Rodzina mężczyzny, który zmarł po kilku godzinach czekania na karetkę, złożyła doniesienie do prokuratury. Oskarża białostockie pogotowie o nieumyślne spowodowanie śmierci. Nierzadko takie spóźnienia kończą się tragicznie.

W czasie świąt obsada lekarska pogotowia w Białymstoku była zdecydowanie za mała. Karetka pogotowia przyjechała do chorego na cukrzycę pacjenta zbyt późno. Pacjent zmarł.

Adam Dębski, rzecznik podlaskiego oddziału Narodowego Funduszu Zdrowia wyjaśnił, że najprawdopodobniej do nieszczęścia doprowadził błąd dyspozytorki pogotowia, która zapisała chorego w kolejce do wizyty domowej transportu sanitarnego

- Do chorego pojechał niewłaściwy zespół, czyli opieki domowej zamiast systemu ratownictwa medycznego - twierdzi rzecznik.

Jego zdaniem, gdyby przypadek został zakwalifikowany jako nagły, a do chorego pojechałby zespół sprawnie działającego ratownictwa medycznego, to możliwe, że do nieszczęścia by nie doszło. Dlatego komentując zdarzenie, podkreśla, że mamy tu do czynienia z dwiema różnymi sprawami: błędem dyspozytorki i działaniem ambulatorium w czasie Świąt. A to rzeczywiście funkcjonowało mało sprawnie, pacjenci czekali w kolejce  po poradę kilka godzin.

- Zgodnie z umową, w przypadku nocnej i świątecznej opieki lekarskiej, jeden lekarz powinien przypadać na 50 tysięcy mieszkańców - wyjaśnia Adam Dębski. - Czasem dopuszczalne są odstępstwa, ale w określonych sytuacjach. Na pewno nie może być tak, że zimą, gdy mamy zwiększoną ilość zachorowań na choroby wirusowe, a do tego wydłużony weekend, pogotowie ratunkowe ma tylko dwóch lekarzy dyżurnych i dwie karetki.

Marszałek województwa podlaskiego – Jarosław Dworzański wydał dyspozycję, żeby w sytuacjach wątpliwych wysyłać do pacjentów bez wahania karetki reanimacyjne, niezależnie od ogólnie przyjętych procedur. To pokazuje, że system ratownictwa medycznego potrzebuje mądrej organizacji. Jednym z zasadniczych problemów do rozwiązania jest oddzielenie zadań systemu od zadań podstawowej opieki zdrowotnej. W przeszłości nieraz już zdarzało się o tym, że karetki pogotowia ratunkowego nie dojeżdżały na czas do pacjenta i spóźnienia te kończyły się tragicznie...

• W wakacje 12-letni kolonista został przygnieciony przez bramkę na boisku. Dziecko doznało m.in. urazu serca. Trafiło do szpitala w Krynicy. Tam zdecydowano, że trzeba je przewieźć do odległego o 40 km Nowego Sącza w celu wykonania dokładnej diagnostyki. W drodze do szpitala w Nowym Sączu chłopiec był przenoszony do innej karetki. Po dotarciu do Nowego Sącza próbowano go reanimować. Jednak chłopiec zmarł. Od wypadku do śmierci chłopca minęły ponad 4 godziny.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH