Katarzyna Lisowska/Rynek Zdrowia | 24-08-2019 08:00

Prof. Waleria Hryniewicz ostrzega: przed superbakteriami nie uciekniemy

Narastanie antybiotykooporności to problem globalny. Coraz częściej nawet błahe infekcje okazują się dla człowieka śmiertelnym zagrożeniem. Dlatego specjaliści na całym świecie apelują o podjęcie działań powstrzymujących to zjawisko. - W Polsce ten problem wciąż lekceważymy - uważa prof. Waleria Hryniewicz z Narodowego Instytutu Leków, wieloletni konsultant krajowy w dziedzinie mikrobiologii lekarskiej.

Prof. Waleria Hryniewicz z Narodowego Instytutu Leków, wieloletni konsultant krajowy w dziedzinie mikrobiologii lekarskiej. Fot. PTWP

Rynek Zdrowia: - Coraz częściej słyszymy o kolejnych ofiarach superbakterii, także lekarze częściej diagnozują takie zakażenie. W kraju można mówić o lawinie zakażeń w szpitalach wywołanych przez Klebsiella pneumoniae typu New Delhi (NDM) - bakterii opornej nawet na działanie antybiotyków ostatniej szansy. Co się stało?

Profesor Waleria Hryniewicz: - To efekt nadużywania antybiotyków. Te stosowane są dziś wszędzie: w medycynie, weterynarii, produkcji żywności, przemyśle. Im więcej ich stosujemy, zwłaszcza niewłaściwie, tym ich skuteczność jest coraz mniejsza, ponieważ coraz więcej drobnoustrojów wykształca mechanizmy lekooporności. Musimy wiedzieć, że chociaż bakterie wydają się proste pod względem budowy, to mają niezwykłe umiejętności dostosowawcze.

Nabyte mechanizmy oporności potrafią przekazywać innym bakteriom, także tym niespokrewnionym.

Oporność na antybiotyk oznacza, że podany lek nie zabija bakterii i nie hamuje ich namnażania, a leczenie nim jest nieskuteczne. Obecnie niemal codziennie dostaję sygnały od lekarzy, którzy nie wiedzą czym leczyć chorych, ponieważ dostępne antybiotyki przestają być skuteczne.

- Mówi Pani Profesor o niewłaściwym używaniu antybiotyków. Co jest zatem kluczowe przy ich stosowaniu?
- Przestrzeganie zasady: tylko wtedy, jeśli to naprawdę konieczne, w określonych dawkach i w określonych odstępach czasu. Musimy też pamiętać, że bakteria to nie to samo co wirus. W przypadku tych drugich antybiotyki są nieskuteczne, a ich stosowanie w zakażeniach wirusowych przyczynia się do wzrostu oporności bakterii. Najlepszym przykładem niewłaściwego stosowania jest grypa czy przeziębienie, które wywołują właśnie wirusy.

Najlepsze efekty przynosi antybiotykoterapia celowana, tzn. ukierunkowana na podstawie wyniku badania mikrobiologicznego na konkretny czynnik etiologiczny zakażenia, co pozwala na stosowanie leków o możliwie najmniejszym spektrum działania.

Lekarz, kiedy ma wątpliwości z jakim zakażeniem się spotyka wirusowym czy bakteryjnym - bo nie zawsze jest to oczywiste - powinien korzystać z dostępnych metod diagnostycznych, tak by należycie dobrać terapię. Tu jednak pojawia się problem, bo część narzędzi diagnostycznych nie jest refundowanych. Lekarze także zwracają uwagę, że w trakcie wizyty mają za mało czasu na przeprowadzenie potrzebnego szerokiego wywiadu u pacjenta, który umożliwiłby trafniejsza diagnozę etiologii zakażenia.

Ważna jest też edukacja pacjenta w zakresie postępowania z lekami. Zdarza się, że pacjent odstawia antybiotyk po ustąpieniu objawów choroby, ale jeszcze przed wyczerpaniem zalecanej terapii, albo bez konsultacji lekarskiej sięga po leki, które pozostały mu po wcześniejszych zakażeniach . Takie postępowanie sprzyja powstawaniu i rozprzestrzenianiu bakterii opornych na dany lek, i narastaniu antybiotykooporności. Musimy głośno mówić, że takie postępowanie z lekami to błąd, który może nas drogo kosztować, nawet życie.

- Czy możliwe jest wyeliminowanie zjawiska oporności bakterii?
- Niestety nie. To naturalny proces zmian genetycznych bakterii. To nie znaczy, że nie można nic zrobić. Wiemy jakie czynniki wpływają na narastanie oporność, a dzięki temu możemy to zjawisko znacząco spowolnić, a wiec lepiej kontrolować i ograniczyć.

Kluczowe są właściwe stosowanie antybiotyków, skuteczne programy kontroli zakażeń szpitalnych oraz przestrzeganie zasad higieny.

- W kraju do tej pory kolejni ministrowie nie podejmowali odpowiednich działań w celu zapewnienia bezpieczeństwa przy stosowaniu terapii antybiotykowej. Mówi o tym NIK w niedawnym raporcie. Czy Pani Profesor zgadza się wnioskami Izby?

- Moje środowisko od lat alarmuje, że oporność na antybiotyki staje się powszechna. Światowa Organizacja Zdrowia ( WHO) wpisała ją na listę największych zagrożeń dla zdrowia publicznego na świecie. Niestety tak jak zauważa NIK decydenci nie dbają dostatecznie o bezpieczeństwo chorych leczonych antybiotykami.

W kraju faktycznie brakuje nam centrum kontroli zakażeń i lekooporności, nie monitorujemy zużycia antybiotyków i ten problem dotyczy w dużym procencie szpitali. W placówkach tych o bezpieczeństwo epidemiologiczne powinny dbać zespoły ds. zakażeń szpitalnych. Niestety często brakuje w nich profesjonalistów.

W praktyce wygląda to tak, że chociaż mamy wiedzę na temat zapobiegania i kontroli zakażeń, to nie wprowadzamy jej do codziennej praktyki. Krajowe rekomendacje i zalecenia postępowania w tym obszarze implementowane są tylko przez tych dyrektorów szpitali, którzy zrozumieli skalę problemu jakim jest lekooporność bakterii.

Czytaj też (tekst archiwalny): Na te bakterie antybiotyki nie działają. Jest się czego bać

Szczególnie w szpitalach powinniśmy w szerszym zakresie stosować diagnostykę mikrobiologiczną, a nie robimy tego, bo od kilku lat te placówki rezygnują z samodzielnego prowadzenia laboratorium, zlecając badania firmom zewnętrznym, co wydłuża trwanie diagnostyki. Czas w jakim otrzymujemy wyniki ma zaś duże znaczenie m.in. dla wykonania antybiogramu, a tym samym podjęcia celowanego leczenia, które jest nie tylko najbardziej skuteczne, ale także najbezpieczniejsze.

Uwolnienie do zwykłej sprzedaży leku zawierającego furazydynę, stosowaną w leczeniu zakażeń bakteryjnych dróg moczowych - wbrew opinii ekspertów - to dowód na kompletny brak wyobraźni decydentów do czego prowadzi niekontrolowane przyjmowanie antybiotyków. I dziś Polacy nadmiernie w sposób niekontrolowany przyjmując ten lek sprzyjają powstawaniu i szerzeniu się opornych bakterii, i narażają się na jego działania niepożądane.

Czytaj też: Raport NIK: lekką ręką przepisują antybiotyki, a potem jest problem

Fakt, że tak jak zauważył NIK obecnie państwo niewiele pieniędzy przeznaczamy na walkę z antybiotykoopornością, to dowód na to, iż problem ten jest marginalizowany. Ciągle wydaje nam się, że "jakoś" się uda to ogromne niebezpieczeństwo zażegnać. Mamy zbyt małą wyobraźnię, aby uzmysłowić sobie, czym to grozi. Trzeba pamiętać, że wynalezienie nowych skutecznych antybiotyków trwa wiele lat i pociąga ogromne nakłady finansowe. I dlatego bez naszego natychmiastowego działania lekooporność bakterii będzie powodować coraz więcej przypadków śmiertelnych.

Mam nadzieję, że dzięki publikacji raportu NIK w końcu coś się zmieni. Potrzebne jest natychmiastowe opracowanie i wprowadzenie narodowej strategii walki z antybiotykoopornością, tak jak to zrobiły inne kraje, w tym wszyscy członkowie UE, realizując dyrektywę Wspólnoty, którą Polski rząd także podpisał.