Ostrożnie z fajerwerkami - ranią i okaleczają Fot. John Haslam/Flickr (CC BY 2.0)

W noc sylwestrową odpalamy więcej fajerwerków niż przez cały rok. W tym czasie w Unii Europejskiej dochodzi do kilkuset poparzeń, zranień i pożarów, a nawet wypadków śmiertelnych. Udział w tej statystyce ma też niestety nasz kraj.

Sztuczne ognie to nieodłączny element świąteczno-noworocznych zabaw. I jak co roku zabawy te nie dla wszystkich kończą się szczęśliwie. Do nowego roku zostało jeszcze kilka dni, ale eksperci już apelują o ostrożność.

W niedzielę (27 grudnia) w Świnoujściu eksplodowały petardy na stoisku. Do szpitala trafiły dwie osoby. 

- Przyczyną większości wypadków w Sylwestra jest niewłaściwe użytkowanie fajerwerków i nieprzestrzeganie zasad bezpieczeństwa  mówi aspirant Marcin Fiedler z Wydziału Prewencji Komendy Miejskiej Policji w Poznaniu. - Najczęstsze obrażenia to oparzenia i skaleczenia głowy i rąk, urazy oczu i uszkodzenia słuchu - dodaje Fiedler

Każdego roku w Klinice Traumatologii, Ortopedii i Chirurgii Ręki z Ortopedyczno-Rehabilitacyjnego Szpitala Klinicznego im. Wiktora Degi w Poznaniu przyjmowani są pacjenci z urazami dłoni w wyniku wybuchu petardy.

- Są to zarówno pacjenci, którzy trafiają do nas bezpośrednio po wypadku, ale również tacy, którzy wcześniej leczeni byli w innych ośrodkach, ale u nas przechodzą bardziej skomplikowane zabiegi, m.in. rekonstrukcje - mówi prof. Leszek Romanowski, kierownik Kliniki.

Profesor zwraca również uwagę na to, że każdy przypadki uszkodzeń pirotechnicznych należą do wyjątkowo trudnych chirurgicznie.

Wybuch petardy powoduje rany szarpane, które są wyjątkowo ciężkie do wyleczenia. Ubytek skóry oraz obumarcie tkanek powoduje, że goją się one zdecydowanie dłużej niż np. rany cięte. Dodatkowo tego typu uraz może spowodować, że uszkodzone są tkanki w większym promieniu niż to mogło się wcześniej wydawać, co dodatkowo utrudnia leczenie. Zazwyczaj czynnikiem decydującym o tym jak będzie przebiegać dalsze leczenie jest szybkość udzielenia pomocy.

-  Jeżeli pacjent szybko trafi do odpowiedniej placówki, m.in. Szpital im. W.Degi to szanse na dobry wynik leczenia są większe. Nasze obecne doświadczenie oraz posiadany odpowiedni sprzęt powoduje, że jesteśmy gotowi leczyć tego typu urazy - mówi prof. Romanowski.

Doświadczenia Szpitala im. W. Degi pokazują, że większość wypadków ma jeden schemat. Podpalony zostaje lont, jednakże mimo jego wypalenia nic się nie dzieje. Ktoś podchodzi do petardy i próbuje ją naprawić…i wtedy następuje eksplozja.

- Wszystkich amatorów pirotechniki proszę o to, aby za nie próbowali odpalić niewypałów za wszelką cenę - apeluje prof. Romanowski. Mimo że sytuacja powtarza się co roku to profesor zauważa pozytywny trend zmniejszania się liczby takich zdarzeń. - Uważam, że nieoceniony wpływ na obniżanie się trendów ma edukacja na temat używania środków pirotechnicznych - przyznaje.

Podobał się artykuł? Podziel się!

CZYTAJ TAKŻE

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH