Praca w systemie ratownictwa medycznego, to dzisiaj zajęcie dla pasjonatów Dr Przemysław Paciorek: - Mój rekord to przyjęcie w SOR w ciągu 1 doby 120 pacjentów. Nie byłem bezpieczny. Dla siebie i dla pacjentów.

Ratownik medyczny może samodzielnie wykonać 95 proc. procedur rutynowo przeprowadzanych w warunkach przedszpitalnych, a pozostałe 5 proc. pod nadzorem lekarza - mówi nam dr Przemysław Paciorek, kujawsko-pomorski konsultant wojewódzki w dz. medycyny ratunkowej, pytany o bezpieczeństwo pacjentów zaopatrywanych przez podstawowe zespoły pogotowia "P".

Rynek Zdrowia: - Czy wprowadzane zmiany w planie zabezpieczenia, jak na przykład te sprzed kilku miesięcy w woj. kujawsko-pomorskim, gdzie z powodu braku lekarzy aż 12 zespołów "S" zastąpiono zespołami podstawowymi "P", wpływają na skuteczność świadczeń w medycynie ratunkowej przedszpitalnej?
Dr Przemysław Paciorek:
- Moim zdaniem absolutnie nie. Należy pamiętać, że zespoły ambulansów ratunkowych przeznaczone są do udzielania pomocy w stanach nagłego zagrożenia zdrowotnego. Nie wypisują zwolnień lekarskich, recept, nie zajmują się orzecznictwem ani nie zastępują lekarza Podstawowej Opieki Zdrowotnej.

Ratownik medyczny (dzisiaj absolwent 3 letnich studiów) może samodzielnie wykonać 95 proc. procedur rutynowo wykonywanych w warunkach przedszpitalnych. Pozostałe 5  proc. może także wykonać, ale pod nadzorem lekarza.

Ustawodawca nie określił szczegółów tego nadzoru, więc nie musi być on osobisty. Przykładem może posłużyć teletransmisja zapisu EKG, do lekarza kardiologa, który „na odległość” konsultuje pacjenta, a jest to niezbędnym warunkiem wdrożenia przez ratownika medycznego prawidłowego leczenia w warunkach przedszpitalnych ostrego zespołu wieńcowego. Poza tym nikt nie określił katalogu wezwań zarezerwowanych wyłącznie dla lekarzy.

Czytaj też: Ubywa karetek pogotowia z lekarzami. Czy system ratownictwa zapewni nam bezpieczeństwo?

Sądzę, że obawy społeczne są wywołane niezadawalającym dostępem do świadczeń zdrowotnych, a w szczególności niewydolnością systemem lekarza rodzinnego. Przy trudnościach z dotarciem do lekarza pacjenci wzywają pogotowie. Od 50 do 75 proc. wyjazdów pogotowia ratunkowego nie powinno mieć miejsca (dane pokontrolne Urzędu Wojewódzkiego w Bydgoszczy i obserwacje własne).

Poczucie bezpieczeństwa mieszkańców regionu powinien podnosić bardzo korzystny wskaźnik liczby ambulansów przypadający na liczbę mieszkańców. Wynosi on 1 na nieco ponad 20 000 osób i jest jednym z najwyższych w kraju. Sprawia to, że przyjazd pomocy od momentu jej wezwania powinien być krótki, a to jeden z najważniejszych warunków powodzenia akcji ratunkowej.

- Jak się wydaje, zastępowanie specjalistycznych zespołów ratownictwa medycznego "S" zespołami podstawowymi "P", to niepowstrzymany trend. Co powoduje, że lekarze nie chcą podejmować specjalizacji z medycyny ratunkowej?

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych