Koniec baby boomu. Ale są i takie szpitale, którym kryzys na porodówkach niestraszny

Wzrost liczby urodzeń w 2009 roku - do 418 tysięcy - został okrzyknięty baby boomem. Demografowie uważają jednak, że wynikał on jedynie z falowania demograficznego, a w kolejnych latach nie powinniśmy się spodziewać kolejnego wyżu. Był czas, gdy porodówki pękały w szwach i realizowały inwestycje za miliony. Jak radzą sobie, gdy na rynku pojawia się prywatna konkurencja, a ubywa rodzących? Otóż, niektóre z nich bardzo dobrze.

- Nic mi nie wiadomo o spadku liczby urodzeń, bo koncentrujemy się raczej na tym, żeby przyjąć wszystkie pacjentki, które chcą u nas rodzić - mówi nam dr Janusz Siemaszko, dyrektor Szpitala Ginekologiczno-Położniczego "Inflancka" w Warszawie.

Z kolei dr Wojciech Puzyna, dyrektor Szpitala Specjalistycznego św. Zofii w Warszawie, zapytany czy obawia się spadku liczby urodzeń, podaje, że w zarządzanej przez niego lecznicy rodzi się najwięcej dzieci w Warszawie i na Mazowszu.

Prognozy rozczarowują
Z danych Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że wzrost liczby urodzeń obserwowany był w latach 2004-2009. W 2009 r. urodziło się aż 417,6 tys. dzieci. Jednak w ciągu minionych dwóch lat liczba urodzeń znów się zmniejszyła - w 2010 r. na świat przyszło około 413 tys. dzieci, a w 2011 r. zarejestrowano ok. 391 tys. urodzeń żywych - o ponad 22 tys. mniej niż przed rokiem.

Jak wskazuje Artur Satora, rzecznik prasowy GUS, przez ostatnie kilkanaście lat odnotowywana jest niska liczba urodzeń, będąca konsekwencją niskiej dzietności kobiet. Obecnie współczynnik dzietności wynosi ok. 1,4 - podczas gdy wielkością optymalną, gwarantującą prostą zastępowalność pokoleń, jest wskaźnik 2,13. Dodatkowo od kilku lat maleje liczba kobiet w wieku rozrodczym (15-49 lat), co także należy do czynników wpływających na zmniejszanie się liczby urodzeń.

Ostatni wyż demograficzny miał miejsce na początku lat 80. XX wieku. W szczytowym dla tego okresu roku 1983 urodziło się prawie 724 tys. dzieci. Wówczas współczynnik dzietności wynosił 2,42 i można było mówić o baby boomie.

- Odnotowany w latach 2004-2009 wzrost liczby urodzeń był tylko wzrostem wynikającym z falowania demograficznego z bardzo rozczarowującą i niepokojącą dla rozwoju demograficznego Polski liczbą około 418 tys. urodzeń w 2009 r. jako najwyższą dla tego okresu. W kolejnych latach nie powinniśmy spodziewać się wzrostu liczby urodzeń - podaje portalowi rynekzdrowia.pl rzecznik prasowy GUS.

Miliony na porodówki
Na przełomie 2009 i 2010 roku, kiedy liczba urodzeń była największa, można było zaobserwować z jednej strony - oblężenie porodówek w wielkich miastach, z drugiej - pęd ku inwestycjom w lecznice i oddziały położnicze. Baby boom najbardziej dał się we znaki w stolicy. W 2009 r. w Warszawie urodziło się ponad 500 dzieci więcej niż w 2008 r. Jednak już w 2011 roku odnotowano tam spadek ilości urodzeń o ok. 8 proc. w stosunku do 2010 roku.

Szpital Specjalistyczny św. Zofii w Warszawie 20 stycznia tego roku uruchomił nową część szpitala, w którym znalazły się m.in. blok porodowy z sześcioma salami w aranżacji zbliżonej do warunków domowych oraz nowoczesny oddział wcześniaków i patologii noworodka. Baza pobytowa lecznicy powiększyła się o 45 łóżek, czyli o 50 proc. Inwestycja kosztowała ponad 42 mln zł, z czego 39 mln zł pokryła dotacja miasta stołecznego Warszawy.

Dr Wojciech Puzyna, dyrektor szpitala św. Zofii, zapytany czy obawia się spadku liczby urodzeń, podaje, że w zarządzanej przez niego lecznicy rodzi się najwięcej dzieci w Warszawie i na Mazowszu.

W 2011 r. w św. Zofii odbyło się 4627 porodów, co daje średnią 12,68 porodów na dobę. To jeden z trzech najwyższych wyników w historii placówki.

- Ze względu na swoją popularność szpital w ostatnich latach nie może narzekać na brak pacjentek. Oczywiście prognozy demograficzne nas niepokoją, ale jednocześnie jest to wyzwanie strategiczne dla naszego "przedsiębiorstwa usługowego". Będziemy się starali być nadal konkurencyjni na rynku usług medycznych - mówi portalowi rynekzdrowia.pl dyrektor Puzyna.

Od nadmiaru - plan awaryjny
Inwestycję wartą kilkadziesiąt milionów złotych realizował w ostatnich latach Szpital Ginekologiczno-Położniczy Inflancka w Warszawie. Nowy budynek lecznicy pomieści całą część zabiegową szpitala m.in. sale operacyjne i zabiegowe, salę cesarskich cięć i blok porodowy oraz izbę przyjęć, oddział ginekologii jednego dnia. Obecnie lecznica dysponuje ośmioma jednoosobowymi salami porodowymi i 25 łóżkami dla kobiet rodzących.

- Nic mi nie wiadomo o spadku liczby urodzeń, bo koncentrujemy się raczej na tym, żeby przyjąć wszystkie pacjentki, które chcą u nas rodzić. To jest prawdziwe wyzwanie organizacyjne, bo mając do dyspozycji 25 łóżek i modernizację szpitala w toku przyjęliśmy w 2011 roku 4200 porodów - wylicza dr Janusz Siemaszko, dyrektor szpitala.

Jak wskazuje, nie musi się reklamować i zachęcać; wręcz przeciwnie. Wchodzących na stronę internetową szpitala wita komunikat, że szpital ''Inflancka'' przyjął jako zasadę ''nie odsyłania rodzących, które zgłosiły się osobiście do naszej izby przyjęć'', a w razie braku standardowych miejsc przygotowany jest plan awaryjny.

- Po zamknięciu inwestycji na ostatni guzik, szpital będzie miał 104 łóżka. Pięćdziesiąt będzie do dyspozycji rodzących pacjentek, ale nie przewiduję byśmy mieli jakiś problem z ich zapełnieniem. Szpitale Świętej Zofii, Świętej Rodziny i nasz cieszą się naprawdę dużym uznaniem wśród pacjentek. To jest nasza siła - mówi szef lecznicy.

Skuteczny marketing szeptany
Inwestycji w oddział położniczy nie boi się też ZOZ MSWiA w Bydgoszczy. W lecznicy tej działał już oddział położniczo-noworodkowy, ale zamknięto go w 1964 r. z powodu małej liczby rodzących. W 2010 r. szpital zdecydował znów otworzyć oddział. Pierwsze dziecko przyszło w nim na świat w lutym.

- Wiem, że wiele szpitali odnotowuje spadki liczby pacjentek rodzących, ale nie dotyczy to naszej lecznicy. W pierwszym roku działania na oddziale urodziło się 1187 dzieci, w 2011 r. ponad 300 więcej, bo 1495. Porodówka w ZOZ MSWiA jest trzecią w mieście, ale nie narzekamy na brak pacjentek - mówi dr Marek Lewandowski, szef szpitala.

Jak wskazuje, to jaką placówkę wybierają rodzące zależy teraz głównie od dobrej opinii lecznicy.

- Wiele szpitali modernizuje obecnie oddziały położnicze. Wszystkie porodówki w Bydgoszczy są po remontach. Liczy się tzw. marketing szeptany, czyli dobra opinia szpitala u pacjentek przekazywana bezpośrednio czy przez fora internetowe. Cieszymy się dobrą opinią, co widać po rosnącej liczbie pacjentek, które zdecydowały się urodzić w ZOZ MSWiA - zaznacza dyrektor lecznicy.

Decyzję o otwarciu oddziału uważa za słuszną i ma nadzieję, że potwierdzą to kolejne lata funkcjonowania jednostki. Przyznaje jednak, że demografia jest nieubłagana i jeśli liczba urodzeń będzie co roku spadać o 2 proc. to po pięciu latach należy się spodziewać spadku 10-procentowego, który będzie odczuwalny dla wszystkich szpitali.

Demografia i konkurencja
Bardziej nieubłagana od demografii może być prywatna konkurencja. W Rzeszowie w styczniu 2011 r. zaczął działalność niepubliczny szpital specjalistyczny o profilu neonatologiczno-położniczo-ginekologicznym Pro-Familia.

Jak obliczyła portal nowiny24.pl, już w pierwszym półroczu  2011 r. liczba porodów w rzeszowskich szpitalach w stosunku do tego samego okresu w 2010 r. spadła: w Szpitalu Wojewódzkim nr 2 - z 1149 do 891, w Szpitalu Miejskim - z 711 do 604, a w Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym - z 943 do 631. Dla porównania tylko w pierwszym półroczu w Pro-Familia odbyły się 842 porody.

Kontrakt Pro-Familia z NFZ zaczął obowiązywać od 1 marca 2011 r. W zeszłym roku przyszło tam na świat 2011 dzieci.

- To najwyższy wynik nie tylko w Rzeszowie, ale i całym województwie podkarpackim. W 2011 r. nasz oddział neonatologii uzyskał trzeci, najwyższy stopień referencyjności. Od 1 stycznia ma go również oddział ginekologiczno-położniczy. Od początku roku oferujemy też bezpłatne znieczulenie do porodu - wylicza ginekolog-położnik Jerzy Klim, zastępca dyrektora ds. kontaktów z NFZ.

Dla porównania w Szpitalu Miejskim im. Jana Pawła II w Rzeszowie liczba porodów w 2010 r. wynosiła 1390, w 2011 r. spadła do 1150. W grudniu przeprowadzono za 400 tys. zł na remont oddziałów położniczego i noworodków. Pacjentki mają do dyspozycji dwanaście dwuosobowych sal z węzłami sanitarnymi, sale porodowe ze stanowiskami do porodów rodzinnych oraz stanowisko do porodu w wodzie. Od 2011 r. lecznica oferuje rodzącym gaz rozweselający  i znieczulenie na życzenie.

Tam, gdzie można "nadrobić" 
Dr Leszek Czerwiński, dyrektor lecznicy, mówi, że skupił się na podnoszeniu standardu i zatrudnianiu dobrych specjalistów. Na obawianie się prywatnej konkurencji szkoda mu czasu i energii.

- Konkurencja zawsze jest dobra, ale byłoby lepiej, gdyby brała się nie tylko za najbardziej opłacalne procedury - mówi dyrektor Czerwiński.

Jego zastępca ds. ekonomicznych Grzegorz Materna również jest spokojny. Uważa, że w Rzeszowie jest miejsce na cztery porodówki, a to co oddział straci na zmniejszającej się liczbie porodów, może ''nadrobić'' na planowych zabiegach ginekologicznych m.in. korygujących nietrzymanie moczu.

Są jednak szpitale, które po obliczeniu kosztów i uwzględnieniu prognoz rezygnują z prowadzenia oddziałów położniczo-ginekologicznych. Na taki krok zdecydował się np. Wojewódzki Szpital Specjalistyczny im. M. Kopernika w Łodzi. Oddział przestał pracować z końcem 2011 r.

- Personel medyczny oddziału cieszył się bardzo dobrą opinią. Jednak jednostka przynosiła starty, a w połączeniu z prognozami demograficznymi dotyczącymi malejącej liczby urodzeń nie dawało to widoków na poprawę sytuacji. Stąd decyzja o zamknięciu oddziału - przekazała nam Adriana Sikora, rzecznik lecznicy.

Podobał się artykuł? Podziel się!

CZYTAJ TAKŻE

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH