Już niecałe10 lat toczą się rozprawy sądowe, które mają wskazać winnych śmierci 34-letniej mieszkanki Opolszczyzny. Rodzina chce ukarania winnych. Jak dowodzi kobieta zmarła, bo lekarz przeprowadzający zabieg nie zabezpieczył krwi do transfuzji. Lekarze bronią się, twierdząc, że doszło do tego w skutek nieprawidłowego odczytu badania USG.

Kobieta trafiła do szpitala w Niemodlinie z krwotokiem dróg rodnych. Prowadzący ją dr G. uznał, że jest w ciąży i powinna pozostać na podtrzymaniu. Dwa tygodnie później stwierdzono, że ciąża obumarła, ale dla potwierdzenia zlecono wykonanie badania USG. Badanie wykonał inny lekarz, dr F, który potwierdził obumarcie, i jednocześnie nie stwierdził ciąży pozamacicznej. Już przed sądem wyjaśniał jednak, że tak naprawdę to aparatura starszej daty i przy jej użyciu, ciężko stwierdzić czy ciąża faktycznie jest pozamaciczna.

Dr G., który uzyskał potwierdzenie swoich przypuszczeń i przystąpił do zabiegu łyżeczkowania. W trakcie uszkodzono naczynie tętnicze, które spowodowało masywny krwotok. Lekarze nie mieli jednak krwi do przetoczenia, a kiedy ściągnęli ją z Opola, było już za późno, Elżbieta wykrwawiła się.

- Siostra podczas zabiegu była świadoma. Jedna z pielęgniarek opowiedziała nam później, że Ela złapała ją za rękę i powiedziała: "ja umieram" – wspomina z drżeniem w głosie brat zmarłej, Andrzej, dzisiaj oskarżyciel posiłkowy.

Prokuratura zajęła się sprawą, ale dwukrotnie ją umorzyła. Lekarz nie przyznawał się do winy. Rodzina twierdzi, że prokuratura nie zebrała dostarczającego materiału dowodowego. Przekonują, że karta choroby została spisana ponownie, dla wyeliminowania niepotrzebnych problemów. Później rodzina wystąpiła samodzielnie z aktem oskarżenia przeciwko lekarzowi.

Rodzina oskarżyła lekarza z Niemodlina o to, że mimo posiadania danych co do jej stanu zdrowia oraz umiejscowieniu obumarłej ciąży powinien przewidzieć konieczność transfuzji krwi i przed zabiegiem zabezpieczyć odpowiednią jej ilość. Doktor G. winą obarczył wynik badania USG i jak przekonywał, gdyby wiedział, że jest inaczej nie podjąłby się zabiegu tylko odesłał pacjentkę do szpitala wojewódzkiego. Lekarz wykonujący badanie, jakby starając się odsunąć od swojej osoby cień podejrzeń zaznaczał, że USG nie jest wyrocznią dla dalszego postępowania klinicznego.

W pierwszym tygodniu września Sąd Rejonowy w Opolu po raz drugi uniewinnił dr. G.

 - Wydając decyzję, oparłem się na sporządzonych przez biegłych opiniach, które nie pozostawiają wątpliwości co do tego, że dr G. nie miał i nie mógł mieć wiedzy, która nakazywałaby mu zabezpieczyć odpowiednią ilość krwi - argumentował sędzia Tomasz Razowski.

Rodzina zapowiada, że nie złoży broni, tym bardziej, że nawet sędzia stwierdził, iż nie można akceptować tego, że właściwie zdrowa kobieta przychodzi do szpitala, a po dwóch tygodniach bezsensownie umiera.

- Zastanawiamy się, czy nie przeformułować aktu oskarżenia, tak by do odpowiedzialności karnej pociągnąć również dr. F. – mówi brat zmarłe i zaznacza - Chodzi nam tylko o to, by sąd uznał dr. G. winnym. By miał świadomość, że popełnił błąd. Być może F. nie dostarczył mu odpowiednich danych, ale on, jako jego przełożony i doświadczony lekarz, powinien go wypytać o wszystkie możliwości

Podobał się artykuł? Podziel się!
comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH