Koniec leczenia zwyrodnienia siatkówki. Pacjenci czekają na zabieg w potężnej kolejce. Wojewódzki Szpital Okulistyczny Kraków-Witkowice ostatni zabieg leczący zwyrodnienie siatkówki wykonał kilka miesięcy temu.

Od czerwca pacjentów z diagnozą zwyrodnienia siatkówki zaprasza się za... rok.

Powodem takiego stanu rzeczy jest bardzo kosztowne leczenie i brak pieniędzy. Lista oczekujących na operację liczy już ponad 300 osób i wciąż rośnie. Dyrekcja lecznicy nie przewiduje wznowienia operacji w tym roku.

Roztrzęsieni pacjenci bombardują telefonami rzecznika praw pacjenta przy Małopolskim Oddziale Wojewódzkim NFZ. Próbują szukać pomocy w innych ośrodkach w Polsce.

– Problem w tym, że żadna inna lecznica nie wykonywała na taką skalę tych zabiegów - informuje Tomasz Filarski, rzecznik praw pacjenta. - Wyjaśniamy sytuację, ale jedno jest pewne, że chorzy, którzy tracą wzrok, nie mogą być pozbawieni opieki okulistów - dodaje.

Zwyrodnienie siatkówki to przewlekła, postępująca choroba oczu. W jej wyniku może dochodzić do uszkodzenia siatkówki (a szczególnie jej części centralnej - plamki żółtej). To z kolei skutkuje pogorszeniem, a wielokrotnie całkowitą utratą widzenia centralnego, a w konsekwencji prowadzi do ślepoty. Utracić wzrok chory może nawet w ciągu dwóch tygodni, jeśli choroba szybko postępuje.

Ilona Pawlicka, dyrektorka okulistycznej placówki w Witkowicach, rozumie pretensje pacjentów oczkujących na zabieg, ale nic nie potrafi poradzić. Już w czerwcu lekarze wykonywali tzw. nadwykonania - czyli zabiegi ponad wartość kontraktu.

W szpitalu zarejestrowano ponadlimitowych zabiegów w sumie za 790 tys. zł. NFZ zaczął w końcu ostrzegać, że nie będzie wypłacał lecznicom pieniędzy za te operacje. Stąd też decyzja dyrekcji szpitala o wstrzymaniu leczenia zwyrodnienia siatkówki.

- Poza tym ta operacja jest bardzo kosztowna - zaznacza Ilona Pawlicka. - Chorym musimy podać trzy dawki leku, a jedna dawka kosztuje 5 tysięcy złotych.

NFZ nie ukrywa, że szpital w Witkowicach nie ma co liczyć na dodatkowe pieniądze w tym roku.

– Zła sytuacja finansowa, odczuwalna w służbie zdrowia oznacza, że w pierwszym rzędzie, jeśli pojawiają się dodatkowe środki, są one przeznaczane na sfinansowanie procedur ratujących życie i nielimitowych, np. porody - kwituje Jolanta Pulchna, rzecznik małopolskiego NFZ.

Podobał się artykuł? Podziel się!
comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH