Trwa walka o życie 5-letniego chłopca przygniecionego płytą nagrobną na cmentarzu w Gorzowie Wielkopolskim w Dniu Wszystkich Świętch. Dziecko zostało przetransportowane samolotem Lotniczego Pogotowia Ratunkowego do Warszawy. Na szczecińskie lotnisko dziecko zawiozła karetka pogotowia, gdyż mgła uniemożliwiała start i lądowanie śmigłowcom. - Gdy otrzymamy nowe śmigłowce - Eurocoptery, mobilność lotniczego pogotowia będzie większa - zapewnia dyrektor LPR Robert Gałązkowski.

Pomocy dziecku udzielili najpierw harcerze, a później pogotowie ratunkowe. Pięciolatek w ciężkim stanie od razu trafił na salę operacyjną. Wieczorem lekarze zdecydowali, że jak najszybciej powinien znaleźć się w rękach specjalistów z warszawskiego Centrum Zdrowia Dziecka.

- Chłopiec praktycznie umierał. Obrażenia wewnętrzne były bardzo poważne - mówi doktor Piotr Gajewski, ordynator oddziału chirurgii dziecięcej, w Szpitalu Wojewódzkim w Gorzowie Wielkopolskim, który operował pięciolatka i spędził przy jego łóżku całą noc.

Tłumaczy: - Nam udało się zatamować krwotok i naprawić to, co potrafiliśmy. Niektóre obrażenia przekraczają jednak moje umiejętności. Potrzebna jest pomoc specjalistów od chirurgii wątroby. W kraju jest tylko kilka takich osób. Oni mają sprzęt, którym w Gorzowie nie dysponujemy, i potrafią dotrzeć w miejsca dla mnie niedostępne. Decyzja o transporcie do Warszawy była jedyną, jaką mogliśmy podjąć.

Problemy pojawiły się, gdy szpital skontaktował się z centralą Lotniczego Pogotowia Ratunkowego, która podejmuje decyzję o wykorzystaniu śmigłowców do transportu rannych. - Usłyszeliśmy, że po zmroku śmigłowce nie latają. Rano okazało się, że transport uniemożliwia mgła. Dzwoniliśmy cały dzień. Za każdym razem dostawaliśmy odmowę - relacjonuje Gajewski.

- Istnieje procedura lotów bez widoczności, ale pod warunkiem, że chociaż minimalna widoczność jest zachowana podczas startu i lądowania. Niestety, z powodu mgły śmigłowiec nie mógł wystartować ani z Poznania, ani z Zielonej Góry. Z tego samego powodu żaden też nie mógłby wylądować w Gorzowie - wyjaśnia dyrektor LPR Robert Gałązkowski. Dodaje, że odpowiedzialność nakazuje w takich sytuacjach pozostanie na ziemi.

Dyrektor tłumaczy, że transport śmigłowcem bezpośrednio do Warszawy i tak nie wchodziłby w grę ze względu na odległość. - Chłopiec zostałby przetransportowany jedynie na najbliższe lotnisko, a stamtąd dalej samolotem - mówi Gałązkowski.

Po godz. 14 dyspozytor LPR zdecydował, że karetka zawiezie pięciolatka do Szczecina, stamtąd chłopiec poleci samolotem do Warszawy, a z lotniska na Bemowie do kliniki zabierze go śmigłowiec.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH