Dziennik Wschodni/Rynek Zdrowia | 03-08-2011 14:04

Lublin: kto ma pomóc nieprzytomnemu, który leży przed szpitalem?

Przed wejściem do Samodzielnego Publicznego Szpitala Klinicznego nr 1 w Lublinie 1 sierpnia zasłabł pięćdziesięcioletni mężczyzna. Przechodnie pobiegli po pomoc do lecznicy. Na temat tego, co stało się później, relacje są różne.

Dziennik Wschodni, którego reporterka była świadkiem zdarzenia i osobiście prosiła o udzielenie pomocy nieprzytomnemu, utrzymuje, że personel szpitala nie zareagował i doradził wezwanie karetki.

Innego zdania jest szpital: ”Po wezwaniu karetki pogotowia ratunkowego przez świadków zdarzenia , kontynuowanie udzielania pomocy było przeprowadzane przez dwie pielęgniarki anestezjologiczne, które oceniły stan pacjenta, udrożniły drogi oddechowe, ułożyły w pozycji bezpiecznej. Następnie jedna pozostała przy chorym, zaś druga pobiegła do izby przyjęć po lekarza dyżurnego, który przybył na miejsce po zabezpieczeniu swoich pacjentów” - czytamy w piśmie opublikowanym 3 sierpnia w Dzienniku Wschodnim. W imieniu dyrekcji szpitala wystosowała je Agnieszka Mikuła-Mazurkiewicz, ordynator Szpitalnego Oddziału Ratunkowego.

Zawraca ona również uwagę, że lekarz szpitalnego oddziału ratunkowego powinien pozostać na stanowisku pracy. Jego opuszczenie jest możliwe tylko w sytuacji, kiedy nieobecność lekarza nie będzie stanowiła zagrożenia dla życia pacjentów pozostających pod jego opieką oraz w przypadku możliwości zastąpienia przez innego lekarza dyżurnego.

Ostatecznie chorego przetransportowano do Oddziału Toksykologii Szpitala Wojewódzkiego w Lublinie.

Więcej: www.dziennikwschodni.pl

O problemach związanych z udzielaniem pomocy w podobnych sytuacjach czytaj także naszą rozmowę z Czarosławem Kijonką, ordynatorem SOR Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego nr 5 w Sosnowcu: http://www.rynekzdrowia.pl/Wywiady