Jak poinformowała Gazeta Krakowska rodzina 38-latka zgłosiła się do lekarza, by oddać jego narządy. Okazało się jednak, że pacjent żyje.
Według informacji prasowej dyżurny z kliniki neurochirurgii Szpitala Uniwersyteckiego, w odpowiedzi rodzinie, która chciała oddać narządy do przeszczepów swojego krewnego miał stwierdzić, że w klinice neurochirurgii nie zajmują się przeszczepami, a procedury są bardzo długie. Rodzina rzekomo przez pół dnia na własną rękę poszukiwała biorców organów. Cała sprawa wydawała się bulwersująca. Okazało się rzeczywiście jest bulwersująca, tyle, że z innego powodu.
– To jest jakieś kuriozalne nieporozumienie. Pacjent, o którym donosiły media jest w naszym szpitalu na intensywnej terapii. Jest podłączony do aparatury. Dzisiaj miał wykonywane kolejne badanie tomografem komputerowym i nie ma podstaw do stwierdzenia śmierci pnia mózgu. Pacjent żyje – stwierdza w rozmowie z portalem rynek zdrowia.pl Anna Niedźwiedzka, rzecznik szpitala. – Nie wiem jak to możliwe, ale jest to kompletna nieodpowiedzialność w pisaniu o pobieraniu organów od pacjenta, który żyje.
Zdaniem rzecznik szpitala placówka w pełni jest przygotowana do takiej sytuacji, w której można pobrać organy do przeszczepu, jeśli to jest możliwe. W szpitalu jest koordynator transplantacyjny, komisja do orzekania śmierci pnia mózgu, a nawet psycholog, który przekonuje rodzinę zmarłych pacjentów do oddania organów. Tyle, że w tej konkretnej sytuacji o wszczęciu procedur związanych z pobieraniem narządów nie było w ogóle mowy.
Czytaj więcej: Szpital Uniwersytecki w Krakowie | donacja narządów | pobranie narządów | Anna Niedźwiedzka | pobranie narządów do przeszczepu
OZZL poprze protest pacjentów przed MZ w Dniu Dziecka