Pomorskie: mimo triażu SOR w PCT przegrywa z tłumami

Triaż w SOR Pomorskiego Centrum Traumatologii w Gdańsku działa od roku. Jednak - jak tłumaczy dyrekcja - przy 250 pacjentach na dobę nie da się uniknąć tłoku, kolejek i zmęczonych czekaniem chorych.

Wiele godzin na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym w Pomorskim Centrum Traumatologii spędzają pacjenci czekając na pomoc. Według Małgorzaty Bartoszewskiej-Dogan, dyrektor PCT, dzięki stosowanemu od roku triażowi (segregacji pacjentów kolorami), pacjenci mają przynajmniej szansę na szybką wstępną diagnozę, gwarantującą, że nie przeoczy się poważnego stanu - informuje portal gazeta.pl.

Jak tłumaczy dyrektor, dawniej wszyscy chorzy w SOR-ze czekali w kolejce i wchodzili do gabinetu według kolejności zgłoszenia się. Jednak mimo nowych procedur i faktu, że pacjentów obsługuje kilkunastu lekarzy - zdaniem dyrektor - nie ma możliwości, żeby nie było tłoku i kolejek.

Dodaje, że z tych 250 osób na dobę około 70 proc. to "pacjenci zieloni", którzy uważają, że są w złym stanie, ale najczęściej nie potrzebują diagnostyki w szpitalu, a wizyta w SOR to dla nich tylko czekanie w kolejce, które często kończy się wypisaniem recepty.

Dyrektor PCT zauważa, że takie samo badanie chory uzyskałby w przychodni dyżurującej po południu czy w nocy, a czekałby 20 minut. Jednak pacjenci albo nie wiedzą o dyżurujących przychodniach, albo też sami decydują się na szpital, licząc na "lepsze" badania, specjalistów i szpitalne łóżko jakby co.

Prof. Juliusz Jakubaszko, były wieloletni konsultant krajowy w dziedzinie ratownictwa medycznego, kierownik Katedry Medycyny Ratunkowej Akademii Medycznej im. Piastów Śląskich we Wrocławiu, w rozmowie z portalem rynekzdrowia.pl przypomina, że polskie SOR-y są przeładowane właściwie już od 10 lat.

Jak tłumaczy, wobec napływających pacjentów muszą wykonywać procedury kliniczne medycny ratunkowej, poczynając od tzw. triażu śródszpitalnego. Jednak, żeby je zrealizować, trzeba mieć specjalistycznie wykwalifikowany personel w odpowiedniej liczbie. Tymczasem, jak wskazuje profesor, są oddziały, które mają zabezpieczenia personelu na poziomie 30 proc. i nie radzą sobie z natłokiem pacjentów.

- Głównym powodem takiej sytuacji jest wieloletnie niedofinansowanie oddziałów ratunkowych, które często przynoszą stratę szpitalom. SOR-y są niedofinansowane, ponieważ mają do dyspozycji tylko ryczałt dobowy, który pokrywa na ogół zaledwie 1/3 ich kosztów - uważa prof. Jakubaszko. Według niego Ograniczone możliwości SOR-ów mogą być problemem podczas zbliżających się mistrzostw Europy.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH