Lubuskie: czy specjaliści medycyny ratunkowej zaczną "rejterować"?

W województwie lubuskim od czterech lat trwają poszukiwania lekarzy koordynatorów ratownictwa medycznego. Specjalistów w tej dziedzinie brakuje też do pracy na SOR i w karetkach. Wielu anestezjologów, chirurgów, chirurgów dziecięcych czy ortopedów, którzy zdobyli specjalizację w dziedzinie medycyny ratunkowej po odbyciu tzw. krótkiej ścieżki, wróciło do swoich specjalizacji.

Jak podaje Gazeta Wyborcza, pierwszy konkurs na stanowisko koordynatorów ogłoszono w 2007 r. Dotąd nie udało się zapełnić wszystkich pięciu etatów. Obecnie praca sześciu lekarzy składa się w sumie na 3 i pół etatu.

Praca lekarza koordynatora ratownictwa medycznego w Centrum Zarządzania Kryzysowego u wojewody lubuskiego polega na całodobowym dyżurze za biurkiem przy telefonie. Andrzej Szmit, wojewódzki konsultant w dziedzinie medycyny ratunkowej, przyznaje, że nie każdy lekarz chce zmieniać się w urzędnika i siedzieć za biurkiem. Poza tym specjalistów medycyny ratunkowej po prostu brakuje.

– Już wiele lat temu mówiłem, że ratownictwo medyczne nie będzie się zmagać z brakiem ambulansów czy oddziałów ratunkowych, a właśnie z brakiem chęci lekarzy do podejmowania kształcenia i pracy w tej bardzo trudnej dziedzinie medycyny. Dziedzinie, która nie ma co ukrywać, ma najmniejszy szacunek wśród społeczności lekarskiej, obciążona jest olbrzymią odpowiedzialnością prawną i napięciem psychicznym – mówi nam Andrzej Szmit.

Jak podkreśla, lekarz medycyny ratunkowej częstokroć pracuje we wrogim sobie środowisku, jest narażony na pobicie i wyzwiska, podejmuje decyzję indywidualnie, bo nie ma możliwości konsultacji diagnozy z kolegami lekarzami, musi być też być multispecjalistą.

– A to wszystko za wcale nie tak atrakcyjne pieniądze, jakich można by po takiej pracy oczekiwać. Stąd też wielu anestezjologów, chirurgów, chirurgów dziecięcych czy ortopedów, którzy zdobyli specjalizację w dziedzinie medycyny ratunkowej po odbyciu tzw. krótkiej ścieżki, wróciło do swoich specjalizacji – przyznaje konsultant.

Okazało się, że w medycynie ratunkowej nie ma co liczyć na budzące emocje wynagrodzenia. Jak przyznaje Andrzej Szmit, który jest też dyrektorem Samodzielnego Publicznego Szpitala Wojewódzkiego w Gorzowie Wlkp., specjaliście którego chce zachęcić do pracy na oddziale i który przyniesie szpitalowi dobry kontrakt, musi zapłacić 70-90 zł za godzinę.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH