Kraków czy Monachium? Rodzice decydują, kto będzie ratował życie ich dzieci

Kolejne dziecko z Polski, cierpiące na wrodzoną wadę serca, przejdzie operację w Monachium. Zdaniem rodziców, na operację w Polsce czeka się zbyt długo. Prof. Janusz Skalski, kierownik Kliniki Kardiochirurgii Dziecięcej w Krakowie-Prokocimiu, protestuje przeciw takiemu stwierdzeniu. Dodaje, że wyniki leczenia w naszym kraju są porównywalne z osiągnięciami specjalistów najlepszych światowych ośrodków.

U pięciomiesięcznego Karolka ze Starej Wsi koło Limanowej (woj. małopolskie) lekarze z Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Krakowie-Prokocimiu stwierdzili wrodzoną wadę serca o typie pojedynczej komory z prawostronnym ułożeniem serca (dekstrokardia). Konieczna jest operacja. Rodzice zdecydowali, że na zabieg chłopiec pojedzie do kliniki w Monachium.

Prawo wyboru placówki
- Nie mogę zdradzić szczegółów dotyczących leczenia Karola, ponieważ to informacje objęte tajemnicą lekarską. Mogę jedynie zapewnić, że chłopiec był pod stałą opieką lekarzy. Nie znam przyczyn, dla których rodzice zrezygnowali z dalszego leczenia w Krakowie - informuje prof. Janusz Skalski, kierownik Kliniki Kardiochirurgii Dziecięcej w Krakowie-Prokocimiu.

Obecnie nie ma rejonizacji, więc każdy rodzic ma prawo wybrać placówkę, w której chce leczyć swoje dziecko - również zagraniczną. Sprawa stała się jednak głośna, ponieważ rodzice chłopca, którzy zorganizowali zbiórkę pieniędzy na sfinansowanie operacji w komercyjnym ośrodku w Monachium, napisali w apelu o pomoc, iż w Polsce "na takie operacje czeka się bardzo długo, (…) czasem nawet przeprowadzane są dopiero wtedy, gdy stan dziecka znacznie się pogorszy lub zagraża jego życiu".

- Zaczerpnęliśmy informacje z różnych źródeł - powiedział Gazecie Krakowskiej, ojciec Karolka. - Były konsultacje z kardiochirurgami i rozmowy z rodzicami dzieci, które operowano w Polsce i za granicą. Dla nas najważniejsze jest zdrowie i życie synka.

- Szpital nie neguje i nie krytykuje decyzji rodziców, którzy decydują się na zabieg za granicą. Jednak nie należy przy tej okazji rozpowszechniać nieprawdziwych informacji o polskich placówkach. Oburzające są informacje, że w Polsce dzieci są źle leczone lub mogą nie doczekać zabiegu - stwierdza kierownik krakowskiej kliniki.

- Jeśli stan zdrowia pacjenta tego wymaga, dziecko przyjmowane jest do szpitala i w ciągu kilku dni ma wyznaczony termin zabiegu. W sytuacjach nagłych operację przeprowadza się w dniu przyjęcia do szpitala - zapewnia prof. Skalski.

Kiedy operować
Dodaje jednocześnie, że termin zabiegu wyznaczany jest w oparciu o wskazania medyczne: - Nie wszystkie wady serca wymagają operacji w okresie noworodkowym. Zabiegi chirurgiczne u dzieci z niską wagą urodzeniową obarczone są wysokim ryzykiem, dlatego operacje w okresie noworodkowym przeprowadza się tylko w wyjątkowych sytuacjach - tłumaczy profesor.

Zaznacza, że jeśli nie ma zagrożenia zdrowia i życia to lekarze zawsze wolą poczekać i przeprowadzić operację, kiedy dziecko skończy kilka miesięcy. - Dziecko jednak jest regularnie kontrolowane, aby w razie potrzeby przyspieszyć termin planowanej operacji - dodaje prof. Janusz Skalski.

Podkreśla również dotychczasowe osiągnięcia polskiej kardiochirurgii dziecięcej: - Wyniki leczenia są porównywalne z osiągnięciami specjalistów najlepszych światowych ośrodków. W krakowskiej klinice operowane są wszystkie wady serca.

Do Krakowa trafiają dzieci z całej Polski, choć oczywiście najwięcej z woj. małopolskiego. Liczba pacjentów zależy od liczby urodzeń, bowiem wady serca występują u ok. 1 proc. żywo urodzonych dzieci. Jeśli więc spada liczba urodzeń, spada również liczba dzieci z wadami serca. Obecnie szacuje się, że w Polsce rodzi się ok. 2,5 tys. takich dzieci. Jednak w Krakowie liczba pacjentów, u których wykonuje się operacje serca, jest od kilku lat na podobnym poziomie - 400 rocznie.

Swoista "rywalizacja" o pacjentów
zaczęła się w 2007 roku, kiedy z krakowskiej kliniki odszedł jej ówczesny szef, prof. Edward Malec. Schedę po nim przejął prof. Janusz Skalski. Profesor Malec został szefem kardiochirurgii dziecięcej w Uniwersyteckim Szpitalu im. Ludwiga Maximilliana w Monachium.

Część rodziców nadal decyduje się powierzyć los swojego dziecka prof. Malcowi. Ponieważ klinika w Monachium działa na zasadach komercyjnych, rodzice muszą liczyć się ze znacznymi kosztami zabiegu. Z braku własnych środków organizują zbiórki pieniędzy.

W akcję pomocy dla chłopca spod Limanowej zaangażowało się limanowskie starostwo, z którego udziałem zorganizowano zbiórkę pieniędzy podczas meczu drużyn Limanovii i Wisły Kraków. Przedstawiciele samorządu, kierując się jak najlepszymi intencjami, zacytowali treść przytoczonego wyżej apelu rodziców dziecka.

To właśnie spotkało się ze wspomnianą ripostą prof. Janusza Skalskiego, który kwestię wyboru monachijskiego ośrodka komentuje krótko: - To jest napędzanie pacjentów do prywatnych klinik.

Swego czasu w sprawie zabrał głos również Jerzy Owsiak, który po aukcji w ramach Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy w 2008 roku pytał w liście otwartym kardiochirurgów: "Dlaczego kolejna licytacja medalu olimpijskiego ma zasilać konto zagranicznych klinik, skoro w Polsce macie dostateczne, absolutnie dostateczne warunki, aby takie operacje wykonać?".

Odciążenie budżetu
Poproszony przez nas o komentarz w tej sprawie, prof. Edward Malec, odpisał:

Jestem lekarzem od 33 lat, a kardiochirurgiem już 23 lata. Przez całe swoje życie lekarskie staram się sumiennie i z dużą starannością wywiązywać ze swoich obowiązków. Jeżeli pacjent lub rodzice chorego dziecka zwracają się do mnie o pomoc, gdy uznam, że jestem w stanie to zrobić, bez wahania pomagam. Jest to wpisanie w ten zawód.

Nie zajmuję się analizą przyczyn przyjazdu pacjentów do mnie, do Kliniki w Monachium. Nie interesuje mnie również sposób pozyskiwania środków na leczenie. Takie pytanie należy skierować do moich byłych lub przyszłych pacjentów.

Chciałem zaznaczyć, że dzieci nie przyjeżdżają do niemieckiego szpitala, ale do konkretnego lekarza, kardiochirurga, Polaka, wykształconego w Polsce. Mam olbrzymią satysfakcję, ze mogę dalej pomagać polskim dzieciom w Klinice w Monachium. Moją działalnością w żaden sposób nie podważam umiejętności i osiągnięć polskich kardiochirurgów, do których mam wielki szacunek - jestem jednym z Nich. Jestem przekonany, że pracując w Niemczech jestem dobrym "ambasadorem" polskiej medycyny i kardiochirurgii.


Operuję dzieci z całej Polski, również te, które zostały zdyskwalifikowane z leczenia w Polsce. W tym czasie Polacy przywieźli do Monachium ok. 8 mln euro. To nie są pieniądze, które pochodzą z NFZ. Szacuję, że operowanie dzieci polskich w Niemczech odciążyło budżet Polski o około 16 mln złotych.

Podobał się artykuł? Podziel się!
comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH