MS/Rynek Zdrowia | 07-08-2019 13:31

Nie ma komu jeździć w karetkach. Brakuje nie tylko lekarzy, ale i ratowników

W Polsce rośnie liczba karetek ratownictwa medycznego. Ze zwiększeniem taboru nie idzie jednak w parze wzrost obsady. Co więcej, w pojazdach brakuje już nie tylko lekarzy, ale i ratowników medycznych.

Fot. archiwum (zdjęcie ilustracyjne)

Polski system ratownictwa medycznego składa się z dwóch typów karetek: P, czyli podstawowe z minimum dwoma ratownikami lub ratownikiem i pielęgniarką, oraz karetki S, czyli specjalistyczne z lekarzem w zespole.

- Liczba tych podstawowych rośnie - w 2016 r. było ich 955, obecnie jest 1206. Ale liczba karetek S spada – w 2016 r. 562. Teraz już tylko 375, o jedną trzecią mniej! Ale w praktyce jest ich jeszcze mniej, bo w zespołach S (za których dyżur NFZ płaci nawet 1 tys. zł więcej na dzień) często brakuje lekarza. Podobnych zgłoszeń z całej Polski jest więcej. W woj. zachodniopomorskim codziennie w kilku powiatach nie ma lekarza w karetce S, gdzie indziej jeden lekarz jeździ z jednej stacji pogotowia do drugiej i udaje, że wszędzie jest do dyspozycji - przypomina Gazeta Wyborcza.

Marek Tombarkiewicz, obecnie dyrektor Narodowego Instytutu Geriatrii, Reumatologii i Rehabilitacji w Warszawie, podsekretarz stanu w Ministerstwie Zdrowia w latach 2016-2018, specjalista anestezjolog, w rozmowie z Rynkiem Zdrowia wyjaśniał, że funkcjonowanie systemu Państwowe Ratownictwo Medyczne (PRM) reguluje znowelizowana ustawa uchwalona w czerwcu 2018 r. Podkreśla też, że pierwsza wersja zmian w ustawie o PRM, nad którą pracował, przewidywała likwidację karetek S. Ostatecznie zdecydowano się jedynie na zmniejszenie ich liczby, jednak uważa on, że gdybyśmy zlikwidowali całkowicie karetki S, nie bylibyśmy jedynym krajem, w którym lekarze nie jeżdżą w karetkach, bo są za drodzy i jest ich za mało na rynku.

Były wiceminister tłumaczy też, że jeśli będzie coraz więcej lekarzy medycyny ratunkowej, to na pewno znajdą swoje miejsce w SOR-ach, centrach urazowych, czyli "tam, gdzie są niezwykle potrzebni".

Zdanie to podziela również Artur Borowicz, dyrektor Wojewódzkiego Pogotowia Ratunkowego w Katowicach, który podczas rozmowy z redakcją Rynku Zdrowia twierdził, że analizy, oparte o dziesiątki tysięcy przypadków, dowodzą, że wartość dodana działania lekarza w karetce w porównaniu z działaniem ratownika medycznego to 2 proc. To wynika z dużego zakresu uprawnień ratowników.

Problem z obsadą dotyczy jednak także składu karetek podstawowych. Ratownicy medyczni coraz częściej zmieniają kwalifikacje i zostają pielęgniarzami. Tutaj bowiem oprócz jasno wytyczonej ścieżki kształcenia są też zdecydowanie wyższe zarobki. Ratownik zarabia przeciętnie miesięcznie 2,2-2,3 tys. zł na rękę. Pielęgniarka ma średnio 1,5 tys. więcej.

Rozwiązaniem byłoby więc zrównanie wynagrodzenia z gażą pielęgniarską a także wypracowanie modelu kształcenia zawodowego i ścieżki kariery ratowników medycznych.

Wiceminister zdrowia Józefa Szczurek-Żelazko zapewniła, że projekt ustawy o zawodzie ratownika medycznego i o samorządzie zawodowym, nad którym trwają prace, ma m.in. uregulować kształcenie przed- i podyplomowe. Przekazała, że ministerstwo chce zmierzać w kierunku utworzenia II poziomu studiów dla ratowników.