lub migotanie komór, wówczas wskazane jest wszczepienie kardiowertera-defibratora. To znaczy urządzenia, które rozpozna arytmię, a następnie ją przerwie. Natomiast gdy mamy do czynienia ze znacznym zwolnieniem pracy serca (bradykardia), właściwym postępowaniem jest wszczepienie prostszego stymulatora - tłumaczy prof. Wranicz.

O ile stymulatory (rozruszniki), których zadaniem jest pobudzenie rytmu serca, są w naszym kraju już powszechnie stosowane, o tyle brakuje ratujących życie kardiowerterów-defibrylatorów. Takie urządzenie ma przerwać groźną dla życia arytmię i przywrócić jego prawidłowy rytm. Aparat cały czas kontroluje pracę serca. Gdy dojdzie do groźnej dla życia arytmii, wysyła impuls elektryczny likwidujący migotanie komór (defibrylacja) i dokonuje kardiowersji, czyli przywraca właściwy rytm serca.

Jak podaje dr Przemysław Mitkowski z I Kliniki Kardiologii UM w Poznaniu, w Polsce wykonuje się 136 zabiegów implantacji kardiowerterów-defibrylatorów na 1 mln mieszkańców. W Niemczech przeprowadza się ich ponad 2,5-krotnie więcej - u 360 osób na 1 mln ludności, choć w obydwu krajach obowiązują te same zalecenia, oparte na wytycznych Europejskiego Towarzystwa Kardiologicznego.

Serce w rozterce

Gdyby można było, niczym za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, zwiększyć liczbę implantacji, nie byłoby problemu. Ale problem jest. Tym większy, że w kolejce na zabieg wszczepienia tych urządzeń czekają również pacjenci planowi, a więc nie tylko ci, którzy np. stracili przytomność i potrzebują niezwłocznie pomocy, żeby nie umrzeć po raz drugi.

Zdaniem prof. Krzysztofa Wranicza, właśnie z tego powodu program powinien mieć niezależne finansowanie. Obecnie korzysta z środków przeznaczonych na leczenie pacjentów planowych, czyli kolejka pacjentów kardiologicznych planowanych do zabiegów de facto wydłuża się.

- Chodzi o to, żeby wydzielić procedury wykonywane w trybie ratującym życie z procedur kardiologicznych - apeluje profesor.

Łódzki NFZ nie przeznacza na realizację programu żadnych specjalnych, osobno wydzielonych pieniędzy, tak jak na przykład na program profilaktyki raka piersi. Procedury medyczne, z których korzystają chorzy zakwalifikowani do programu, są finansowane w ramach hospitalizacji na oddziałach kardiologicznych.

- W ubiegłym roku szpitale, w których realizowany jest program, otrzymały dodatkowe pieniądze na kardiologię, ponieważ potraktowaliśmy te zabiegi jako ratujące życie. Zgodnie z prawem, pieniądze mogliśmy przekazać ogólnie na świadczenia z zakresu kardiologii, a nie wyłącznie na implantację stymulatora czy kardiowertera - wyjaśnia nam Anna Leder z biura prasowego ŁOW NFZ i dodaje, że Fundusz ocenia program merytorycznie jako dobry.

- Dlatego wspólnie z Ministerstwem Zdrowia i Centralą NFZ pracujemy nad dopasowaniem naszych możliwości prawnych i finansowych do potrzeb programu - informuje Leder.

Program ma pilotażowy charakter. Pierwsze wyniki i merytoryczne oceny są na tyle optymistyczne, że tworzy się odpowiednie ramy finansowo-prawne, w których będzie funkcjonował. Na razie w województwie łódzkim...

Podobał się artykuł? Podziel się!
comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH