Pacjenci z zaawansowaną chorobą Parkinsona nie mają dostępu do leczenia, które może zmniejszyć ich cierpienie. To zaledwie kilkuset chorych - podkreślają neurolodzy i wskazują na potrzebę refundacji tych terapii. Resort zdrowia rozważa refundację jednej z nich.

Problem chorych na parkinsona w Polsce neurolodzy przedstawili we wtorek (15 stycznia) w Warszawie podczas spotkania z mediami.

Choroba Parkinsona jest przewlekle postępującym schorzeniem mózgu, które najczęściej występuje po 65. roku życia. Jak przypomniał prof. Andrzej Bogucki, przewodniczący Sekcji Schorzeń Pozapiramidowych Polskiego Towarzystwa Neurologicznego (PTN), schorzenie jest nieuleczalne, nie ma obecnie terapii, która działałaby na jego przyczyny i powstrzymywała rozwój. Stosowane dziś leki i metody łagodzą jedynie objawy choroby.

Pacjentom neurologia oferuje trzy metody leczenia. W Polsce refundowana jest tylko jedna - tzw. głęboka stymulacja mózgu (DBS). Jest to metoda operacyjna, która polega na umieszczeniu w wybranych strukturach mózgu pacjenta elektrod. Są one połączone z urządzeniem stymulującym umieszczonym na klatce piersiowej pacjenta. Działanie stymulatora wyłącza pewną strukturę mózgu i w ten sposób przywraca stan równowagi zachwiany przez proces chorobowy. Dzięki temu objawy Parkinsona łagodnieją, wydłuża się okres sprawności pacjenta, a ruchy mimowolne występują rzadziej.

- Ta terapia, jak każda, ma również pewne przeciwskazania - zaznaczył prof. Bogucki. Z powodu konkretnych przeciwskazań stymulatorów mózgu nie można jednak wszczepiać ok. 40-50 proc. pacjentów. Nie należy ich stosować np. u chorych, którzy przebyli wcześniej udar mózgu, z zespołem otępiennym (a jest to jeden z objawów zaawansowanej choroby Parkinsona), z depresją, bo objawy uboczne mogą wówczas przeważyć nad korzyściami.

Dla tych chorych istnieją dwie alternatywne metody leczenia farmakologicznego, które polegają na stałym precyzyjnym podawaniu leków do organizmu. Pozwala to uzyskać taka poprawę stanu pacjenta jak po głębokiej stymulacji mózgu. Jeden system polega na podawaniu apomorfiny podskórnie przez specjalną pompę umieszczoną na brzuchu. Drugi wykorzystuje lek - lewodopę, który jest podawany w postaci żelu bezpośrednio do dwunastnicy (przez cewnik wprowadzony do jelita i podłączony do pompy na brzuchu).

- Niestety, te dwie metody farmakologiczne nie są w Polsce refundowane, a ze względu na wysokie koszty chorych nie stać na to, by sobie je finansować na własna rękę - podkreślił prof. Bogucki.

Według neurologa, koszt wszczepienia jednego stymulatora mózgu wynosi 70 tys. złotych, ale wystarcza on na 5-6 lat. W przypadku leczenia apomorfiną koszt wynosi od 30-50 tys. rocznie, a koszt leczenia lewodopą jest jeszcze wyższy i zależy od zastosowanej dawki.

CZYTAJ TAKŻE

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH