Gdy osobę chorą na cukrzycę policjanci biorą za "pozostającą pod wpływem alkoholu" żarty się kończą: taka pomyłka może skończyć się tragicznie. Mieszkaniec Płocka miał więcej szczęścia. Przeżył.

Dokładnie dwa lata temu 53-latek chorujący na cukrzycę od 30. lat wyszedł na codzienny spacer. Ponieważ źle się poczuł, wszedł do supermarketu, żeby kupić coś słodkiego. Z zeznań obsługi sklepu wynika, że klient był pijany, wulgarny i żądał, aby sprzedano mu alkohol. Dlatego wezwano policję.

Policjanci przyjechali bez alkomatu, ale wątpliwości, że mężczyzna jest pijany, nie mieli: chwiał się na nogach, a z jego ust wydobywał się charakterystyczny zapach. Choć miał przy sobie legitymację ratunkową chorego na cukrzycę i prosił, żeby zadzwonili do jego żony, odstawili go po prostu do izby wytrzeźwień – podaje Gazeta Wyborcza.

Spędził tam kilkanaście godzin. W tym czasie minęła pora czterech zastrzyków. Nie miał leków, jedzenia, nawet wody. Badanie alkomatem następnego dnia dało wynik zerowy. Lekarz stwierdził torsje, tachykardię, podwyższone ciśnienie i odesłał go do szpitala, gdzie trafił z kwasicą metaboliczną z dużym niedoborem zasad i skąd wyszedł dopiero po dziesięciu dniach.

Pacjent zawiadomił prokuraturę, która wszczęła śledztwo, ale wkrótce je umorzyła: jej zdaniem chory nie był narażony na utratę życia lub ciężki uszczerbek na zdrowiu.

Sprawa nie przeszła jednak całkiem bez echa: policja poprosiła płocki oddział Polskiego Stowarzyszenia Diabetyków o zorganizowanie szkolenia dla dzielnicowych i służby patrolowej. Jego celem było nauczenie funkcjonariuszy rozpoznawania osób chorych na cukrzycę i odróżniania ich od pijanych.

Zdaniem Andrzeja Baumana, prezesa PSD, takich szkoleń przydałoby się więcej, do Stowarzyszenia dociera bowiem bardzo wiele informacji o podobnych pomyłkach, które mogą skończyć się śmiercią pacjenta.

Przypomnijmy: w lutym ub. r. 58-letni mieszkaniec Pabianic spowodował niegroźną stłuczkę samochodową. Przyczyną wypadku był prawdopodobnie atak cukrzycy. Ponieważ mówił bełkotliwie, policjanci uznali, że jest pijany. Wepchnęli go do radiowozu i odwieźli na komisariat. Mimo, iż żona kierowcy zadzwoniła na komisariat i poinformowała o chorobie męża, funkcjonariusze nie odwieźli go do szpitala natychmiast, ale dopiero po 45 minutach od zatrzymania. Zmarł na betonowej posadzce przed wejściem do lecznicy.

Podobał się artykuł? Podziel się!
comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH