dziennikzachodni.pl/Rynek Zdrowia | 20-09-2016 10:45

Międzychód: zmarł czekając na karetkę. Mieszkał naprzeciwko szpitala

Mieszkaniec Międzychodu stracił przytomność. Rodzina wezwała pogotowie ratunkowe. Karetka z innej miejscowości przyjechała po pół godzinie. Pacjenta nie udało się uratować.

Karetka przyjechała po 30 minutach od wezwania Fot. PTWP

Żona chorego wybiegła do Szpitala Powiatowego, który znajduje się naprzeciwko ich domu i w Szpitalnym Oddziale Ratunkowym prosiła o pomoc. Usłyszała, że musi czekać na karetkę - informuje Dziennik Zachodni.

Karetka z Sierakowa przyjechała po 30 minutach. Ambulans z Międzychodu był w tym czasie w Nowym Tomyślu. Na pomoc było już za późno.

Jak wskazuje Maciej Bak, dyrektor Szpitala Powiatowego w Międzychodzie, jeśli pacjent nie znajduje się w SOR, nie można udzielić mu pomocy. W takich przypadkach może to zrobić jedynie lekarz rodzinny lub pogotowie ratunkowe.

Więcej: dziennikzachodni.pl