Falck o wypadku na S8: sytuacja była daleka od opanowanej

Firma Falck, której karetki brały udział w akcji na S8, krytycznie ocenia przebieg służb koordynujących działania służb ratowniczych. Aleksander Hepner, rzecznik Falck, twierdzi, że na miejscu zdarzenia sytuacja była daleka od opanowanej. Dodał, że karetka Falck była najpierw wezwana, później odwołana.

Do karambolu doszło z soboty na niedzielę (3-4 maja) na drodze S8 w miejscowości Kowiesy na pasie w kierunku Wrocławia. Brało w nim udział 11 samochodów, w tym dwa tiry. Zginęły trzy osoby, w tym małe dziecko - obywatele Czech. Pomocy medycznej udzielono 25 rannym osobom. Dziewięcioro z nich trafiło do szpitali.

Rzecznik Hepner mówił, że najpierw Centrum Powiadomienia Ratunkowego (CPR) w Łodzi poprosiło ich o pomoc, a kiedy wysłali karetkę, stwierdziło, że nie jest ona już potrzebna. Dlatego przekierowaliśmy ją do ciężarnej kobiety - powiedział Hepner.

Jednak - jak wynika z jego relacji - po kilkunastu minutach CPR poprosił Falck, aby na miejsce przysłać inny zespół, bo zgłaszają się kolejne poszkodowane osoby. Według niego na miejscu zdarzenia były osoby postronne, mieszały się z pacjentami, nie było żadnych wizualnych oznak triażu (segregacji pacjentów). - Dopiero kiedy dotarliśmy na miejsce, nasz ratownik zaczął przeprowadzać triaż - powiedział.

Hepner nie chce oceniać działania służb ratunkowych do momentu przyjazdu karetki Falcka. Przyznał, że warunki były bardzo trudne, wypadek był rozciągnięty na kilkaset metrów, była potworna mgła.

Z krytycznymi ocenami Falcka nie zgodził się dyrektor Wojewódzkiej Stacji Ratownictwa Medycznego w Łodzi Bogusław Tyka. Jego zdaniem akcja została przeprowadzona sprawnie. Przyznał jednak, że panowały ekstremalne warunki - widać było na pół metra, nie było żadnego oświetlenia.

Zwrócił uwagę, że dyspozytor zachował się bardzo racjonalnie, wysyłając zespoły ratownicze z dwóch stron - od strony Skierniewic i Lipiec Reymontowskich oraz od strony Rawy Mazowieckiej i Mszczonowa.

Według niego segregacja pacjentów była prowadzona przez lekarza, który przyjechał w drugiej karetce. - Wyjechał z miejsca zdarzenia pozostawiając pod opieką straży pożarnej i zespołów podstawowych pacjentów, którzy wymagali tylko i wyłącznie transportu medycznego, a nie potrzebowali pomocy medycznej - powiedział Tyka.

Sprawę prawidłowości działania służb medycznych wyjaśnia prokuratura w Rawie Mazowieckiej. 

Śledczy chcą sprawdzić, czy akcja była przeprowadzona prawidłowo, czy ewentualne niedociągnięcia w akcji miały wpływ na udzielenie skutecznej pomocy, czy mogły doprowadzić do poważniejszych skutków dotyczących zdrowia poszkodowanych i czy naraziły te osoby na powstanie takich skutków.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH