Pacjent z podejrzeniem zawału nie otrzymał pomocy w SPZOZ w Krasnymstawie, bo... nie przyjechał do szpitala karetką.

Syn pacjenta musiał wezwać pogotowie, by przewieziono chorego kilka metrów - spod oddziału ratunkowego w Krasnymstawie na podjazd karetek w tym samym szpitalu.

Gdy dyspozytor otrzymał wezwanie pod szpital, nie krył zaskoczenia. Ale karetkę wysłał, bo wyjścia nie było - starszy mężczyzna miał objawy towarzyszące zawałowi. A pomocy na oddziale ratunkowym nie uzyskał. Przyjechał bowiem z synem prywatnym samochodem.

Karetka przyjechała po kilku minutach. Ratownicy umieścili pana Mieczysława w ambulansie, po czym przejechali klika metrów. Pod drzwi oddziału ratunkowego. Wtedy zajęli się nim lekarze, zgodnie z procedurą.

Córka pana Mieczysława Joanna Parzymies nie rozumie takiej reakcji personelu medycznego. - To wszystko było robione jakby na złość. W szpitalu nie zastaliśmy lekarza, który tego dnia pełnił dyżur. Pielęgniarki nie chciały komentować sprawy.

Zastępca dyrektora szpitala twierdzi, że sytuacja była podyktowana dobrem pacjenta.

Więcej: www.tvn24.pl

Podobał się artykuł? Podziel się!
comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH