Kiedy czasu coraz mniej... Dokąd pogotowie powinno transportować pacjenta z udarem?

Według zaleceń Deklaracji Helsingborgskiej 2006 Europejskich Strategii Udarowych, pacjenci w ostrej fazie udaru mózgu powinni być transportowani bezpośrednio do szpitala dysponującego oddziałem udarowym. Problem pojawia się w przypadku wątpliwego rozpoznania. Jest na tyle istotny, że dyrekcja SP ZOZ w Bielsku Podlaskim, chce by o obowiązujących w tym zakresie standardach wypowiedział się sąd.

SP ZOZ w Bielsku Podlaskim i Wojewódzka Stacja Pogotowia Ratunkowego w Białymstoku nie mogą dojść do porozumienia w kwestii transportu chorych z objawami udaru do specjalistycznej placówki.

W bielskim SP ZOZ nie ma oddziału neurologicznego, który byłby w stanie zaopatrzyć pacjentów z udarem niedokrwiennym poprzez podanie leków trombolitycznych. Według szpitala, transportowanie tu przez pogotowie chorych z objawami udaru naraża ich życie i zdrowie, bo pacjenci od razu powinni trafić do szpitala klinicznego w Białymstoku.

Dlatego władze szpitala złożyły zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez dyspozytora pogotowia, który odmawiając przewiezienia pacjentów z udarem do specjalistycznej placówki, mógł narazić ich na niebezpieczeństwo utraty życia lub zdrowia.

Na SOR czy dalej?
Zdaniem prof. Wiesława Drozdowskiego, podlaskiego konsultanta w dziedzinie neurologii, w przypadku wątpliwości można zrobić tomografię w najbliższej placówce i dopiero po potwierdzeniu udaru zawieźć pacjenta do ośrodka z oddziałem udarowym. Pacjent powinien trafić tam jak najszybciej, z tym że jeśli to tylko podejrzenie udaru, musi być dobrze uzasadnione. Problem w tym, że często decyzję podejmuje nie lekarz, ale ratownik.

- Trudno żądać od zespołu ”P”, dysponującego EKG i ciśnieniomierzem, natychmiastowej i ostatecznej decyzji co do działania na pograniczu prawa, czyli transportu chorego z pominięciem SOR - uważa Bogdan Kalicki, dyrektor Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Białymstoku.

Jak mówi z kolei prof. Jerzy Robert Ładny, podlaski konsultant w dziedzinie medycyny ratunkowej, w przypadku pracy zespołów podstawowych powinien działać mechanizm porozumiewania się z dyspozytorem medycznym i z lekarzem koordynatorem ratownictwa.

- To oni powinni decydować, jak należy postąpić w konkretnym przypadku. Dla pewności powinno się jednak potwierdzić rozpoznanie udaru w najbliższym SOR z tomografem i dopiero potem zawieźć pacjenta na oddział udarowy - uważa prof. Ładny.

Według SP ZOZ w Bielsku Podlaskim, od chwili skierowania sprawy do prokuratury pogotowie nie przywozi już chorych z podejrzeniem udaru do tej placówki. Zdaniem dyr. Kalickiego, to jedynie zbieg okoliczności - widocznie od tamtej pory nie było podobnych przypadków.

Jak przekazuje, nic się nie zmieniło, a pogotowie w Bielsku Podlaskim nadal działa zgodnie z ustawą o państwowym ratownictwie medycznym. Co to oznacza?

- Jeśli mamy do czynienia z przypadkiem ewidentnego udaru i są szanse na podjęcie działań adekwatnych do stanu pacjenta, a jednocześnie stan chorego pozwala na dalszy transport, wówczas wieziemy go bezpośrednio do ośrodka z oddziałem udarowym. Natomiast jeśli sytuacja jest niejasna lub stan pacjenta wyklucza transport na dalszą odległość, wówczas przewozimy go do najbliższego SOR. Póki więc nie nastąpią zmiany ustawowe, zespoły ambulansów naszego pogotowia będą postępować tak, jak dotychczas - wyjaśnia dyrektor Bogdan Kalicki.

Pacjenci w sieci
Według prof. Drozdowskiego, w regionie podlaskim jest wystarczająco dużo oddziałów udarowych, każdy z nich obejmuje 300 tys. pacjentów lub obszar w promieniu 80 km. Profesor dodaje jednak, że na południu województwa kolejny oddział dodatkowo polepszyłby sytuację.

Zdaniem prof. Walentego Nyki, pomorskiego konsultanta wojewódzkiego w dziedzinie neurologii, trudność zgodnego z zaleceniami leczenia pojawia się tam, gdzie zagęszczenie oddziałów udarowych jest niewielkie.

Jak mówi portalowi rynekzdrowia.pl, województwo pomorskie spełnia normy pod względem rozmieszczenia oddziałów udarowych. Ich sieć jest gęsta na tyle, że transport pacjenta trwa maksymalnie 30 minut.

- Są w Polsce regiony, gdzie oddziały takie funkcjonują tylko w mieście wojewódzkim, w jednym lub dwóch dużych ośrodkach. I tu pojawia się problem, bo pacjenta trzeba transportować np. 100 km. Ważne jest więc równomierne rozproszenie takich placówek - zauważa prof. Nyka.

I podkreśla, jak ważna jest tu świadomość społeczna:

- Pacjent musi wiedzieć, że może uzyskać nowoczesne leczenie, ale będzie ono skuteczne pod warunkiem szybkiego dotarcia do odpowiedniego szpitala. Tymczasem zbyt często po wystąpieniu pierwszych objawów chorzy zwlekają, czekają w domu kilka godzin na lekarza rodzinnego. To sprawa podstawowa, bo można wtedy stosować mniej leków, koszt leczenia jest niższy.

Jak zauważa z kolei prof. Zenon Mariak, podlaski konsultant wojewódzki w dziedzinie neurochirurgii, problem polega na odpowiednim zorganizowaniu logistyki, ponieważ w przypadku udaru zdecydowanie trudniej o zachowanie złotej godziny niż u pacjenta z zawałem. Chory powinien docierać bezpośrednio do ośrodka, gdzie jest neurochirurgia, radiologia interwencyjna oraz pełna diagnostyka.

- Dużo zależy jednak nie tylko od pracowników pogotowia, ale także od lekarzy POZ, którzy mogą zidentyfikować przejściowe objawy niedokrwienne, takie jak niedowład, problemy ze wzrokiem czy zaburzenia świadomości. Dzięki temu mogą uczulić chorego na zagrożenie wystąpieniem udaru - uważa prof. Mariak.

Kiedy centra udarowe?
W opinii prof. Danuty Ryglewicz, krajowego konsultanta w dziedzinie neurologii, w kraju mamy dobrze rozwiniętą sieć oddziałów udarowych, z których każdy, według europejskich standardów, obejmuje swoim zasięgiem populację 250-300 tys. osób. Dzięki ich funkcjonowaniu w istotny sposób spada wśród Polaków śmiertelność z powodu udarów mózgu. Cały czas powstają nowe, jednak zdaniem profesor ich tworzenie powinno być dokładnie przemyślane.

Jak mówi nam konsultant, pacjent powinien być bezpośrednio kierowany na taki oddział, ponieważ chodzi o jak najszybsze wdrożenie leczenia trombolitycznego.

- Jednak oddział udarowy nie może powstawać, ani działać w oderwaniu od oddziału neurologicznego, ma być jego częścią. Jestem absolutnie przeciwna tworzeniu oddzielnych oddziałów udarowych, to błędne rozwiązanie - podkreśla prof. Ryglewicz.

Odrębną sprawą jest tworzenie tzw. centrów udarowych. Na świecie u pacjentów, u których występuje niedrożność tętnicy środkowej mózgu, bądź leczenie trombolityczne okazało się nieskuteczne lub są przeciwwskazania do jego stosowania, realizuje się procedury wewnątrznaczyniowe.

W Polsce powstał na razie projekt tworzenia ośrodków, które będą stosować właśnie takie rozwiązania.

Gdy leczenie trombolityczne - które można zastosować do 4,5 godziny - jest nieskuteczne, czyli np. gdy występuje niedrożność tętnicy środkowej mózgu, wówczas istnieje możliwość przeprowadzenia trombolizy dotętniczej albo mechanicznego usunięcia skrzepu.

- W tych celach powstają powoli w kraju centra interwencyjnego leczenia udarów mózgu, z tym że nie są jeszcze finansowane przez NFZ. Na razie trwają dopiero rozmowy w tej sprawie - informuje prof. Danuta Ryglewicz.

O to trudno nawet w Stanach
W przekonaniu prof. Mariaka, w kraju ośrodki udarowe próbuje się na razie organizować bardziej pod względem administracyjnym niż praktycznym.

- Mam na myśli oczywiście specjalistyczne centra z prawdziwego zdarzenia, czyli dysponujące dostępem do neuroradiologii interwencyjnej i neurochirurgii, a nie tylko z nazwy, dzięki której placówka otrzymuje finansowanie z NFZ, w oparciu na przyklad o dostęp do respiratora i pracę neurologa - twierdzi prof. Mariak.

Jednak jego zdaniem, nawet gdyby specjalistyczne ośrodki zaczęły już teraz w Polsce funkcjonować, to liczba pacjentów szybko przekroczyłaby ich możliwości. Należy bowiem założyć, że po wstępnej interwencji pacjent będzie jeszcze przez kilka tygodni leczony.

- Ta sprawa jest organizacyjnie zaniedbana, ponieważ nie ma żadnej instytucji, która czułaby się upoważniona do rozwiązania problemu, jakim jest brak oddziałów rehabilitacji neurologicznej i opieki długoterminowej - dodaje profesor.

Specjalista przypomina, że trudności z leczeniem udarów występują nie tylko w Polsce. Np. w USA nie wszystkie nowoczesne rozwiązania rekomenduje się do stosowania w całym kraju. Realia nawet tego bogatego kraju są bowiem takie, że w oparciu o środki finansowe jakie są do dyspozycji część ośrodków nie byłyby w stanie zachowywać wysokich standardów.

Podobał się artykuł? Podziel się!
comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH