Ponad 5,5 tys. kobiet zrobiło mammografię w trzech dolnośląskich przychodniach, w których - jak się teraz okazało - wartość diagnostyczna badań może budzić wątpliwości z powodu ich złej jakości. GW dotarła do wyników specjalnego audytu. Na 13 skontrolowanych jednostek w województwie dolnośląskim aż trzy - w Bogatyni, Lubinie i Wrocławiu - dostały ocenę niedostateczną. Wczoraj profesor Zbigniew Religa apelował o ujawnienie nazw pracowni w kraju, w których jakość badań wykonywanych w ramach programu przesiewowego raka piersi jest niewłaściwa.

W poniedziałek Jolanta Kotowska, kierowniczka Wojewódzkiego Ośrodka Koordynującego "Populacyjny program wczesnego wykrywania raka piersi", uspokajała na łamach "Gazety", że na Dolnym Śląsku nie ma problemów z jakością badań mammograficznych. Twierdziła, że w ubiegłym roku skontrolowano 14 pracowni, a tylko jedna nie uzyskała dobrej oceny. Nie chciała podać jej nazwy. - Dolnoślązaczki mogą być spokojne. Na tle kraju wypadamy bardzo dobrze - zapewniała Kotowska

Audyt kliniczny polegał na ocenie zdjęć rentgenowskich. Przychodnie same wybierały klisze, które w Warszawie oglądali doświadczeni radiolodzy powołani przez krajowego konsultanta ds. radiologii i diagnostyki obrazowej. Eksperci nie wiedzieli, skąd pochodzą zdjęcia. Wyniki okazały się zatrważające. Jak w ubiegłym tygodniu ujawniła "Gazeta", co trzecia placówka w Polsce niewłaściwie robiła badania. Zdjęcia były nieczytelne i na ich podstawie nie można było jasno stwierdzić, czy kobieta jest zdrowa, czy też natychmiast powinna rozpocząć leczenie.

Gazeta dotarła do wyników audytu przeprowadzonego na Dolnym Śląsku. Okazało się, że nie jest tak dobrze, jak zapewniała Kotowska, bo na 13 skontrolowanych jednostek aż trzy - w Bogatyni, Lubinie i Wrocławiu - dostały ocenę niedostateczną.

- Pomyliłam się, głupio mi - teraz tłumaczy się kierowniczka WOK.

Z danych NFZ wynika, że w 2007 roku te placówki przebadały w sumie 4159 kobiet, od stycznia do października tego roku - 1487 osób.

Jedną ze źle ocenionych placówek jest duża przychodnia przy ulicy Pabianickiej we Wrocławiu. Jej wicedyrektorka Ewa Masiuk: - Skąd pani wie o tych wynikach? My nie dostaliśmy wniosków pokontrolnych ani specjalnych zaleceń. Zatrudniamy dobrze wyszkolonych specjalistów z Akademii Medycznej. Na podstawie pojedynczego badania nie można wyciągać tak negatywnych dla nas wniosków - mówi i grozi sądem za zniesławienie przychodni.

Za program wczesnego wykrywania raka piersi odpowiada w Polsce Centralny Ośrodek Koordynujący w Warszawie. Jego kierownik Jerzy Giermek też nie chce ujawnić placówek, które nieprawidłowo badały kobiety.

Giermek uważa, że kobiety, które mają wątpliwości, czy zostały właściwie zdiagnozowane, powinny cierpliwie czekać, bo w przyszłym roku ponownie będą objęte bezpłatną mammografią.

GW zapytała dr. Marka Pudełkę, dolnośląskiego konsultanta w dziedzinie chirurgii onkologicznej, co dla kobiety z nowotworem piersi oznacza dwuletnia zwłoka w podjęciu leczenia: - O 20 procent zmniejszy się jej szansa na przeżycie następnych pięciu lat. Jeśli w przyszłym roku kobieta powtórzy mammografię i okaże się, że ma guz o średnicy trzech-czterech centymetrów, to będzie znak, że symptomy choroby można było zauważyć podczas pierwszego badania.

Podobał się artykuł? Podziel się!
comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH