Jak donosi Gazeta Wyborcza wielotygodniowe oczekiwanie na wizytę u specjalisty to nie tylko codzienność w publicznych, ale także prywatnych przychodniach. Co więcej: tam także nieobce jest wymuszanie łapówek i nietaktowne zachowanie lekarzy.

Dwa tygodnie czekania do ginekologa, miesiąc do dentysty, do endokrynologa nawet pół roku. Żeby zrobić USG, trzeba się zapisać nawet dwa miesiące wcześniej. W weekend w kolejce do lekarza dyżurnego można spędzić kilka godzin. To, co było do tej pory specjalnością publicznych szpitali, teraz staje się utrapieniem także w prywatnych przychodniach.

- Dawniej na wizytę u internisty czekało się góra godzinę-dwie - mówi rozmówczyni Gazety z Warszawy. - Rzadko wyznaczano termin następnego dnia. Teraz do internisty trzeba czekać kilka dni, do lekarza specjalisty - tygodniami.

Świadomość problemu mają firmy medyczne i ubezpieczyciele.

- Mamy sygnały od pacjentów, że na wizytę czeka się dużo dłużej niż jeszcze parę miesięcy temu - słyszymy u jednego z większych graczy na rynku; nie chce, żeby podawać jego nazwę, bo z takimi problemami borykają się wszyscy.

Dlaczego tak się dzieje?

- Chętnych do płacenia przybywa, ale nie ma ich kto leczyć - mówi Paweł Kalbarczyk odpowiedzialny za ubezpieczenia zdrowotne w PZU. - Abonamenty i polisy medyczne ma prawdopodobnie 2 mln Polaków. O ile w ubiegłym roku wydali na leczenie 1,4 mld zł, o tyle w tym roku ich wydatki będą o 200-300 mln wyższe.

Za to lekarzy jest mniej, bo wielu z nich wyjeżdża pracować za granicę, gdzie im lepiej płacą. W całej Polsce czekają na nich tysiące wakatów.

Zdaniem Kalbarczyka prywatne przychodnie nie mają wyboru i zaczynają przyjmować pracowników jak leci. Tylko Lux Med i Medycyna Rodzinna przyjęły w tym roku do pracy 200 nowych lekarzy. A to dopiero początek, bo w najbliższym czasie planują otwierać kolejne przychodnie.

Pacjenci leczący się prywatnie już narzekają na pogarszającą się obsługę. Ola na początku lipca poparzyła stopę. Poszła do chirurga w Dantex-Med. na warszawskim Nowolipiu.

- Takiego gbura nie spotkałam nigdy w żadnym państwowym szpitalu. Na moją uwagę, czy mógłby być delikatniejszy, bo noga bardzo boli, usłyszałam, że zawsze mogę pójść gdzie indziej - opowiada. Wyszła, ale za wizytę musiała zapłacić 100 zł.

W zeszłym tygodniu policja zatrzymała w Puławach 49-letniego dentystę, który od pacjenta w prywatnej przychodni domagał się łapówki.

- Na miesiąc przed wizytą zażyczył sobie 200 zł za dobrze wykonany zabieg - usłyszeliśmy na policji. Teraz grozi mu za to do dziesięciu lat więzienia.

Podobał się artykuł? Podziel się!
comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH