MAK/Rynek Zdrowia | 30-12-2016 15:40

Pacjenci z NTM nadal czekają na dostęp do nowych terapii

Stowarzyszenie "UroConti", które skupia pacjentów cierpiących na nietrzymanie moczu (NTM) wynikające m.in. z powikłań po leczeniu nowotworów i zespołu pęcherza nadreaktywnego, na początku grudnia skierowało list otwarty do ministra zdrowia Konstantego Radziwiłła.

FOT. Fotolia; zdjęcie ilustracyjne

Pacjenci, podsumowując mijający rok, wyrazili nadzieję, że działania resortu zdrowia wreszcie doprowadzą do poprawy sytuacji chorych zmagających się z tą dolegliwością.

Stowarzyszenie "UroConti" od lat zabiega o poszerzenie zakresu terapii stosowanych w zespole pęcherza nadreaktywnego, wskazując na ograniczony dostęp chorych zarówno do leków nowej generacji, jak i nowoczesnych metod zabiegowych.

- Sytuacja pacjentów z nietrzymaniem moczu w Polsce wciąż odbiega bowiem od standardów obowiązujących w krajach Europy Zachodniej, a nawet w krajach regionu o zbliżonym do Polski poziomie rozwoju: na Węgrzech, Słowacji czy w Czechach - przypomina Anna Sarbak, prezes Stowarzyszenia „UroConti”.

Obecnie, zgodnie z listą leków refundowanych, pacjenci w Polsce mają dostęp tylko do dwóch substancji leczniczych na zespół pęcherza nadreaktywnego: tolterodyny, w postaci pięciu leków generycznych, oraz solifenacyny, w postaci jednego leku.

- Wskutek pięciu lat starań naszej organizacji, od 1 lipca 2016 roku został zniesiony absurd legislacyjny związany z wymogiem wykonywania badania urodynamicznego - aby otrzymać lek solifenacyna w refundacji, nie jest już konieczne wykonywanie tego niekomfortowego badania, wystarczy diagnoza zespołu pęcherza nadreaktywnego. Niestety dla leków zawierających tolterodynę, wymóg ten wciąż obowiązuje z uwagi na brak złożonych wniosków przez ich producentów - przypomina Anna Sarbak.

Poważnym problemem pacjentów z zespołem pęcherza nadreaktywnego w Polsce jest także brak dostępności w refundacji nowych substancji leczniczych. Jak dowiedziało się Stowarzyszenie „UroConti” z korespondencji z Ministerstwem Zdrowia, obecnie toczy się postępowanie refundacyjne dla jednego leku zawierającego substancję mirabegron.

Mimo że rekomendacja Prezesa Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji dla tego leku została wydana w listopadzie 2014 roku, wciąż nie został objęty refundacją, a pacjenci otrzymują informacje o przedłużających się negocjacjach.

- Nie rozumiemy, dlaczego w Polsce możemy skorzystać tylko z dwóch leków, podczas gdy na rynku znajdują się inne, wywołujące mniej skutków ubocznych substancje. Dlaczego w krajach sąsiedzkich, na przykład na Słowacji czy w Czechach, lekarze mogą wybierać spośród 4-6 różnych substancji leczniczych w ramach refundacji? - pyta Anna Sarbak.