Gazeta Wyborcza/Rynek Zdrowia | 09-09-2009 15:54

Na bóle wieńcowe iwabradyna

Wedle najnowszych badań iwabradyna jest szczególnie skuteczny u pacjentów skarżących się na bóle wieńcowe. Nie tylko uwalniał ich od tych bóli, ale także chronił przed wylądowaniem w szpitalu z powodu zawału.

Włoch dr. Dario DiFrancesco, który równo przed 30 laty odkrył pewien mechanizm związany z szybkością pracy serca. Działa ono niezależnie od woli, a automatyzm ów zawdzięcza dwóm skupiskom samonapędzających się komórek mięśniowych. Przez komórki te przenikają w obie strony jony sodu, potasu i wapnia, co jest podstawą ich działania. DiFrancesco wpadł na trop nowego, nieznanego wcześniej kanału (nazwano go kanałem f od „funny”, czyli śmieszny), przez który przedostają się jony sodu i potasu. Okazało się, że jeśli się go zablokuje, serce natychmiast zaczyna bić wolniej.

Jakiś czas później odkryto substancję, która specyficznie blokuje kanał f. Stała się ona następnie podstawą leku zwalniającego akcję serca. Stosowny specyfik pod nazwą iwabradyna został zarejestrowany w Europie cztery lata temu.

Podczas zakończonego w ubiegłym tygodniu tegorocznego spotkania Europejskiego Towarzystwa Kardiologicznego w Barcelonie przedstawiono najnowsze dane na temat iwabradyny. Okazuje się, że lek jest szczególnie skuteczny u pacjentów skarżących się na bóle wieńcowe. Nie tylko uwalniał ich od tych bóli, ale także chronił przed wylądowaniem w szpitalu z powodu zawału. Dotyczyło to szczególnie chorych, których puls wyjściowo przekraczał 70 uderzeń na minutę.

Eksperci zebrani w Barcelonie zwracali uwagę na to, że mierzenie pulsu jest wciąż niedocenianym badaniem. Prof. Ake Hjalmarson z Instytutu Chorób Serca i Płuc Uniwersytetu w Göteborgu mówił, iż brakuje wciąż standardów, jak mierzyć puls: na siedząco czy stojąco, przez 15 czy 30 sekund, jak długo pacjent powinien odsiedzieć w gabinecie przed badaniem – minutę czy pięć, wreszcie, czy należy pytać o niedawne wypicie kawy lub wypalenie papierosa.

Naczelnym tematem tegorocznego spotkania w Barcelonie było zapobieganie chorobom serca. Choroba wieńcowa to pierwsza dziś przyczyna zgonów na świecie. Co więcej, przez najbliższe 20 lat się to nie zmieni. Z miażdżycą naczyń zmaga się prędzej czy później większość z nas i jedyne, co możemy tu zdziałać, to zdrowiej żyć - nie palić, mądrzej się odżywiać, nie przesadzać z solą, kawą, nasyconymi tłuszczami, a także bronić się przed siedzącym trybem życia, gdy podstawowym ruchem staje się ruch palców na klawiaturze komputera.

Sir Richard Peto z Uniwersytetu w Oksfordzie zwracał uwagę na to, że pali dziś coraz więcej kobiet i że papierosy szkodzą im na serce jeszcze bardziej niż mężczyznom. Pocieszające jest jednak to, że po wyzwoleniu się z kilku-, kilkunastoletniego nałogu kobiece serce i naczynia mogą jeszcze wrócić do normy.

Prof. Jaakko Tuomilehto z Uniwersytetu Helsińskiego opowiadał, jak w jego kraju udało się obniżyć spożycie soli i jak się to przełożyło na stan zdrowia obywateli. Od 1972 do 2002 r. dzienne zużycie soli w Finlandii spadło niemal o połowę (z 14 do 8 gramów na głowę dziennie). W tym samym czasie średnia wartość rozkurczowego (tego niższego) ciśnienia krwi spadła z 93 do 82. By to osiągnąć, Finowie namówili lokalnych producentów żywności do zmniejszenia ilości soli dodawanej do wędlin, mięsa, pieczywa, produktów mlecznych czy konserw.

Prof. Xavier Jouven ze szpitala im. Georges'a Pompidou w Paryżu namawiał do regularnego wysiłku fizycznego, prosząc jednak, by robić to z umiarem. Jeśli ktoś, kto siedzi stale przy biurku, próbuje w wakacje nadrobić wszystkie zaległości, może się to skończyć tragicznie. Okazuje się, że we Francji umiera nagle na serce podczas wykonywania ćwiczeń fizycznych aż tysiąc osób rocznie. Najwięcej ofiar zdarza się wśród rowerzystów, osób uprawiających jogging i grających w piłkę nożną. Umierają przede wszystkim mężczyźni, ich średnia wieku to 47 lat.