Endokrynologów mamy wielu, a pacjenci i tak miesiącami czekają na wizytę

Polska spełnia normy Unii Europejskiej co do ilości lekarzy endokrynologów. Potwierdza to prof. Marek Ruchała, wiceprezes Polskiego Towarzystwa Endokrynologicznego, który przyznaje, że ilość endokrynologów w Polsce jest jak najbardziej wystarczająca. Dlaczego więc pacjenci miesiącami czekają w kolejce na wizytę u takiego specjalisty?

- W całym stanie Illinois (w Stanach Zjednoczonych) jest mniej endokrynologów niż w województwie wielkopolskim - to o czymś świadczy - mówi prof. Ruchała.

Sytuacja przestaje jednak napawać optymizmem, kiedy spojrzymy na dostępność do endokrynologa w ramach ubezpieczenia w NFZ. W niektórych regionach pacjenci czekają nawet rok na wizytę.

Jeden na 50 tys. to dobry wynik

Jak wynika z danych Naczelnej Izby Lekarskiej w Polsce zostało zarejestrowanych 1171 endokrynologów, z czego 1155 jest czynnych zawodowo. To dobry wynik, który przekłada się na to, że liczba endokrynologów w przeliczeniu na jednego mieszkańca należy do najwyższych w Europie.

Tak wynika z raportu przedstawionego na potrzeby Ministerstwa Zdrowia, przez konsultanta krajowego ds. endokrynologii, prof. Andrzeja Lewińskiego („Przedstawienie potrzeb w zakresie endokrynologii w skali poszczególnych województw i kraju w latach 2009-2015 i odniesienie tych danych do sytuacji w latach 2005-2008”).

Na jednego endokrynologa przypada u nas 50 tys. mieszkańców (dorosłych i dzieci), a dodając dane z woj. mazowieckiego, które nie zostały wzięte pod uwagę jest to nawet 1 na 45 tys.. Tylko w trzech województwach nie są spełnione normy unijne - w zachodniopomorskim, wielkopolskim i opolskim.

To znacznie lepiej niż wskazują zalecenia Unii Europejskiej. Zgodnie z nimi zapotrzebowanie mieszkańców zostaje zabezpieczone wtedy, gdy jeden endokrynolog przypada na 80 tys. mieszkańców.

W kolejce do specjalisty

Tymczasem z danych dostępnych na stronach NFZ wynika, że pacjent z województwa mazowieckiego na wizytę do endokrynologa w ramach Funduszu w dzielnicy Warszawa-Ochota średnio musi czekać od 195 dni (Samodzielny Publiczny Centralny Szpital Kliniczny) do 77 dni (NZOZ Centrum Medyczne Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego).

Dla porównania mieszkaniec woj. dolnośląskiego chcący skorzystać z wizyty u tego specjalisty w średnim mieście, jakim jest Świdnica oczekuje od 148 dni (NZOZ „Mieszko” sp. z.o.o) do 130 dni (Centrum Usług Medycznych „Eskulap” Sp. z.o.o). Kiedy jednak wybierze się do Wrocławia to na wizytę na Starym Mieście będzie musiał poczekać ponad rok w dwóch dostępnych ośrodkach (Wrocławskie Centrum Zdrowia SP ZOZ oraz Wojewódzkie Centrum Medyczne "DOBRZYŃSKA".)

W Zielonej Górze czas oczekiwania na wizytę u endokrynologa waha się z kolei od 2 do 3 miesięcy. (SANOMED Sp. zoo - 92 dni, SP ZOZ "MEDKOL" - 60 dni).

Zupełnie inaczej wygląda sytuacja, kiedy pacjent chce skorzystać z opieki prywatnej. Jak zaznacza prof. Wojciech Zgliczyński, mazowiecki konsultant wojewódzki w dziedzinie endokrynologii, owszem są kolejki do endokrynologów, ale tylko tych pracujących w ramach NFZ.

Chodzi o pieniądze

Jak tłumaczy problem tkwi w złej wycenie świadczeń. Nie ma zachęty i nie ma chętnych, którzy by chcieli pracować w poradniach, które mają kontrakt z NFZ. Dlatego nie można powiedzieć, że endokrynologów jest wystarczająca ilość, bo brakuje tych, którzy by chcieli pracować w ramach umowy z płatnikiem.

Potwierdza to prof. Zygmunt Zdrojewicz z Kliniki Endokrynologii, Diabetologii i Leczenia Izotopami Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu.

- Finanse to najważniejsza rzecz, zwłaszcza w odniesieniu do badań. Musimy pamiętać, że endokrynolog to nie tylko lekarz, który zbada tarczycę, ale także ten, który zleci badania. A te badania to nie tylko TSH, ale także tomograf, rezonans, USG. Ta specjalistyczna diagnostyka jest zabójcza dla każdej publicznej placówki - wyjaśnia.

Jednocześnie dementuje pogłoski, że lekarze nie chcą pracować w ramach umowy z NFZ i w ten sposób napędzają sobie prywatnych pacjentów. W jego ocenie tylko ok. 10 proc. endokrynologów nie podejmuje pracy w publicznej ochronie zdrowia.

Z kolei prof. Ruchała podkreśla, że ideałem byłoby gdyby lekarz mógł u pacjenta podczas jednej wizyty przeprowadzić wszystkie niezbędne badania. Tymczasem jak lekarz zrobi biopsję to za inne badania nie otrzyma pieniędzy. To sprawia, że chory po zrobieniu podstawowych badań jest wysyłany na biopsję znowu do kolejki, co ją ponownie wydłuża.

- Wyceńmy realnie te procedury, które u tego pacjenta zostały przeprowadzone. Wtedy nie byłoby problemu, bo pacjent nie chodziłby trzy razy, żeby mieć wykonane wszystkie potrzebne badania - zaznacza prof. Ruchała.

Diabeł tkwi w szczegółach

Prof. Ruchała zwraca uwagę też na inne kwestie. - Pierwszym zasadniczym problemem jest skala zaangażowania lekarzy rodzinnych w opiekę nad pacjentem z problemami endokrynologicznymi. Jest ona zdecydowanie niższa niż w innych krajach. Z jednej strony lekarze POZ nie mogą wystawiać skierowań na refundowane przez NFZ badania z tej dziedziny, z drugiej obawiają się konsekwencji NFZ, jeśli w swojej dokumentacji nie będą mieć potwierdzenia wydanego raz w roku przez endokrynologa o stanie zdrowia chorego - zaznacza prof. Ruchała.

Jako drugi problem ekspert podaje liczbę chorych z problemami endokrynnymi. - Polska była przez wiele lat obszarem dużego niedoboru jodu. Dopiero w 1997 r. wprowadziliśmy obowiązek jodowania soli kuchennej. W związku z tym problem chorób tarczycy obejmuje dosyć dużą liczbę pacjentów, którzy potrzebują opieki endokrynologa - podkreśla.

Prof. Zgliczyński potwierdza słabą dostępność do badań w POZ, która w jego ocenie jest „żadna” . Jak tłumaczy, w tej chwili lekarz POZ może tylko wykonać samo stężenie TSH. Tymczasem powinien mieć możliwość skierowania na USG tarczycy, na wykonanie hormonów tarczycy i przeciwciał przeciwtarczycowych, oznaczenia np. poziomu testosteronu u mężczyzn czy kortyzolu w przypadku podejrzenia hiperkortyzolemi czy IGF1 w przypadku podejrzenia akromegalii. Takie wstępne rozpoznanie większości chorób powinno być postawione w POZ, a dopiero potem, jeżeli konieczne jest potwierdzenie rozpoznania i specjalistyczne leczenie chorego należałoby takiego pacjenta przesyłać do specjalisty.

Do poradni, zamiast do szpitala

Prof. Lewiński we wspomnianym raporcie zwrócił z kolei uwagę na dostępności badań diagnostycznych. W jego ocenie problem tkwi nie tyle w liczbie specjalistów, co właśnie w dostępności zaplecza laboratoryjnego dla badań hormonalnych, badań cytologicznych i patomorfologicznych, możliwości właściwego obrazowania gruczołów dokrewnych oraz właściwej współpracy ze specjalistami: okulistami, radiologami, neurochirurgami i chirurgami.

Kolejną ważną kwestią jest też położenie nacisku na przeniesienie punktu ciężkości diagnostyki i leczenia ze szpitala do AOS. Jak podaje konsultant, endokrynologia jest dziedziną medycyny, w której 90 proc. przypadków może być z powodzeniem diagnozowane w warunkach ambulatoryjnych. Niestety, wymaga to zupełnie innej organizacji opieki zdrowotnej.

Potwierdza to prof. Ruchała, który przyznaje, że część procedur, które wymagają dziś pobytu szpitalnego można by przeprowadzić ambulatoryjnie. Pod jednym warunkiem, że będą one właściwie wycenione.

Fundusz pracuje nad zmianami

Jak podaje Sylwia Wądrzyk-Bularz z Biura Prasowego Centrali NFZ prowadzone są aktualnie prace nad zmianą sposobu rozliczania świadczeń ambulatoryjnej opieki specjalistycznej m.in. w zakresie endokrynologii. Zmiany mają na celu poprawienie dostępności świadczeń dla pacjentów.

- Wartość zawartych umów w 2014 r. na hospitalizację z zakresu endokrynologii wynosi 122 104 966 zł dla dorosłych i 38 391 311 zł dla dzieci. Analogicznie na umowy AOS dla dorosłych w endokrynologii przeznaczono 153 986 246 zł, a dla dzieci - 9 718 018 zł - zaznacza Wądrzyk-Bularz.

CZYTAJ TAKŻE

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH