Okołooperacyjne karty kontrolne: konieczność czy kolejny biurokratyczny obowiązek?

W sierpniu ubiegłego roku, po pomyłkowym wycięciu zdrowej nerki w warszawskiej klinice, Ministerstwo Zdrowia zaleciło stosowanie okołooperacyjnej karty kontrolnej (OKK) we wszystkich oddziałach i jednostkach zabiegowych w Polsce. Miały one posłużyć minimalizowaniu ryzyka błędów okołooperacyjnych.

Resort zapowiedział też zmiany prawne, które wymuszą na świadczeniodawcach obowiązek prowadzenia takiej karty.

Od tego czasu minęło blisko osiem miesięcy a kartę okołooperacyjną przyjęło zaledwie 50 szpitali na blisko 1900 publicznych i niepublicznych, w tym ponad 400 oddziałów zabiegowych. Ostatnie dziewięć - 22 marca 2012 roku.

Tymczasem stosowanie karty popierają zarówno Towarzystwo Chirurgów Polskich, Towarzystwo Promocji Jakości Opieki Zdrowotnej w Polsce oraz Polskie Towarzystwo Anestezjologii i Intensywnej Terapii. Czy słusznie?

Na Zachodzie bez wątpliwości
Kartę okołooperacyjną od lat stosuje ponad 100 tys. szpitali na całym świecie. Opracowało ją WHO po konsultacjach z chirurgami, anestezjologami, pielęgniarkami anestezjologicznymi i operacyjnymi oraz przedstawicielami pacjentów.

Jej stosowanie przez oddziały zabiegowe na świecie nie jest obowiązkowe, jednak jest zalecane. Uznawane jest za narzędzie służące klinicystom zaangażowanym w poprawę bezpieczeństwa w celu ograniczenia możliwych do uniknięcia zgonów i powikłań.

Okazuje się, że tam, gdzie ją przyjęto, ryzyko błędów zmniejszyło się o ponad 33 proc, a ryzyko śmierci pacjenta o 50 proc.

Prof. Wojciech Rowiński, konsultant krajowy w dziedzinie transplantologii klinicznej, mówi, że od kilku lat do stosowania takiej karty w Polsce zachęca Centrum Monitorowania Jakości w Ochronie Zdrowia. Przypomina, że w USA i wielu krajach europejskich istnieją też inne systemy kontroli: np. każdy chory ma na ręku opaskę z imieniem i nazwiskiem czy grupą krwi.

- W krajach Europy Zachodniej czy USA nie mają wątpliwości, że kontroli nigdy dość. U nas natomiast jeszcze pewne rzeczy nie są przyjęte. W moim osobistym przekonaniu taka podwójna kontrola jak najbardziej jest potrzebna - przyznaje prof. Rowiński.

Także Towarzystwo Chirurgów Polskich poparło wprowadzenie OKK. - Towarzystwo nikomu nie narzuca obowiązku jej stosowania. Jednak uznaje, że jest bardzo pomocna - tłumaczy Katarzyna Kowalik z Biura Towarzystwa Chirurgów Polskich

Niepotrzebne dublowanie dokumentacji
Jak podaje Agnieszka Gołąbek, rzecznik prasowy Ministerstwa Zdrowia, prowadzenie kontrolnej karty czynności jest jednym ze standardów akredytacyjnych zatwierdzonych przez Ministra Zdrowia i opublikowanych w Dz. Urz. MZ z 2010 r. Nr 2, poz. 24.

Dlatego też mają ją u siebie wszystkie szpitale, które posiadają certyfikat akredytacyjny w zakresie udzielania świadczeń zdrowotnych oraz funkcjonowania szpitali bądź ubiegają się o jego uzyskanie.

Nie wszyscy jednak są zadowoleni z jej wprowadzenia. Jak twierdzi dr Ewa Jasek z Polskiego Towarzystwa Anestezjologii i Intensywnej Terapii, karta nie zawsze jest konieczna.

Jej zdaniem, jeśli oddział zabiegowy prowadzi kartę znieczulenia i pełną dokumentację pooperacyjną, wtedy karta okołooperacyjna niczego nowego nie wprowadza, tylko dubluje dokumentację. Natomiast jest potrzebna wszędzie tam, gdzie nie ma odpowiedniej dokumentacji pooperacyjnej.

Dr Krzysztof Korneta, ordynator Oddziału Chirurgii Ogólnej i Onkologicznej SP Szpitala Wojewódzkiego w Zamościu jest przekonany, że nie powinna być ona wprowadzana obowiązkowo.

- My lekarze uważamy, że biurokracji powinno być jak najmniej a tymczasem jest coraz więcej. Trudno powiedzieć, że karta okołooperacyjna wnosi coś nowego na oddział zabiegowy - mówi dr Korneta.

- Już teraz cała dokumentacja dotycząca zabiegu i pacjenta zajmuje u nas ponad 60 stron. Wszystko tam jest, a teraz dodatkowo musimy te dane przepisywać jeszcze raz do karty okołooperacyjnej. Trudno w tym znaleźć korzyść dla pacjenta - twierdzi.

Jego zdaniem to dublowanie tego, co już istnieje. Nie wnosi nic nowego, może jedynie trochę porządkuje, a na pewno dokłada pracy.

Podwójne sito
Zupełnie inaczej na OKK patrzy dr Grzegorz Michalski, ordynator Oddziału Chirurgii Ogólnej i Naczyniowej Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego w Elblągu, który jako jeden z pięciu pierwszych oddziałów w Polsce wprowadził wspomniane karty.

- Głównym celem karty jest porządkowanie wszystkich  czynności związanych z pacjentem, które wykonujemy na co dzień. Dzięki karcie okołooperacyjnej na sali operacyjnej każdy pilnuje swoich czynności w ten sposób, że wiadomo, co po kolei następuje, co pozwala nie przeoczyć pewnych rzeczy. Karta zdaje więc egzamin - tłumaczy.

Dr Michalski przyznaje także, że na początku zespół operujący miał opory przed stosowaniem karty okołooperacyjnej, uważając, że to kolejne zbędne biurokratyczne narzędzie.

- Z perspektywy czasu wydaje się, że ze wszystkiego, czym lekarze są obciążani, karta jest najbardziej przydatna w praktyce - ocenia dr Michalski.

Jak jednak podkreśla, aby jej wprowadzenie miało sens, konieczna jest osoba odpowiedzialna za jej uzupełnienie. W elbląskim szpitalu, z racji najmniejszego obciążenia w trakcie operacji, rolę koordynatora odpowiedzialnego za wypełnienie wspomnianej karty pełni anestezjolog. To on pilnuje wszystkich wpisów - od chirurga, anestezjologa, instrumentariuszek.

- Jeśli ta karta pozwala nam przypomnieć i systematyzować pewne rutynowe czynności, które nam umykają, to nawet gdyby dublowała pewne elementy, uważam, że jest jak najbardziej przydatna - podsumowuje.

Podobnego zdania jest dr Maciej Michalik, ordynator Oddziału Chirurgii Ogólnej i Naczyniowej Szpitala Specjalistycznego im. F. Ceynowy w Wejherowie.

- Jestem znanym przeciwnikiem zbędnej papierologii, ale uważam, że akurat karta zdaje egzamin. Jej stosowanie można porównać do procedur obowiązujących pilota w samolocie. Trzeba po prostu odhaczyć wszystkie procedury, punkt po punkcie. Ponieważ pomyłka w naszym zawodzie może decydować o zdrowiu i życiu człowieka, to każda dodatkowo kontrola nie powinna nikogo dziwić - mówi dr Michalik.

- Przypuśćmy, że na oddziale leży dwóch panów Kowalskich. Jednego czeka amputacja nogi, a drugiego operacja przepukliny. Łatwo o pomyłkę. Może okazać się, że wszystko jest wykonane, ale na odwrót. Dlatego procedury, które wprowadza karta okołooperacyjna, bardzo dyscyplinują - przyznaje.

Jego zdaniem przejście przez wspomniane procedury nie jest czasochłonne. W szpitalu w Wejherowie zabiera to jedynie około pół minuty przed każdym zabiegiem, jednak bardzo dyscyplinuje cały zespół i zwiększa bezpieczeństwo opieki okołooperacyjnej.

- Istotą tej karty jest przeciwdziałanie pewnym niepożądanym zdarzeniom a nie kontrola czynności, które zostały wykonane - podsumowuje.

Karty będą wymagane, nie zalecane
Na razie karty okołooperacyjne są jedynie zalecane w większości szpitali - poza tymi, które mają lub ubiegają się o certyfikaty jakości.

Resort podtrzymuje jednak swoje stanowisko w sprawie obowiązku wypełniania karty okołooperacyjnej na oddziałach zabiegowych. Rzecznik Agnieszka Gołąbek poinformowała, że obecnie trwają prace nad opracowaniem stosownych regulacji, które zawarte zostaną w rozporządzeniu Ministra Zdrowia w sprawie rodzajów i zakresu dokumentacji medycznej oraz sposobu jej przetwarzania.

- Nie będzie to jednak wzór konkretnego dokumentu, lecz wskazanie, jakie informacje i dane powinien on zawierać - opisuje Gołąbek.

I dodaje, że ustalenie jednolitego wzoru takiego dokumentu uniemożliwiłoby jego modyfikację dla potrzeb poszczególnych zabiegów. Tymczasem z uwagi na specyfikę każdej z dziedzin zabiegowych (ortopedii, okulistyki itd.) wskazane jest określenie odrębnego zakresu informacji i danych, jakie powinna zawierać przeznaczona dla nich karta (obecnie stosowana jest karta dla chirurgii ogólnej).

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH