Owsiak załamany: czy jest sens pomagać polskiej medycynie?

“Pod znakiem zapytania stawiamy swoje dalsze działania na rzecz pomocy polskiej medycynie dziecięcej”- napisali Jerzy i Lidia Owsiakowie w oświadczeniu będącym reakcją Zarządu Fundacji Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy na śmierć 2,5-letniej dziewczynki, której nie udzielono w porę pomocy.

Oświadczenie opublikowała Informacyjna Agencja Radiowa w sobotę (2 marca).

Jak pisze Owsiak, ma “ogromne obawy, że po raz kolejny Minister Zdrowia oraz Rzecznik Praw Dziecka nie uczynią nic, aby zmienić tragiczny, na co wskazują ostatnie przypadki, stan systemu ratownictwa medycznego w Polsce. Uważamy, że należy niezwłocznie i publicznie wyjaśnić, co jest przyczyną takiego stanu rzeczy" - podkreślił.

Jurek Owsiak tłumaczył w niedzielę (3 marca) dzienniakrzom TVN24, że oświadczenie wspólnie z żoną napisał spontanicznie. -  To jest podcięcie skrzydeł nieprawdopodobne - nie ukrywał Owsiak zestawiając zdarzenie z ogromnym wysiłkiem i entuzjazmem z jakim tysiące wolontariuszy WOŚP i rodacy zbierają pieniądze na pomoc dla medycyny dziecięcej podczas corocznego finału Orkiestry.

Wytknął też, że sprawa 2,5-letniej Dominiki to kolejny przykład, gdy zawiódł system. - Ale system tworzą ludzie. Jeżeli nad tym się nie pochylimy, to kolejna sprawa zostanie zamieciona pod dywan - zauważył.

- Po raz kolejny staje się zła rzecz wobec dzieci. Nie mówimy już tylko o medycynie, ale o jakimś bestialstwie, które się dzieje w Polsce - zauważył emocjonalnie Owsiak.

- Coś się dzieje niedobrego, nad czym powinniśmy się zastanowić - kontynuował nawiązując do niedawnego przypadku dziecka z Białegostoku. Przypomnijmy, że tam 13-miesięczny chłopczyk zmarł z powodu niezdiagnozowanej białaczki, pomimo trzykrotnego kontaktu z lekarzami. Podczas jednej z wizyt lekarz zagroził wezwaniem policji, uznając, że nic nie uzasadnia ostrej wymiany zdań, jaką wywołał ojciec domagajacy się dokładniejszych badań dziecka.

U 2,5-letniej Dominiki w niedzielę 24 lutego rodzice dostrzegli osłabienie i drgawki. Udali się do szpitala w Skierniewicach, gdzie u dziecka stwierdzono przeziębienie. Dziewczynka wróciła do domu, ale w poniedziałek wieczorem jej stan się pogorszył.

Rodzice w nocy zadzwonili na pogotowie w Skierniewicach, jednaki dyspozytor nie zdecydował się na wysłanie karetki.

- Powiedziałam jaka jest sytuacja, że dziecko ma 41,5 st. C gorączki, że ma dreszcze, że są wymioty i biegunka - relacjonowała w rozmowie z reporterką TVN24 matka. Dyspozytor podał jej numer telefonu do nocnej i świątecznej pomocy lekarskiej.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH