Okuliści wolą przyjmować prywatnie niż dyżurować w nocy i święta

Pacjentom coraz trudniej uzyskać pomoc okulisty w nocy lub w dni wolne od pracy. Nie ma komu dyżurować, bo większość okulistów wybrała prywatny sektor ochrony zdrowia. Najgorsza sytuacja jest jeśli chodzi o dzieci. Bywa, że najmłodsi z Warszawy, z urazem oka są transportowani helikopterem do tych ośrodków na Mazowszu, w których dyżuruje odpowiedni specjalista.

Chociaż Ministerstwo Zdrowia nakłada na wszystkie szpitalne oddziały ratunkowe obowiązek zatrudniania okulisty, to w praktyce ten wymóg okazuje się martwy.

- Okulistyka jest oddziałem zabiegowym, ale większość procedur to zabiegi drobne, które z powodzeniem powinny być obsługiwane w przychodniach. Przypadki dramatyczne, poważne urazy np. twarzoczaszki w rzeczywistości są bardzo rzadkie - wyjaśnia portalowi.pl dr Artur Puszko, dyrektor Szpitala Specjalistycznego im. J. Śniadeckiego w Nowym Sączu (placówka posiada SOR, lecz nie zatrudnia w nim okulisty).

Dodaje: - Zaopatrzenie chorych w nagłych wypadkach, z poważnymi urazami, w ramach szpitala powiatowego przez okulistę dyżurnego jest faktycznie niewystarczające. Pacjent i tak musi trafić do ośrodków referencyjnych. Z drobnymi urazami jak zaprószenie oka poradzi zaś sobie praktycznie każdy inny specjalista.

Dyrektor Puszko przyznaje, że pod uwagę brany jest również zwykły rachunek ekonomiczny - czy opłaca się szpitalowi werbować odpowiednio wysoko wynagradzanego specjalistę, którego pomoc w ciągu roku będzie faktycznie potrzebna 3-4 razy.

Nie podpisują kontraktów

Takich przykładów w samej Małopolsce można znaleźć wiele. Szpitale powtarzają, że chciałyby zatrudnić okulistów, ale mają na to za mało pieniędzy.

Narodowy Fundusz Zdrowia o problemie wie, jednak nie ma pomysłu na jego rozwiązanie. Jak poinformowano nas w Centrali NFZ w ciągu ostatnich lat środki przekazywane na okulistykę systematycznie rosną. Mimo tego, płatnik ma problem ze znalezieniem chętnych do podpisania umów na świadczenia z zakresu okulistyki.

- Do naszego oddziału wpływają skargi dotyczące problemu z dostępem do okulisty w ramach opieki nocnej i świątecznej - przyznaje Aleksandra Kwiecień z Małopolskiego Oddziału Wojewódzkiego NFZ.

- Nasz oddział już kilkakrotnie ogłaszał konkursy na takie usługi, ale i tak nie wszędzie zostały one zakontraktowane.

Zdaniem Wandy Pawłowicz, rzecznika Mazowieckiego Oddziału Wojewódzkiego NFZ na to, że okuliści nie chcą pracować na SOR-ach ma wpływ także fakt, że specjaliści na tych oddziałach są nadmiernie oblegani przez pacjentów.

 - Większość osób szukających tam pomocy nie kwalifikuje się jako przypadki nagłe, ich problemy powinny być rozwiązywane przez lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej. Chorzy jednak celowo czekają na zamknięcie przychodni i zgłaszają się na dyżur, by w ten sposób ominąć istniejące tam kolejki - przyznaje Pawłowicz.

Pracują w prywatnych gabinetach

Jak zaznacza prof. Iwona Grabska-Liberek, mazowiecki konsultant w dziedzinie okulistyki, na terenie województwa pracuje przeszło 360 okulistów. To niemało, ale ponieważ spora część lekarzy decyduje się na pracę w placówkach prywatnych bądź na własny rachunek to w publicznej ochronie zdrowia wciąż brakuje kadry.

- Okulistyka jest niedoszacowana, a szczególnie procedury ostrodyżurowe, które płatne są ryczałtem, a nie za każde faktycznie wykonane badanie. Trzeba zaś pamiętać, że nagłe urazy, wymagające natychmiastowej pomocy, to najcięższe i najbardziej kosztowne przypadki. Z tego powodu takie dyżury przynoszą same straty lecznicom, a te przez to nie są w stanie stworzyć lekarzom na tyle atrakcyjnych finansowo warunków, by być konkurencją dla prywatnych ośrodków - wyjaśnia profesor.

I nie ma się co dziwić, że okuliści zamiast dyżurować w publicznych placówkach wybierają lepiej płatną prywatną praktykę. Za wizytę w prywatnym gabinecie pacjent musi zapłacić średnio 100 zł.

Stawka dla lekarz okulisty na dyżurze oscyluje pomiędzy 300 a 350 zł. W czasie takiego dyżuru specjalista ma zaś pod swoją opieką kilkunastu, a nawet kilkudziesięciu pacjentów.

Do okulisty helikopterem

W Warszawie 3 lata temu, właśnie z powodu braku specjalistów, szpitale wycofały się z ostrych dyżurów okulistycznych. Doszło do tego, że opiekę nad pacjentami w nocy i święta przejęli rezydenci i lekarze bez wymaganych uprawnień. Sytuację do normy udało się przywrócić po kilku tygodniach. Wojewoda osobiście wyznaczył grafik dyżurów w tym zakresie poszczególnym lecznicom.

- Dziś możemy spokojnie powiedzieć, że na terenie województwa mazowieckiego dorośli pacjenci mają zapewniony dostęp do tzw. dyżurów okulistycznych. Duże kłopoty są wciąż ze specjalistami okulistyki w placówkach otaczających opieką dzieci - mówi portalowi rynekzdrowia.pl Ivetta Biały, rzecznik wojewody mazowieckiego.

W stolicy takiego dyżuru nie prowadzi żadna placówka. Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie tak samo jak stołeczny Szpital Dziecięcy im. prof. dr. med. J. Bogdanowicza wycofały się z ich pełnienia już jakiś czas temu.

Jak wyjaśnia portalowi rynekzdrowia.pl Paweł Trzciński, rzecznik CZD powodem tej decyzji były kwestie finansowe.

- Nikt nam nie chciał zwrócić kosztów utrzymywania stanowiska lekarza dyżurnego. Wiadomo, że w nocy pacjenci, którzy wymagają interwencji okulisty są rzadkością. Środki z NFZ za wykonane w tym zakresie świadczenia w żadnym wypadku nie pokrywały zaangażowania finansowego lecznicy w organizację takiej procedury. Nie otrzymaliśmy także żadnego wsparcia finansowego ani od samorządu, ani żadnej instytucji, które pozwoliłoby nam dalej taki dyżur utrzymać.

- Z tego powodu w Warszawie mamy taką sytuację, że w nocy i święta w przypadkach wymagających natychmiastowej pomocy okulisty mali pacjenci transportowani są helikopterami do innych ośrodków na terenie województwa - tłumaczy Ivetta Biały.

Jak przyznała nam Jolanta Pulchna, rzecznik Małopolskiego OW NFZ sytuacja dotycząca zabezpieczenia okulistycznego dyżuru pediatrycznego w tym regionie jest również bardzo zła.

- Brak świadczeniodawców w zakresie okulistyki dziecięcej sprawił, że mali pacjenci w nagłych wypadkach po pomoc muszą udać się na Śląsk - mówi.

Trzeba zachęcić

Zdaniem prof. Iwony Grabskiej-Liberek kwestie okulistyki dziecięcej są problemem w skali kraju, a poza kwestiami finansowymi dochodzi deficyt specjalistów.

- Kształcenie takiego lekarza trwa od 6 do 10 lat. Wycena procedury z zakresu okulistyki dziecięcej jest jedną z najniższych. Trudno się więc dziwić, że młodzi lekarze nie garną się do tej profesji. By to zmienić, system musi stworzyć im lepsze warunki, dać coś na zachętę - uważa prof. Grabska-Liberek.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH