W Warszawie, na posiedzeniu Rządowego Centrum Bezpieczeństwa (RCB) podsumowano akcję ratunkową podjętą po niedawnym pożarze i wybuchu metanu w kopalni Wujek-Śląsk w Rudzie Śląskiej. Uczestniczyli w nim między innymi chirurdzy oparzeniowi, przedstawiciele Lotniczego Pogotowia Ratowniczego i Agencji Rezerw Materiałowych.
Jak powiedział Przemysław Guła, dyrektor RCB na konferencji prasowej, tragedia w rudzkiej kopalni pokazała, że prace nad stworzeniem ośrodka koordynacji ratownictwa na szczeblu krajowym muszą przebiegać w trybie pilnym. Podkreślił, że zdarzenia o charakterze masowym mogą zdarzyć się w każdym miejscu. W jego ocenie stworzenie takiego ośrodka będzie możliwe w niezbyt odległym czasie, bo tworzenie centrów zarządzania kryzysowego przewiduje znowelizowana ustawa o zarządzaniu kryzysowym.
Przemysław Guła wyjaśnił, że krajowy ośrodek koordynacji ma być zapleczem wspomagającym lekarza-koordynatora dyżurującego na poziomie wojewódzkim, jeśli zajdzie potrzeba rozlokowania poszkodowanych i zebrania zasobów z innych województw.
Podkreślił, że akcja ratownicza po katastrofie w Rudzie Śląskiej jest oceniana bardzo wysoko, jednak zdarzyła się na terenie województwa śląskiego, gdzie potencjał do reagowania w tego rodzaju zdarzeniach jest nieporównywalny z tym, z czym możemy mieć do czynienia na terenie kraju.
Guła zaznaczył, że była to pierwsza sytuacja, w której sięgnięto po rezerwy strategiczne Agencji Rezerw Materiałowych w doraźnej sytuacji. Dodał, że konieczne jest usprawnienie procedur tak, by możliwość taka istniała w sytuacji bieżącego reagowania i by decyzji w tej sprawie nie musiał podejmować minister zdrowia.
Lekarz-koordynator ratownictwa medycznego Śląskiego Urzędu Wojewódzkiego Wojciech Brachaczek powiedział, że akcja ratunkowa w kopalni była koordynowana siłami i środkami jednego dysponenta zespołów ratownictwa medycznego a Wojewódzkie Pogotowie Ratunkowe w Katowicach zadysponowało do akcji około 20 ambulansów, które współdziałały na miejscu zdarzenia - zarówno pomiędzy sobą, jak i z pięcioma zespołami Lotniczego Pogotowia Ratunkowego.
Poszkodowanych górników transportowano do Centrum Leczenia Oparzeń w Siemianowicach Śląskich i do wskazanych szpitali, dysponujących oddziałami intensywnej terapii, chirurgii lub chirurgii urazowej. Odbywało się to zgodnie ze wskazaniami do leczenia i cały czas w kontakcie z personelem Centrum Leczenia Oparzeń i dyspozytorem krajowym LPR - mówił Brachaczek.
Dyrektor Centrum Leczenia Oparzeń w Siemianowicach Śląskich Mariusz Nowak ocenił, że przekaz informacji podczas akcji po pożarze w kopalni był bardzo sprawny. Dzięki temu poszkodowani szybko trafili do odpowiednich placówek. Podkreślił, że przy tak dużej liczbie poszkodowanych pewne działania trzeba jednak prowadzić „na poziomie krajowym”.
– Myślę, że przyjmiemy standard postępowania w sytuacjach, gdzie oparzenia są na tak dużą skalę. Takich wypadków nie ma dużo, ale musimy być do tego przygotowani i pewne procedury muszą być ustalone wcześniej - zaznaczył Nowak.
Czytaj więcej: Wojewódzkie Pogotowie Ratunkowe w Katowicach | Mariusz Nowak | Centrum Leczenia Oparzeń w Siemianowicach Śląskich | Agencja Rezerw Materiałowych | Rządowe Centrum Bezpieczeństwa | Przemysław Guła | poparzeni | poparzeni górnicy | poparzenia górników | wybuch metanu | Centrum Leczenia Poparzeń w Siemianowicach Śląskich | Wojciech Brachaczek
OZZL poprze protest pacjentów przed MZ w Dniu Dziecka