Pogotowie ratunkowe odmówiło wyjazdu do siedmiomiesięcznego niemowlęcia z Kiezmarka. Dziecko do szpitala w Gdańsku zawiózł ... policyjny radiowóz.

Pomorski lekarz wojewódzki, Jerzy Karpiński, domaga się wyjaśnień od dyrekcji Zespołu Opieki Zdrowotnej, któremu podlega pogotowie.

– Ponieważ dzisiaj dyrektor ZOZ jest na urlopie, a zastępcy nie ma, wezwałem dyrektora na rozmowę wyznaczając termin na jutro, o godz. 11 – powiedział „Rynkowi Zdrowia” Jerzy Karpiński, który zażądał też przedstawienia zapisu nagrań prowadzonych przez dyspozytora i lekarza pogotowia z rodzicami dziecka.

Sprawę opisał w środę „Dziennik Bałtycki”. Do zdarzenia doszło w czasie długiego majowego weekendu. – Nie wiem, czy pogotowie postąpiło właściwie, czy nie – mówił dziennikarzom asp. sztab. Jan Heś, rzecznik prasowy Komendy Powiatowej Policji w Pruszczu Gdańskim komentując zdarzenie i wysłanie radiowozu do transportu niemowlaka. – Wiem natomiast, że policja jest nie tylko od łapania przestępców. Gdy trzeba, pomagamy ludziom. W sytuacjach kiedy zachodzi podejrzenie zagrożenia życia, nie pytamy, czy pomoc będzie uzasadniona, czy nie. Pomagamy. W tym przypadku chodziło przecież o zdrowie małego dziecka.

Rodzice dziecka, młode małżeństwo z Kiezmarka - Emilia i Michał Szwedowie wzywali pogotowie, gdy ich siedmiomiesięczna córeczka, Oliwia, obudziła się około północy z płaczem. – Dziecko miało rozpaloną główkę. Po chwili zaczęło bardzo kaszleć. Przez kilkanaście sekund nie mogło złapać powietrza – relacjonuje matka dziecka.

– Wykręciłem numer pogotowia w Pruszczu – opowiada Michał Szweda. – Przyjmująca wezwanie dyspozytorka poprosiła do telefonu lekarza. Doktor zażądał przywiezienia niemowlęcia do Pruszcza – opowiada dalej Michał. – Tylko czym? Nie mamy samochodu, nie mamy też żadnej możliwości przedostania się nocą z naszej wsi do oddalonego o 22 kilometry Pruszcza Gdańskiego. Na nasze tłumaczenia lekarz pozostał głuchy.

Ostatecznie pomoc nadeszła ze strony policji. Tam zadzwoniła prosząc o nią babcia Oliwii, spędzająca długi weekend w domku letniskowym na Kaszubach. Wcześniej telefonicznie odebrała alarmującą wiadomość od syna. – Nie widząc innej możliwości ratunku, wykręciłam numer policji. Od tego momentu wszystko już potoczyło się błyskawicznie – opowiadała dziennikarzom babcia Oliwii.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH