50 proc. z kobiet, które decyduje się na poczęcie metodą in vitro, nie potrzebuje jej. Większość par jest kierowana do tych procedur bez głębszej diagnostyki - mówił dr Philip Boyle z Galway Clinic w Irlandii podczas konferencji naukowej poświęconej naprotechnologii, która odbyła się Uniwersytecie Medycznym w Lublinie.

Efektywność metod sztucznego rozrodu w warunkach europejskich opisuje raport ESHRE (Narodowy Rejestr Rozrodu Wspomaganego). Jak podaje Gazeta Wyborcza, wynika z niego, że skuteczność procedur in vitro oraz ICSI sięga ok. 30 proc. Dane z 2005 roku, opublikowane w roku ubiegłym, mówią o ok. 80 tys. klinicznych ciąż, z czego w 47 tys. przypadków doszło do porodu, a 32 tys. to poronienia.

Irlandzki lekarz zwrócił uwagę, że z danych wynika, iż we Włoszech zanotowano tylko 8-procentowy wskaźnik żywych urodzeń przy regulacjach prawnych, mających na celu ochronę embrionu. Wniosek: aby wskaźnik żywych urodzeń in vitro był znaczący, niezbędne jest wyprodukowanie nadwyżki embrionów.

Stwierdził, że spośród 750 tys. embrionów otrzymanych w procedurze in vitro w Wielkiej Brytanii, mniej niż 35 tys. miało szanse się urodzić, co wskazuje, że jest to wysoce aborcyjna technika, a także niosąca ze sobą ryzyko powikłań.

Podał też, że w Irlandii dzięki naprotechnologii od 1998 r. urodziło się ok. tysiąca dzieci. Sukces udało się osiągnąć u średnio 50 proc. niepłodnych par, 20-30 proc. u par po nieudanym in vitro oraz  u 80 proc. par z problemem nawracającego poronienia.

W opinii lekarza, słabą stroną procedur in vitro jest też to, że przewidują dokładnej diagnostyki, co jest podstawą w naprotechnologii.

Jak informuje Gazeta Wyborcza, dr Philip Boyle ma 11-letnią praktykę w leczeniu niepłodności metodą naprotechnologii, w tym 168 par poczęć wśród 136 par po nieudanym in vitro.

Większość z tych pacjentek była w zaawansowanym wieku prokreacyjnym, a 74 proc. z nich nigdy wcześniej nie rodziło. Każda z tych par przynajmniej raz próbowała in vitro.

Irlandzki lekarz podkreślił, że oprócz ścisłej diagnostyki i odpowiedniego leczenia farmakologicznego i chirurgicznego ważny jest czas. Najlepiej by poczęcie nastąpiło po poprawie cyklu, by dać sobie na to czas dwunastu cykli.

Jego zdaniem, że lekarze stosujący in vitro najczęściej zachęcają pacjentki do szybkiej decyzji, bo po 34. roku życia wskaźnik żywych urodzeń w metodzie in vitro spada. Tymczasem z badań wynika, że wskaźniki naturalnych poczęć są wyższe w każdym przedziale wiekowym.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH