Konsultant o standardach w anestezjologii: nie da się usunąć pilota z kokpitu

Prof. Krzysztof Kusza, konsultant krajowy w dziedzinie anestezjologii i intensywnej terapii, w rozmowie z portalem rynekzdrowia.pl odpowiada na zarzuty kierowane pod adresem projektu rozporządzenia ws. standardów anestezjologicznych. Jego zdaniem te regulacje muszą powstać, bo poprzednie są sprzed 14 lat.

Rynek Zdrowia: - Ministerstwo Zdrowia zwolniło prace nad projektem z powodu dużej liczby uwag i kontrowersji, z których najbardziej alarmujące były te przekazane przez Ogólnopolski Związek Zawodowy Lekarzy...



Prof. Krzysztof Kusza: - Zwracam uwagę, że z treścią projektu zgadzali się członkowie zarządu Związku Zawodowego Anestezjologów. Moim zdaniem ani OZZL, ani inne związane z partykularnym interesem grupy zawodowe nie powstrzymają rozwoju w medycynie.

Rozporządzenie ministra zdrowia w tej dziedzinie jest potrzebne, nawet po uwzględnieniu uwag, wynikających z konsultacji społecznych, często także mądrych i rozsądnych, które zgłaszały inne podmioty, w tym Naczelna Izba Lekarska oraz ZZA.

Niestety w niektórych przypadkach - w mojej opinii istotnych - takich jak powołanie działów anestezjologii w miejsce oddziałów anestezjologii, przyjęte uwagi spowodować mogą niepotrzebne kontrowersje kompetencyjne. Musieliśmy usunąć standard dokumentacji medycznej - dla niektórych zbyt obszerny, dla innych zbyt prymitywny. Przypominam jednak, że protokół znieczulenia to jedyny dokument na podstawie którego można ocenić przebieg znieczulenia.

Służy on także orzekaniu o błędach medycznych. Brak minimalnych wymagań nie służy dobrze choremu, ale także - i o tym warto pamiętać - pozwala na dowolność interpretacji przebiegu znieczulenia przez biegłych sadowych.

Przypominam , że obowiązujący w Polsce wzór protokołu znieczulenia to karta MZ-84, która powstała w 1984 r. Mam głęboką nadzieję, że rozum zawsze zwycięża, chociaż w tym wypadku pewnie trochę później.

Rozporządzenie jest dla chorych, nie dla instytucji, nie dla lekarzy, nie dla ministra zdrowia. Instytucje państwa w trosce o chorego przejawiły inicjatywę nowelizacji aktu prawnego z 1998 r.. Minęło 14 lat i wiele się zmieniło w medycynie. Rozporządzenie uwzględnia te zmiany.



- OZZL wskazywał, że nowe standardy sparaliżują pracę szpitali. Jakie jest Pana stanowisko?

- Warto odnieść się do konkretnych zarzutów. Nie uważam, żeby ograniczenie możliwości wykonywania zawodu w dotychczasowym zakresie przez lekarzy anestezjologów z pierwszym stopniem specjalizacji skutkowało negatywnymi konsekwencjami dla funkcjonowania szpitalnej opieki anestezjologicznej w Polsce.

Moim zdaniem proponowane rozwiązania w oczywisty sposób poprawią jakość opieki anestezjologicznej. Wydaje mi się, że im więcej ludzi z wysokimi kwalifikacjami będzie udzielało świadczeń tym lepiej, a nie gorzej.

Co więcej, lekarze z pierwszym stopniem specjalizacji nadal mogą samodzielnie znieczulać większość chorych operowanych w polskich szpitalach. Drugiego stopnia specjalizacji wymaga się tylko w szczególnych przypadkach.

Uważam, że lekarz z pierwszym stopniem specjalizacji nie przeszedł odpowiedniego szkolenia, w porównaniu z anestezjologiem z drugim stopniem specjalizacji. Co więcej nic nie stoi na przeszkodzie, żeby 650 koleżanek i kolegów z pierwszym stopniem specjalizacji zdało odpowiedni egzamin.

Poprosiłem Centrum Egzaminów Medycznych, aby dokonało analizy zdawalności egzaminu specjalizacyjnego przez tzw. jedynkowiczów oraz przez grupę młodych osób po sześcioletnim szkoleniu. Okazuje się, że wyniki w tych dwóch grupach nie różnią się zbytnio. Oznacza to, że lekarze, którzy przygotują się do egzaminu i chcą go zdać, zdają go.

Jeżeli większość osób podejdzie do egzaminu specjalizacyjnego, wówczas w ogóle przestanie funkcjonować problem odbierania komukolwiek uprawnień. Nie możemy się zgodzić na to żeby istniała grupa, która uważa, że nie musi się uczyć. Z drugiej strony jest przecież 3658 lekarzy, którzy mogą sobie zadać pytanie: "dlaczego my w ogóle zdawaliśmy ten egzamin, jeżeli nie wiążą się z tym żadne uprawnienia”.

Przypominam, że w obowiązującym rozporządzeniu ministerialnym z 1998 r. jest zapis: "intensywną terapię prowadzi lekarz, posiadający specjalizację drugiego stopnia w dziedzinie anestezjologii i intensywnej terapii, a świadczeń zdrowotnych z zakresu intensywnej terapii może udzielać lekarz, posiadający specjalizację pierwszego stopnia w dziedzinie anestezjologii i intensywnej terapii lub lekarz będący w trakcie specjalizacji, jeżeli jego praca jest nadzorowana przez lekarza, posiadającego specjalizację drugiego stopnia".

Nie ma tutaj mowy o żadnych innych specjalnościach, które miałyby uprawnienia do prowadzenia intensywnej terapii. Jeżeli lekarz pediatra, czy neonatolog chce zatrudnić się w OAiIT, to jak najbardziej mu wolno. Jednak zwróćmy uwagę, że wówczas zaczyna udzielać świadczeń w dziedzinie innej, niż jego specjalność, dlatego potrzebuje nadzoru właściwego specjalisty. Przecież jeżeli jako anestezjolog będę chciał pracować na oddziale chirurgii ogólnej, to nie spodziewam się, że ordynator powie mi: "Panie Kusza, jutro na planie ma Pan trzy zabiegi do wykonania i idzie Pan tam ze stażystą."

- Panie Profesorze, a co z wątpliwościami dotyczącymi norm zatrudnienia?

- Nie zgadzam się ze stanowiskiem OZZL, że w projekcie stworzyliśmy nowe normy zatrudnienia, które skutkują zwiększeniem liczby lekarzy i pielęgniarek w oddziałach anestezjologii i intensywnej terapii. Podkreślam, że zawarte w projekcie normy zatrudnienia są niższe, niż istniejące w rzeczywistości w oddziałach. Poza tym daliśmy szansę zarządzającym szpitalami na lepsze zorganizowanie się do 2015 r.

Proszę zwrócić uwagę jakie jest stanowisko konsultanta krajowego w dziedzinie pielęgniarstwa anestezjologicznego i intensywnej opieki pielęgniarskiej. Wręcz naciska, aby normy te rozszerzać i słusznie. Posiada na ten temat wiedzę, zajmując się problematyką pielęgniarstwa anestezjologicznego od kilkunastu lat.

Aktualnie sytuacja wygląda nierzadko tak, że oddział intensywnej terapii przestaje mieć w składzie kadrowym specjalistę już o godzinie 15. Ten oddział przecież nie działa w takim razie 24 godziny na dobę. W związku z tym praktycznie w ogóle nie istnieje. Nie wiem czy społeczeństwo się na to godzi.

Wydaje mi się, że regulacje już od 1998 r. wskazują na konieczność obecności specjalisty w takim oddziale non-stop i takie jest też wymaganie społeczne. To teraz ma być inaczej? Gorzej niż było?

- Pozostają jeszcze wątpliwości dotyczące norm sprzętowych na oddziałach intensywnej terapii…

- Ogólnie rzecz biorąc zarzut jest taki, że w projekcie mnożymy sprzęt potrzebny na oddziale. Chciałbym zauważyć, że termin na dochodzenie do norm, który przewidziany jest w projekcie to 2015 r. Równocześnie trzeba podkreślić, że normy sprzętu na oddziałach już funkcjonują w tzw. rozporządzeniu koszykowym.

Jeden z najważniejszych błędów, który popełnia OZZL w uwagach do projektu standardów w anestezjologii zawarty jest moim zdaniem w sformułowaniu: "Aktualnie w Polsce liczba stanowisk intensywnej terapii wynosi około 2 do 3 proc. łóżek szpitalnych". Z aktualnych analiz wynika, że odsetek łóżek intensywnej terapii w stosunku do wszystkich łóżek w szpitalach w Polsce wynosi 1,6 proc.

Kłopoty kadrowe szpitali, jakich spodziewa się OZZL po wprowadzeniu standardów, być może miałyby miejsce, gdyby to rzeczywiście dotyczyło 3-5 proc. stanowisk. Natomiast niestety jest to tylko 1,6 proc. łóżek. Moim zdaniem 3658 specjalistów anestezjologii, których już mamy, jest w stanie zabezpieczyć terapię w taki sposób, jak to opisaliśmy w standardach.

Chciałbym dodać, że współcześnie w OAiIT średnia śmiertelność spadła w porównaniu do roku 1998 z 53 proc. do 37 proc. Wynika to z wielu elementów, ale przede wszystkim nowoczesnego procesu szkolenia, wprowadzania unikalnych technologii leczniczych, wymagających szczególnych kwalifikacji od pielęgniarek i lekarzy oraz z determinacji grupy zawodowej.

Zwracam uwage, że niejednokrotnie na jednym stanowisku intensywnej terapii prowadzimy dwa albo trzy różne krążenia pozaustrojowe. Wprowadziliśmy do oddziałów procedurę ECMO.

Rozumiem, że zgodnie z oczekiwaniami wielu instytucji na tym stanowisku nie ma być lekarza i pielęgniarki. Nie przepuszczam, aby minister zdrowia zechciał przystać na takie rozwiązanie. Owszem możemy usunąć z oddziałów ECMO, ciągłe leczenie nerkozastępcze, dializę watrobową i cofnąć intensywną terapię do początków lat 90-tych. Nie taka była jednak intencja projektu, gdyż śmiertelność powróci do wartości, o których już wspominałem. Nie można usunąć z kokpitu pilota, bo nie stać nas na jego utrzymanie.

Dodałbym jeszcze jedną bardzo ważną rzecz. Rozporządzenie, jak żadne dotąd reguluje status dziecka w szpitalu w oparciu o europejską kartę praw dziecka. Jeśli te zapisy się obronią będzie to poważny sukces resortu w upodmiotowieniu pacjentów bezbronnych w tym szczególnie dzieci, które są naszym dobrem najwyższym.

Dziękuję za rozmowę.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH