Nie ma "chirurgii oparzeniowej"

Po przeczytaniu pisma Rzecznika Praw Obywatelskich w sprawie organizacji leczenia oparzeń w Polsce, mam kilka uwag, dotyczących zarówno zasad merytorycznych, jak i intencji pomysłodawców (stworzenia nowej specjalizacji zajmującej się leczeniem oparzeń - przyp. red) - pisze prof. Jerzy Strużyna, kierujący Wschodnim Centrum Leczenia Oparzeń w Łęcznej.

Leczenie oparzeń nazywane z łacińska kombustiologią nie jest wyodrębnioną dziedziną medycyny wymagającą lekarzy specjalistów zajmujących się tylko tym specyficznym obrażeniem. Nawiasem mówiąc, nie rozumiem, dlaczego leczenie oparzonych z wypadku w kopalni Wujek-Śląsk uaktywniło stary postulat dyrektora Mariusza Nowaka o utworzeniu specjalności – kombustiologii. Problem ten był już rozpatrywany na posiedzeniach Komisji Ekspertów w Ministerstwie Zdrowia. Opinia większości zajmujących się leczeniem oparzeń była negatywna.

Moje uwagi dotyczą motywacji w tej sprawie Rzecznika Praw Obywatelskich. Nie ma takiego pojęcia jak „chirurgia oparzeniowa“. Zabiegi chirurgiczne wykonywane w oparzeniach dotyczą usuwania martwicy i pokrycia ubytków – najczęściej przeszczepami skóry. Nie jest to „dziedzina wysokospecjalistyczna“. Zabiegi naprawcze, rekonstrukcyjne wymagają jednak znajomości chirurgii plastycznej.

W krajach zachodnich stale podkreśla się konieczność wielospecjalistycznego zespołu niezbędnego w leczeniu ciężkich oparzeń. Chirurdzy, chirurdzy plastyczni, anestezjolodzy, żywieniowcy, rehabilitanci to podstawowy zespół leczący. Jeden lekarz nie jest w stanie połączyć wszystkich umiejętności.

Podstawowe pytanie dla optujących za specjalizacją opiera się o program specjalizacji. Czy jest taki program? Kto jest merytorycznie i naukowo za niego odpowiedzialny? Jaki zespół ma stanowić kierownictwo specjalistyczne i naukowe szkolenia?

Zakładając hipotetycznie, że powstałaby taka specjalizacja, to gdzie może pracować lekarz z takim wyszkoleniem? Trzy centra oparzeniowe i trzy oddziały w Polsce zatrudnią w sumie nie więcej niż 20 chirurgów. Jest to zbyt mała liczba lekarzy, aby dla nich utworzyć elitarną, w tej chwili nieprzemyślaną specjalizację.

Zniecierpliwienie lekarzy z Siemianowic Śląskich jest zrozumiałe. Wszyscy mamy poczucie braku komunikacji pomiędzy Ministerstwem Zdrowia a naszą niewielką grupą lekarzy zajmujących się oparzeniami. Obiecane „umiejętności“ od kilku lat są już w sferze historycznej. Leczenie oparzeń jest ciężką, frustrującą po latach pracą. Młodzi lekarze nie chcą zajmować się tak mało perspektywiczną dziedziną. Ciągła walka o pieniądze dla leczenia oparzonych pogarsza sytuację.

Mój punkt widzenia w kwestii nowej specjalizacji jest być może zbyt subiektywny. Proponuję więc zwołać posiedzenie z udziałem wszystkich lekarzy zajmujących się leczeniem oparzeń i chirurgów, chirurgów plastycznych, przedstawicieli resortu zdrowia, na którym można spokojnie, merytorycznie zastanowić się nad celowością utworzenia specjalizacji z leczenia oparzeń.

Obawy przed zaniechaniem prac legislacyjnych mających na celu zmianę systemu leczenia oparzeń są uzasadnione.




comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH