PW/Rynek Zdrowia | 23-06-2017 05:48

Na te bakterie antybiotyki nie działają. Jest się czego bać

Ministerstwo Zdrowia alarmuje i już nie zaleca, ale wprowadza obowiązkowe standardy zwiększające reżim sanitarny w szpitalach. Rośnie liczba zakażeń bakteriami, na które nie działają nawet antybiotyki "ostatniej szansy", a to oznacza brak ratunku dla pacjenta. Jeszcze nigdy nie było tak źle, a za chwilę może być gorzej.

FOT. Fotolia; zdjęcie ilustacyjne

Pomóc ma rozporządzenie ministra zdrowia w sprawie metod zapobiegania zakażeniom spowodowanym wybranymi biologicznymi czynnikami chorobotwórczymi o szczególnej zjadliwości lub oporności, którego projekt właśnie został skierowany do konsultacji społecznych. (Treść projektu, uzasadnienie, załączniki - tutaj).

Rozporządzenie przewiduje m.in. zwiększenie nadzoru epidemiologicznego nad szpitalami przez Państwową Inspekcję Sanitarną. Kładzie też nacisk na przeprowadzanie badań przesiewowych w kierunku wykrywania groźnych bakterii u pacjentów przyjmowanych do szpitala hospitalizowanych wcześniej w innych placówkach i izolację takich chorych.

Przypomina również o higienicznych środkach ostrożności, z tym, że nie dotyczą one tylko personelu. Rozporządzenie wprowadza wymóg edukacji samych pacjentów, którzy po pobycie w szpitalu mają np. uprać wszystkie ubrania; zakłada też, że w sali pacjenta przebywać może tylko jeden odwiedzający.

Zagrożenie jest realne
Jak zaznacza prof. Małgorzata Bulanda, kierownik Katedry Mikrobiologii CM UJ, członek zarządu Polskiego Towarzystwa Zakażeń Szpitalnych, pojawienie się projektu kolejnego rozporządzenia (tym razem bardziej szczegółowego niż ministerialne zalecenia z 2012 r.) dotyczącego procedur zapobiegających transmisji zjadliwych szczepów bakterii lekoopornych nie jest zaskoczeniem.

- Od wielu lat mówimy o zagrożeniu i o tym, że problem narasta lawinowo. Kłopot w tym, że choć mamy w tym zakresie zalecenia, nie zawsze są one przestrzegane - mówi profesor.

Dodaje, iż zasadniczy problem tkwi w braku świadomości co do rzeczywistego niebezpieczeństwa, jakie stwarzają szczególnie zjadliwe patogeny. Dotyczy to zarówno personelu, jak i pacjentów oraz ich rodzin.

- Mówienie o narastającym problemie antybiotykooporności bakterii nie jest straszeniem, lecz odniesieniem się do realnego, występującego już na co dzień zagrożenia. Rozporządzenie jest ważnym sygnałem, że mamy sytuację, w której wykrywamy i izolujemy przypadki takich zakażeń, ale już jutro procedury dzisiaj zalecane mogą stać się absolutnie obowiązkowe ze względu na skalę alertów - przekonuje profesor.

Dodaje: - Coraz częstsze są przypadki pacjentów, u których praktycznie nie ma możliwości zastosowania skutecznego antybiotyku. Z jednej strony nie mamy ich czym leczyć, z drugiej pozostają na oddziałach, stwarzając zagrożenie dla innych chorych.

New Delhi - jej się boimy najbardziej
Dla pacjentów szpitali szczególnie niebezpieczne są szczepy bakteryjnych Enterobacteriaceae (w tym pałeczki Klebsiella pneumoniae) wytwarzających karbapenemazy typu KPC, NDM, OXA-48, pałeczki Gram-ujemne Pseudomonas, Acinetobacter, Enterococcus oporne na wankomycynę oraz Clostridium difficile.

Ministerstwo Zdrowia podkreśla w projekcie rozporządzenia, że cechą wspólną tych czynników alarmowych jest oporność na antybiotyki β-laktamowe uważane dotąd za leki "ostatniej szansy" w leczeniu ciężkich zakażeń wywołanych przez te drobnoustroje.

Drobnoustrojem o zaawansowanej lekooporności, który wzbudza największy niepokój wśród specjalistów są pałeczki zapalenia płuc Klebsiella pneumoniae wytwarzające karbapenemazy typu New Delhi (NDM+), rozkładające antybiotyki. Drobnoustrój ten posiada wybitny potencjał rozprzestrzeniania się, z łatwością tworząc szpitalne ogniska epidemiczne, a jego nosicielstwo w przewodzie pokarmowym może się utrzymywać przez kilka lat.

Z informacji pochodzących z opracowań prof. Walerii Hryniewicz, konsultanta krajowego w dziedzinie mikrobiologii lekarskiej (przywołane w raporcie Głównego Inspektoratu Sanitarnego "Stan Sanitarny w Kraju w roku 2015") wynika, że w 2015 r. Klebsiella pneumoniae NDM+ stanowiła w zakresie zakażeń szpitalnych w Polsce najważniejszy problem medyczny i epidemiologiczny, dotyczący w szczególności szpitali warszawskich.

One już tu są
Klebsiella pneumoniae NDM+ zaatakowała w Polsce pod koniec 2012 r. w jednym ze szpitali poznańskich, po czym w ciągu kilku miesięcy doszło do dwóch regionalnych ognisk epidemicznych z epicentrami w Poznaniu i Warszawie. Ognisko epidemiczne poznańskie zostało opanowane w drugiej połowie 2014 r. Ale na tym nie koniec, złowrogie bakterie są nadal w kraju.

W 2015 r. do powiatowych inspektoratów sanitarnych szpitale zgłosiły dziewięć ognisk epidemicznych pałeczki zapalenia płuc (Klebsiella pneumoniae) wytwarzającej karbapanemazy typu New Delhi, w 2016 r. ognisk było już 35. Ponadto w województwie mazowieckim zarejestrowano 31 przypadków transmisji bezobjawowego nosicielstwa tej bakterii.

Jak informuje Jan Bondar, rzecznik prasowy Głównego Inspektoratu Sanitarnego, w 2016 r. ogniska epidemiczne zarejestrowano szpitalach w województwie: mazowieckim - 19, podlaskim - 9, zachodniopomorskim - 2, kujawsko-pomorskim - 1, łódzkim - 1, śląskim - 1, warmińsko-mazurskim - 1 i wielkopolskim - 1. Zakażeniu w tych ogniskach uległo 120 osób, natomiast u 323 osób u których wykonano badania stwierdzono nosicielstwo/kolonizację.

- Wśród hospitalizowanych pacjentów Klebsiella pneumoniae NDM wystąpiła najczęściej w postaci bezobjawowego nosicielstwa, zaś w przypadku zakażenia inwazyjnego przede wszystkim u osób z obniżoną odpornością tj. osób starszych, u osób z towarzyszącymi chorobami przewlekłymi. Na podstawie raportów stwierdzono, iż zakażenia dotyczyły w szczególności układu moczowego, układu oddechowego (zapalenia płuc), zakażenia ran i zakażenia krwi - podaje Jan Bondar.

Wpis cenny jak życie
Wśród niemal równie groźnych ognisk zakażeń szpitalnych zgłoszonych do Państwowej Inspekcji Sanitarnej w 2016 r. były też te wywołane przez inne bakterie lekooporne m.in. ​przez: Clostridium difficile - 151 ognisk epidemicznych, co stanowi 28,3 proc. ogółu zgłoszonych ognisk (843 osoby zakażone); Acinetobacter baumannii oporny na karbapenemy - 5 ognisk epidemicznych, co stanowi 0,9 proc. ogółu zgłoszonych ognisk (35 osób zakażonych).

Z danych epidemiologicznych wynika, że regionami, w których zagrożenie transmisją lekoopornymi bakteriami jest szczególnie duże są obecnie Mazowsze i Podlasie. Hospitalizacja pacjentów z tych województw niesie zwiększone ryzyko rozprzestrzenienia zakażeń szpitalnych tymi patogenami. W związku z tą sytuacją niektóre szpitale już wprowadziły zmiany w procedurach przyjęć pacjentów.

Z pacjentami pochodzącymi z tamtych regionów lub z ich rodzinami przeprowadzane są specjalne wywiady w kierunku informacji o przebytych zakażeniach; częściej też przeprowadzane są badania przesiewowe w tym kierunku.

- Oczywiście nie można piętnować takich pacjentów, ale niezwykle ważna staje się swoista lojalność pomiędzy lekarzami, która nakazuje wpisywanie do dokumentacji stosownych informacji. To warunek wczesnego dostrzeżenia możliwego zagrożenia przy przyjmowaniu pacjenta do kolejnego szpitala, najczęściej wielospecjalistycznego - zwraca uwagę prof. Małgorzata Bulanda.

Dodaje, że takie wskazówki mają niezwykle istotne znaczenie, gdyż badania przesiewowe w kierunku wykrywania bakterii lekoopornych są drogie i nie ma możliwości przeprowadzania ich u wszystkich pacjentów.

Po prostu: myjmy ręce
Zdaniem prof. Małgorzaty Bulandy dotąd największe problemy mamy z izolacją chorych nosicieli patogenów alarmowych (co także przyznaje MZ w uzasadnieniu do rozporządzenia) oraz z... myciem rąk przez personel, pacjentów i odwiedzających, bo to na nich głównie są przenoszone niebezpieczne bakterie.

Dochodzi też kolejny problem. Szpital, oddział w którym przebywa pacjent zakażony lekooporną bakterią staje się niebezpieczny dla odwiedzających.

- Uważam, że absolutnie uzasadnione jest proponowane w rozporządzeniu podejście, które ogranicza liczbę odwiedzających. Kładzie także nacisk na edukowanie rodziny pacjenta o tym, jak ważne jest choćby nie wynoszenie ze szpitala jednorazowych fartuchów lub ochraniaczy na obuwie, bo to otwarta droga ku transmisji niebezpiecznych patogenów. Bakterie wniesione do szpitala zwykle nikomu nie szkodzą, odwrotnie - to te wyniesione ze szpitala są większym zagrożeniem epidemicznym - przestrzega profesor.