Lublin: lekarz uznał go za zmarłego - pacjent żył jeszcze osiem godzin

Lekarz z karetki pogotowia przerwał reanimację, a ciało mężczyzny zostało nakryte plastikowym workiem. Wtedy policjanci zauważyli, że worek się poruszył. Mężczyzna żył jeszcze osiem godzin - zmarł w szpitalu.

50-letni Stanisław K. przyjechał do Lublina 2 grudnia z Wiednia. Około godz. 7 wysiadł z busa i upadł na chodnik. Przy leżącym mężczyźnie pojawili się policjanci, których zaalarmowali przechodnie. Rozpoczęli reanimację. Karetka dojechała po sześciu minutach od wezwania. Ratownicy przejęli prowadzenie akcji ratunkowej. Zaraz potem dotarła druga karetka z lekarzem.

Postępowanie reanimacyjne trwało około godziny. Gdy lekarz doszedł do wniosku, że reanimacja się nie powiodła i trzeba ją przerwać, ciało mężczyzny zostało przykryte.

Już po zakończonej akcji reanimacyjnej policjanci zauważyli, że "zmarły" poruszył się pod przykryciem. Jeden z nich, funkcjonariusz po specjalistycznym przeszkoleniu ratowniczym, zaczął go reanimować.

Następnie reanimacją ponownie zajął się lekarz. Stanisław K. został przewieziony do PSK nr 1 w Lublinie, gdzie zmarł.

Zdaniem dyrektora Zdzisława Kuleszy, dyrektora Wojewódzkiego Pogotowia Ratunkowego SP ZOZ w Lublinie, to wyjątkowy przypadek, choć medycyna zna takie zdarzenia. Dyrektor uważa też, że nie doszło do zaniedbań w akcji reanimacyjnej.

Że takie przypadki, choć wydawałoby się niemożliwe, jednak się zdarzają, potwierdza zdarzenie z Jastrzębia Zdroju. W 2009 r., pod koniec grudnia do jednego mieszkań, gdzie przebywał 76 letni pacjent bez oznak życia, zostało wezwane pogotowie.

- Na miejsce przyjechała ekipa z doświadczoną lekarką ze specjalizacją m.in. z anestezjologii, która po reanimacji i wykonaniu wszelkich niezbędnych czynności stwierdziła zgon - komentował wówczas zdarzenie Jerzy Wiśniewski, rzecznik prasowy Wojewódzkiego Pogotowia Ratunkowego.

Trzy godziny później na pogotowie zadzwonił pracownik zakładu pogrzebowego, który stwierdził, że u rzekomego denata wyczuł "prawdopodobne oznaki życia". Na miejsce wyruszyła ta sama ekipa. Lekarka jeszcze raz wykonała u pacjenta EKG, które wykazało elektryczną akcję serca uderzającego 20-30 razy na minutę. Przeprowadzono reanimację krążeniowo-oddechową i natychmiast przetransportowano pacjenta na OIOM, gdzie jego stan się ustabilizował.

- Nie przypominam sobie z mojej praktyki przypadku, żeby pacjent uznany za zmarłego "ożył", choć słyszałem takie doniesienia. Przy współczesnym rozwoju techniki, możliwościach diagnostycznych jaka daje nowoczesna aparatura, przynajmniej teoretycznie wydaje się to niemożliwe - stwierdza w rozmowie z portalem rynekzdrowia.pl dr Marek Niemirski, rzecznik Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego i Transportu Sanitarnego w Warszawie

W sprawie przypadku z 2 grudnia w Lublinie prokuratura prowadzi czynności sprawdzające z urzędu, bowiem drogą służbową trafiła tam policyjna notatka o przebiegu zdarzenia. Prokurator ustali, czy postępowanie załogi karetki było prawidłowe.

CZYTAJ TAKŻE

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH