Katarzyna Gubała/Rynek Zdrowia | 30-04-2019 06:00

Na styku POZ i SOR iskrzy, ale kłótnia w rodzinie nie jest potrzebna

Pacjenci często sygnalizują ratownikom medycznym i personelowi SOR, że nie mogli dostać się do lekarza podstawowej opieki zdrowotnej - stąd ich obecność na szpitalnym oddziale ratunkowym. Przedstawiciel Kolegium Lekarzy Rodzinnych w Polsce oponuje, że POZ-y są w zasadzie jedynymi jednostkami opieki zdrowotnej, do których nie ma kolejek. I nie godzi się na nazywanie tych pacjentów ''odesłanymi z POZ''.

Przybywa nowoczesnych i dobrze wyposażonych SOR-ów. Dostęp do szybkiej i pełnej diagnostyki kusi pacjentów, którzy mają dość kolejek. Na zdjęciu: SOR Szpitala Wojewódzkiego im. Świętego Łukasza w Tarnowie. Fot. Paweł Topolski

Krzysztof Wiśniewski, ratownik medyczny - specjalista pielęgniarstwa ratunkowego, kierownik Działu Usług Medycznych i Szkoleń w Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Bydgoszczy podaje, że do SOR w ciągu doby trafia średnio 150-200 pacjentów. Powoduje to konieczność segregacji  i wyodrębnienia tych chorych, którzy wymagają natychmiastowej pomocy. Inni muszą czekać i pomoc będzie im udzielona w trybie odroczonym.

Wyjaśnia, że w SOR najczęściej spotykanym modelem segregacji pacjentów i poszkodowanych jest Manchester Triage System (MTS) opracowany w 1995 r. System ten rozróżnia 5 grup pacjentów zgłaszających się do szpitala: 1 czerwony - pomoc natychmiastowa - bez oczekiwania, 2 pomarańczowy - pomoc bardzo pilna - czas oczekiwania 10 min, 3 żółty - pomoc pilna - 60 min, 4 zielony - pomoc odroczona - 4 godz. oraz 5 niebieski - pacjent odroczony - 8 godz.

- Sprawą oczywistą jest, że w SOR powinni znajdować się tylko i wyłącznie pacjenci w stanie nagłego zagrożenia zdrowotnego. Niestety niewydolność podstawowej opieki zdrowotnej, nocnej i świątecznej opieki zdrowotnej powoduje, że pacjenci szukają pomocy w SOR lub pogotowiu ratunkowym - mówi Krzysztof Wiśniewski.

W jego opinii wymagana jest nie reforma systemu Państwowego Ratownictwa Medycznego, bo ''system ten działa świetnie, ale właśnie reforma POZ''.

- Pacjenci często sygnalizują, że nie mogą dodzwonić się do przychodni, telefon jest ciągle zajęty lub nikt nie odbiera. Jak się dodzwonią okazuje się, że lekarz może przyjechać za kilka godzin. Do przychodni specjalistycznych bardzo trudno się zarejestrować. Czas oczekiwania do lekarzy specjalistów potrafi przekraczać 12 miesięcy. To powoduje, że pacjenci szukają pomocy w SOR lub pogotowiu ratunkowym - wskazuje kierownik działu szkoleń w WSPR w Bydgoszczy.

Płacę składki i wymagam!
Przywołuje dane z kontroli NIK  - aż 80 proc. pacjentów nigdy nie powinna się zjawić w SOR.

- Oprócz niewydolności systemu POZ daje się również zauważyć dużą niezaradność społeczeństwa. Nie potrafimy udać się do apteki, przyjąć leku przeciwbólowego czy rozkurczowego, przeciwgorączkowego. Oczekujemy, że antybiotyk zacznie działać już po pierwszej tabletce. Nie potrafimy zaopatrzyć małego zranienia. Nie chce nam się stać w kolejce w przychodni. Wczytujemy się w ''doktora Google'', gdzie wpisując nasze objawy chorobowe okazuje się, że każdy z nas jest niemal śmiertelnie chory - wylicza.

Nie ukrywa, że ludzie potrafią zmyślać objawy w SOR tak, aby lekarz zrobił jak najszerszy panel badań.

- Jesteśmy roszczeniowi i awanturujemy się - żądamy! Bo płacimy składki! Należy jednak pamiętać, że jeśli przychodzimy na SOR z błahymi objawami nie zagrażającymi naszemu zdrowiu i życiu, przewlekłymi chorobami itp. odbieramy szansę na przeżycie ciężko chorym, pacjentom w stanie nagłego zagrożenia zdrowotnego - alarmuje.

Żeby uwypuklić problem przywołuje dane: liczba Zespołów Ratownictwa Medycznego w Polsce to 1543, co daje średnio jeden ambulans na  25-30 tys. osób; liczba SOR to 232 i średnio jeden taki oddział przypada na 164 tys. osób.

- Pacjenci ''zieloni'' i ''niebiescy'' muszą mieć świadomość, że gdzieś za drzwiami toczy się walka o człowieka w stanie zagrożenia zdrowia i życia. Udar mózgu, zawał mięśnia sercowego, obrażenia wielonarządowe, nagłe zatrzymanie krążenia, poszkodowani z wypadków komunikacyjnych, duszność, krwotoki, zatrucia, wstrząs anafilaktyczny itp. ''Zieloni'' i ''niebiescy'' muszą się przygotować na kilka godzin oczekiwania na pomoc. Nie mogą mieć pretensji. Nie mogą być agresywni w stosunku do personelu medycznego - podkreśla Krzysztof Wiśniewski.

POZ ma coś do zaoferowania
Dr Tadeusz Urban, prezes Okręgowej Rady Lekarskiej w Katowicach zaznacza, że zakwalifikowaniu pacjentów na "niebiesko" i "zielono" zawsze powinna towarzyszyć informacja, że czas oczekiwania na udzielenie pomocy w związku z ich dolegliwościami może być wielogodzinny i powinni zgłosić się do lekarza rodzinnego lub skorzystać z punktów nocnej i świątecznej opieki medycznej, gdzie znacznie szybciej otrzymają pomoc.

Dodaje, że POZ, jak i nocna i świąteczna opieki, oferują badanie lekarskie i ustalenie stosownego leczenia, czyli to, czego oczekuje większość pacjentów w związku z pojawieniem się dolegliwości.

- Ci lekarze powinni decydować, czy istnieje konieczność wykonania badań dodatkowych w trybie nagłym i to oni mogą przekierować pacjentów na SOR bądź kierować do konkretnych oddziałów w celu hospitalizacji, ponieważ na podstawie badania i wywiadu mogą postawić konkretne rozpoznanie i stwierdzić konieczność przyjęcia do szpitala - wskazuje prezes OIL w Katowicach.

Dodaje, że lekarze POZ mogą wypisać skierowanie na niezbędne badania, które będą mogły być wykonane w trybie ambulatoryjnym w kolejnym dniu. Mogą też kierować na badania, które muszą być wykonane w laboratorium z pominięciem kolejki na SOR.

- Wszyscy pacjenci powinni mieć świadomość, że chęć ułatwienia sobie życia może odebrać innym szansę na jego uratowanie. Stąd idea naszej akcji ''SOR(RY), TU RATUJE SIĘ ŻYCIE!'', aby poprawić świadomość społeczeństwa, co do zasadności korzystania z placówek nocnej i świątecznej pomocy, zamiast z SOR - podaje dr Urban.

Pacjenci szukają sposobów omijanie kolejek
Dr Michał Sutkowski, rzecznik Kolegium Lekarzy Rodzinnych w Polsce zgadza się z tym, że nawet 80 proc. pacjentów SOR, to osoby, które nie powinny tam trafić - osobiście wspiera akcję ''SOR(RY) tu się ratuje życie''. Nie zgadza się jednak z tym, żeby nazywać tę grupę pacjentów ''odesłanymi z POZ''.

- Może się zdarzyć, głównie w wielkich miastach, że chory nie będzie przyjęty tego samego dnia przez lekarza rodzinnego, ale w zasadzie jesteśmy jedynymi jednostkami opieki zdrowotnej, do których nie ma kolejek. Problem w tym, że pewna grupa pacjentów niebędących w stanie pilnym chce uzyskać wizytę lekarską od zaraz, a jednocześnie nie zna zasad działania nocnej i świątecznej pomocy lekarskiej i pielęgniarskiej zarówno stacjonarnej, jak i wyjazdowej. 20 lat reformy i ludzie wciąż nie wiedzą, co to jest NPL, a jest to przedłużenie pracy lekarza rodzinnego - podkreśla dr Sutkowski.

W efekcie mamy pacjentów, którzy się zgłaszają niepotrzebnie na SOR albo wzywają karetkę pogotowia i tak prowadzą rozmowę z ratownikiem medycznym, że ten zabiera ich na SOR.

- Nie zgadzam się z tym, co też jest powtarzane, że to lekarze rodzinni kierują na SOR swoich pacjentów. Może zdarzają się takie przypadki, ale nie jest to regułą. Pacjenci sami szukają sposobów, żeby od ręki uzyskać np. diagnostykę. Tak sobie radzą z niedostatkami systemu ochrony zdrowia, ale to jest nie fair nawet w stosunku do innych chorych. Wina leży w braku kadry, finansów, ale również w braku edukacji obywatelskiej - co powinno być obowiązkiem regulatora, płatnika a nie tylko lekarza - wskazuje rzecznik KLRwP.

POZ zbiera cięgi za niedostatki całego systemu
Dodaje, że lekarze rodzinni są tym, którzy na co dzień tłumaczą się za system.

- Nie mogę pana skierować na te badania; ma pan skierowanie, ale wizyta u endokrynologa będzie za pół roku itd. Oraz wyjaśnienie, jak działa system. Pacjenci mogą stosunkowo łatwo dowiedzieć się, gdzie uzyskać nocną pomoc lekarską, ale już nie wiedzą z jakimi przypadkami mogą się tam zgłosić. Inna sprawa, że nocna pomoc lekarska choć jest przedłużeniem POZ, nie jest tak dobrze zorganizowana jak dzienna. Na wiele niedostatków w NPL przymyka się oczy. Brakuje w niej specjalistów medycyny rodzinnej, obejmuje zbyt wiele pacjentów, co utrudnia np. wezwanie lekarza na wizytę domową - wymienia dr Sutkowski.

To wszystko rzutuje na sytuację na szpitalnych oddziałach ratunkowych.

- Na styku POZ i SOR najbardziej widać mankamenty systemu, ale najmniej potrzeba nam jest kłótnia w rodzinie. Lekarze powinni stanąć razem - nie dzielić się w tej kwestii na lekarzy rodzinnych i tych z SOR, nie przerzucać się odpowiedzialnościami. Wymagajmy razem od Ministerstwa Zdrowia, od NFZ rzetelnej i nieustającej edukacji społeczeństwa na ten temat - podsumowuje dr Michał Sutkowski.