PAP/Rynek Zdrowia | 26-03-2019 08:26

Neurochirurg: niezwłoczna operacja daje szansę dzieciom z padaczką lekooporną

Po rozpoznaniu u dziecka padaczki lekoopornej nie można czekać z operacją, bo choroba hamuje rozwój mózgu - mówi dr hab. Leszek Sagan ze szczecińskiego Szpitala "Zdroje". Dodaje, że niektóre napady padaczkowe trudno skojarzyć z tą chorobą.

Jeżeli neurolog rozpozna padaczkę lekooporną, nie można czekać z operacją Fot. Archiwum

- Padaczki leczy się głównie farmakologicznie. Stosuje się leki i w większości przypadków dają one efekty, istnieje jednak grupa pacjentów, na których nie działają. W Polsce, według szacunków, takich chorych jest około 100 tys., przy czym dużą część stanowią dzieci. Wielu można pomóc operacyjnie - wyjaśnia w rozmowie z PAP dr hab. Leszek Sagan, który w Szpitalu "Zdroje" uczestniczy w tworzeniu ponadregionalnego Centrum Leczenia Padaczek Lekoopornych.

- Jeżeli neurolog rozpozna padaczkę lekooporną, nie można czekać z operacją, ponieważ to stracony czas dla rozwijającego się mózgu - wskazuje neurochirurg. Zaznacza, że podczas napadu padaczki mózg jest zaangażowany w "ogarniający go całkowicie bodziec elektryczny" tak intensywny, że mózg w kilka minut "przeżywa tydzień lub dwa".

- Gdy napady te występują cały czas, mózg szybciej się starzeje, degraduje się. Szczególnie u dzieci jest to bardzo niszczące, bo zupełnie hamuje ich rozwój - wyjaśnia Sagan. - To tak, jakby dziecko miało w głowie cały czas grające radio - mózg nie może prawidłowo pracować - dodaje. Zauważa, że istnieje wiele przyczyn padaczki: od zmian wrodzonych przez zmiany naczyniowe, aż po nowotwory.

Neurochirurg podkreśla, że zaburzenia przytomności podczas napadu padaczki często trudno skojarzyć z tą chorobą. Są to "napady nieobecności" - dziecko wpatruje się gdzieś przed siebie, jakby się zamyśliło, dlatego na początku często trudno o rozpoznanie.

Leczenie operacyjne polega na znalezieniu i usunięciu ogniska, które produkuje bodziec napadowy w mózgu.

- Sztuka polega na tym, żeby znaleźć ognisko i usunąć wszystko, co jest szkodliwe, nie uszkadzając zdrowych części mózgu - mówi lekarz. Dodaje, że diagnoza i leczenie, a także operacja to proces multidyscyplinarny, wymagający udziału specjalistów różnych dziedzin: neurologów (epileptologów), psychologów, elektrofizjologów i neurochirurgów.

- Efekty operacji widzimy już po dwóch, trzech dniach, szczególnie, kiedy rodzice, którzy przecież najlepiej znają dzieci, mówią nam, że inaczej się one zachowują - biorą książkę do ręki, inaczej mówią, chodzą, zupełnie otwierają się na świat - wskazuje specjalista.

- Po leczeniu, które stosujemy w Centrum, napady padaczkowe ustępują całkowicie lub też mogą być skutecznie hamowane lekami. Po operacji nie ma już padaczki lekoopornej - zaznacza.

22 marca br. odbyła się 25. operacja padaczki lekoopornej w Szpitalu "Zdroje". Pacjentką była 3,5-letnia Lena. - Operacja polegała na wycięciu nieprawidłowej rozwojowo tkanki, która znajdowała się w obrębie płata skroniowego mózgu, bardzo blisko struktur, które odpowiadają za pamięć i bodźcowanie bioelektryczne mózgu. Zmiany, które tam są położone, bardzo często powodują padaczkę lekooporną - wyjaśnia neurochirurg.

Centrum Leczenia Padaczek Lekoopornych rozpoczęło działalność we wrześniu 2018 r. Tworzą je Klinika Neurologii Rozwojowej Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego w Gdańsku i Oddział Kliniczny Neurochirurgii Dziecięcej z Pododdziałem Neurochirurgii Dorosłych SPS ZOZ "Zdroje" w Szczecinie.

26 marca obchodzony jest Międzynarodowy Dzień Epilepsji, zwany także "Lawendowym Dniem" lub "Purple Day". Wyrazem solidarności z osobami, które cierpią na tę chorobę jest wkomponowanie w strój fioletowych elementów. W Szczecinie na odcień purpury zostanie we wtorek podświetlony charakterystyczny budynek filharmonii. 

Elżbieta Bielecka - PAP