Jedyna na Lubelszczyźnie stacja dializ dla dzieci, by ratować życie najmłodszych, musi uprawiać filantropię. Narodowy Fundusz Zdrowia w Lublinie płaci za zabieg 430 złotych, choć jego rzeczywisty koszt wynosi zwykle około tysiąca złotych. Dziecięcy Szpital Kliniczny w Lublinie, w którym stacja działa, do każdego zabiegu dokłada więc kilkaset złotych.

– Wszystko przez kosztowne dojazdy, których fundusz w swoich wycenach nie uwzględnia. Szpital na dializy przywozi dzieci np. spod Białej Podlaskiej, Krasnobrodu i z innych dalekich zakątków województwa. Gdyby nas nie było, to dzieci musiałyby jeździć do Warszawy. Dość liczne już stacje dializ dla dorosłych nie są w stanie zająć się najmniejszymi pacjentami, ponieważ specyfika przewlekłej niewydolności nerek różni się w zależności od wieku – mówi prof. Małgorzata Zajączkowska, kierowniczka Kliniki Nefrologii w DSK.

Kilka lat temu, z powodu dopłacania do dializ, szpital rozważał nawet zamknięcie stacji dla dzieci. Po dramatycznych apelach tego nie zrobił, ale problem z finansowaniem świadczeń pozostał.

– Takie są zasady określone przez NFZ. W województwie lubelskim i tak daliśmy dziecięcym dializom najwyższe stawki w całym kraju – mówi Łukasz Semeniuk, rzecznik prasowy NFZ w Lublinie.

Dializy dla dzieci z niewydolnością nerek są zabiegami ratującymi im życie.

– Do czasu aż znajdzie się dawca i można dziecku przeszczepić nerkę. Po paru latach zwykle się to udaje – twierdzi prof. Zajączkowska.

Jednak zanim dziecko doczeka się przeszczepu, by żyć, musi korzystać z dializy. Ośmiolatek Alan do Lublina jeździ co drugi dzień aż spod Białej Podlaskiej. Wstaje rano, jedzie do szpitala, cztery godziny leży podłączony do aparatury, która zastępuje pracę nerek. Późnym popołudniem wraca do domu. Tak już od dwóch lat.

– Takie wyjazdy zaburzają życie dziecka, uniemożliwiają chodzenie do szkoły. Dlatego cieszymy się, gdy udaje się nam pozyskać aparaty do domowej dializy otrzewnej. Wtedy dzieci, choć nie wszystkie, mogą być dializowane w domu. Dwójka naszych pacjentów ma takie zabiegi dzięki aparaturze otrzymanej od Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy – dodaje prof. Zajączkowska.

- Koszty dializy otrzewnowej rzeczywiście są wyższe niż normalnie, ale na  dializach stacja nigdy nie zarabia – wychodzi się na zero lub na minus. To jest specyfika tego zabiegu, że jest niezbędny i kosztowny – powiedział portalowi rynekzdrowia.pl Marcin Drobisz, kierownik Niepublicznego Zakładu Opieki Zdrowotnej Stacja Dializ Gambro w Katowicach-Ochojcu.

Podobał się artykuł? Podziel się!
comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH